Aktualności:

,,Batman: Detective Comics, Tom 5: Gothamski nokturn: Akt III" od 25 lutego.

Menu główne

Nasze recenzje komiksów z Batmanem

Zaczęty przez Juby, 19 Lipiec 2009, 22:01:54

Parallax

Cytat: Rado w 05 Luty  2026, 17:31:45Przy Knightfallu nie wspomniałeś, że w polskim wydaniu są co najmniej dwa zajebiste wstępy napisane przez wybitnych bat-naukowców.

Fakt, w polskich wydaniach są co najmniej dwa świetne wstępy od wybitnych bat-naukowców. ;)
Korzystając z okazji, pozwolę sobie dorzucić luźną propozycję: byłoby super zobaczyć na YouTube specjalny odcinek, może w formie podcastu w którym opowiedzielibyście szerzej o swoich ulubionych komiksach o Batmanie, czytanych na przestrzeni lat.
Widziałem topki roczne, ale nie kojarzę materiału poświęconego ogólnie Waszym osobistym, ulubionym bat-tytułom.
Vengeance, won't change the past. Mine... or anyone else's. I have to become more. People need hope. To know someone's out there for them.

Rado

Pomysł się nadaje na specjalny odcinek. Tylko pewnie tytuły by nam się powtarzały. No i pewnie żadnych zaskoczeń by specjalnie nie było.

Crowridd



Scenarzysta:
Każdy wie, jaki wkład w Batmana ma Chuck Dixon. Niestety ostatnio nie mam szczęścia do czegoś ciekawego spod pióra tego autora. Kilka lat temu kupiłem tom WKKDC: BiZ – Joker – Ostatni śmiech. Z początku podobał mi się ten tytuł; jednak kiedy wróciłem do niego ponownie, miałem już zupełnie inne odczucia. Wg mnie jest to średni komiks, który nie pasował mi do autora przyzwoitych zeszytów z lat 90. Teraz ponownie chciałem dać szansę temu scenarzyście kupując innego Batmana – może tom z kolekcji był tylko wypadkiem przy pracy. Niestety nie był.
 
Rysownik/Inker/Kolory:
John Van Fleet:
Wydaje mi się, że nie spotkałem go wcześniej w komiksach, które czytałem. To nie jest artysta, którego styl odpowiada mi w 100%, jednak bardzo dobrze oglądało mi się jego prace – ciężkie, ciemne, malarskie, realistyczne i fotograficzne zarazem. W tym komiksie odpowiadał w 100% za warstwę wizualną i to było najmocniejszym atutem tego tytułu. Niektóre kadry z The Chalice wyglądają jak fotografie z lat 30.
 
Pierwsze kadry The Chalice to retrospekcja bardzo odległej historii - nie wiemy gdzie i kiedy mają miejsce te wydarzenia (jest rycerz, jakiś religijny artefakt, a to wszystko dzieje się zapewne kilkaset lat temu). Potem przenosimy się do współczesnego Gotham i do potyczki Batmana z Two-Facem. Już od pierwszych stron mroczny klimat wylewa się z tego tytułu - nawet te kilka kadrów z krótkiej potyczki z Dentem ogląda się świetnie.
Następnie kierujemy się do Batjaskini, gdzie Bruce rozmawia z Alfredem - następuje wówczas coś, co nas zaskakuje - do Wayne Manor przyszła przesyłka, zaadresowana do Thomasa Wayne'a - bardzo stara przesyłka. No i tu zaczyna się to, na co czekałem - ogromna ciekawość i niewiadoma. Paczka do nieżyjącego ojca? Teraz? Bruce jedzie do osoby, która wysłała tę paczkę/wiadomość, żeby dowiedzieć się, o co chodzi.
 
Od tego momentu komiks nie miał za bardzo nic ciekawego do zaoferowania. Fabuła, która z początku opiera się mocno na religii, później w ogóle o tym zapomina i kieruje całą akcję na uganianiu się za tytułowym Kielichem. Im dalej w las, tym historia stawała się coraz płytsza. Nie było to złe, natomiast było na pewno mało oryginalne.
Był pomysł na ciekawy początek, jednak później scenarzysta dokleił do tego historyjkę, która niczym nie zachwyca. Może i był tam jakiś element zaskoczenia, może to miało jakiś tam sens, jednak do mnie on nie trafił.
Do plusów tej historii zaliczam na pewno konwersację Batmana z Barbarą Gordon a propos mocy Kielicha i tego, co może w życiu tej drugiej zmienić. Do minusów zaliczam natomiast samego Batmana, który po odkryciu mocy tytułowego artefaktu nie zachowywał się jak typowy Mroczny Rycerz. Batman, którego napisał tu Dixon jest trochę out of character (ale nie w takim sensie, w jakim widzimy go np. u Zdarsky'ego – tam moim zdaniem czyta się go świetnie).
Może kiedy wrócę do tej historii za jakiś czas, znajdę w niej więcej pozytywów.
 
Wizualnie - świetnie - ciemność, strach i momentami klimat grozy. Scenariuszowo – średnio  – chyba za bardzo liczyłem na coś lepszego przy tak dobrej warstwie wizualnej i obiecującym początku.
 
Inaczej przedstawia się sytuacja w przypadku drugiej historii z tego tomu – Batman: The Ankh. Otrzymujemy tu opowieść o kobiecie, która przez długie lata była zamknięta w sarkofagu, pogrzebana pod pustynią. Co istotne, nie była to zwykła ofiara spisku – przez cały czas pozostawała świadoma, ponieważ niedługo przed zamknięciem obdarzona została nieśmiertelnością.
Po wielu latach zostaje uwolniona i trafia do Gotham. Wkrótce w mieście Batmana zaczynają znikać wpływowi, bogaci ludzie. Nie pojawiają się jednak żadne żądania okupu, żadna organizacja nie przyznaje się do porwań. Ślady prowadzą do niedawno sprowadzonych do Gotham egipskich zabytków.
 
Rozwiązanie fabuły było satysfakcjonujące i podobało mi się połączenie klimatów starożytnego Egiptu z mrocznym Gotham. Batman tutaj sprawdził się jako detektyw i jako rycerz. Płynne sceny walki przeplatane były detektywistyczną robotą. Tutaj Dixon na plus.
Historia na pewno lepsza, niż ta tytułowa, jednak nie pozbawiona wad czy luk fabularnych.