Odcinek z Carrie był sympatyczny. W tak gęstym i mrocznym serialu przydał się jako lekkie rozcieńczenie tego gęstego klimatu. Zwróćcie uwagę, że Caped Crusader jest dużo bardziej nihilistyczny niż TAS - przeciwnikom rzadko można współczuć jak w TAS, w GCPD jest tylko dwoje normalnych policjantów. Zwłaszcza gdy Batman od dwóch sezonów praktycznie stoi w miejscu pod względem rozwoju postaci, poza jednym momentem gdy nazwał Alfreda po raz pierwszy po imieniu. Ten odcinek z Carrie dlatego zrobił dla mnie robotę. Przypomniał że ten Gacek też ma ludzkie i wrażliwe cechy.
Generalnie sezon mi się podobał tak jak poprzedni, ale widać brak Paula Diniego w projekcie. I nie mam już wątpliwości, że za prawdziwego ducha Batman TAS odpowiadał właśnie Dini. Gdy Bruce Timm rządzi sam, brakuje pewnej wrażliwości w budowaniu postaci. Mało który villain ma tu ludzkie oblicze, a warto pamiętać że w TAS można było współczuć nawet Killer Crocowi. Timm zachowuje się trochę jak nastolatek, który stwierdził że "zrobię TAS tylko jeszcze mroczniej". Tylko problem w tym, że przedstawianie każdego wroga jako socjopaty bez emocji, zabijanie cywilów w praktycznie każdym odcinku, nie sprawi że ten serial będzie dojrzalszy.
TAS potrafił przy cenzurze i kreatywności twórców pokazać dużo mroczniejsze i ambitniejsze odcinki, do których poziomu jak dotąd żaden epizod Caped Crusadera jeszcze nie ma szans dorównać. Timm bez Diniego to jak się okazuje trochę jak Bob Kane bez Billa Fingera, czy Stan Lee bez Steve'a Ditko i Jacka Kirby'ego.
Riddler i Joker - równie dobrze mogliby się nazywać Shooter i Poker, bo nie mają nic wspólnego, nawet powierzchownie ze swoimi pierwowzorami. Ale nie mam z tym problemu, w serialach dziejących się w Gotham zawsze potrzebni są jacyś gangsterzy, więc ten wannabe Riddler spełnił swoją rolę. Z kolei Jokera było tak dużo w różnych mediach i komiksach ostatnich lat, że nie boli mnie to co z nim zrobili. Nie było moim zdaniem dobrego pomysłu na niego - bo z całym szacunkiem dla scenarzysty odcinka, te pseudo filozoficzne edgy teksty były tak jałowe i wtórne, że lepiej by było jakby już nie mówił nic.
Jak już pisałem lubię zmiany i zabawy materiałem źródłowym w adaptacjach. Ale nawet bardzo zmieniona postać powinna zachowywać jakąś choćby jedną cechę wspólną z oryginałem, by faktycznie była to reinterpretacja. Tak Riddler i Joker byli motywem niczym Catwoman z Halle Berry. Jest znajoma nazwa, podobny strój, ale poza tym całkiem inne postaci. Ale nie jest to dla mnie aż taki problem, domyślam się że pewnie na forum zostali chłodniej przyjęci.
Chciałbym by trzeci sezon pokazał Batmana który zaczyna się szczerze otwierać przed Alfredem. I przydałby mu się choćby jeden członek bat-rodziny w terenie. Nie ma szans by w takim edgy serialu pojawił się Robin, ale to mógłby być ktokolwiek inny. Cassandra Cain - wyszkolona córka zabójców, pasowałaby. Albo Azrael. Jest sporo komiksowych postaci które kręciły się wokół Batmana, i nie są tak "przaśni" jak Robin.
Generalnie sezon mi się podobał tak jak poprzedni, ale widać brak Paula Diniego w projekcie. I nie mam już wątpliwości, że za prawdziwego ducha Batman TAS odpowiadał właśnie Dini. Gdy Bruce Timm rządzi sam, brakuje pewnej wrażliwości w budowaniu postaci. Mało który villain ma tu ludzkie oblicze, a warto pamiętać że w TAS można było współczuć nawet Killer Crocowi. Timm zachowuje się trochę jak nastolatek, który stwierdził że "zrobię TAS tylko jeszcze mroczniej". Tylko problem w tym, że przedstawianie każdego wroga jako socjopaty bez emocji, zabijanie cywilów w praktycznie każdym odcinku, nie sprawi że ten serial będzie dojrzalszy.
TAS potrafił przy cenzurze i kreatywności twórców pokazać dużo mroczniejsze i ambitniejsze odcinki, do których poziomu jak dotąd żaden epizod Caped Crusadera jeszcze nie ma szans dorównać. Timm bez Diniego to jak się okazuje trochę jak Bob Kane bez Billa Fingera, czy Stan Lee bez Steve'a Ditko i Jacka Kirby'ego.
Riddler i Joker - równie dobrze mogliby się nazywać Shooter i Poker, bo nie mają nic wspólnego, nawet powierzchownie ze swoimi pierwowzorami. Ale nie mam z tym problemu, w serialach dziejących się w Gotham zawsze potrzebni są jacyś gangsterzy, więc ten wannabe Riddler spełnił swoją rolę. Z kolei Jokera było tak dużo w różnych mediach i komiksach ostatnich lat, że nie boli mnie to co z nim zrobili. Nie było moim zdaniem dobrego pomysłu na niego - bo z całym szacunkiem dla scenarzysty odcinka, te pseudo filozoficzne edgy teksty były tak jałowe i wtórne, że lepiej by było jakby już nie mówił nic.
Jak już pisałem lubię zmiany i zabawy materiałem źródłowym w adaptacjach. Ale nawet bardzo zmieniona postać powinna zachowywać jakąś choćby jedną cechę wspólną z oryginałem, by faktycznie była to reinterpretacja. Tak Riddler i Joker byli motywem niczym Catwoman z Halle Berry. Jest znajoma nazwa, podobny strój, ale poza tym całkiem inne postaci. Ale nie jest to dla mnie aż taki problem, domyślam się że pewnie na forum zostali chłodniej przyjęci.
Chciałbym by trzeci sezon pokazał Batmana który zaczyna się szczerze otwierać przed Alfredem. I przydałby mu się choćby jeden członek bat-rodziny w terenie. Nie ma szans by w takim edgy serialu pojawił się Robin, ale to mógłby być ktokolwiek inny. Cassandra Cain - wyszkolona córka zabójców, pasowałaby. Albo Azrael. Jest sporo komiksowych postaci które kręciły się wokół Batmana, i nie są tak "przaśni" jak Robin.

Po latach z Pazurą dostać kogoś takiego jak Mysłakowski i nie docenić