29 listopad 2020, 03:23:32

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Mission: Impossible

Zaczęty przez LelekPL, 07 wrzesień 2020, 15:08:43

LelekPL

Nie ma takiego tematu, a chyba warto bo to jednak jedna z najrówniejszych serii filmowych i jednocześnie najprężniej działających. Ale ja nie tak bez powodu tworzę nowy temat. Trwają zdjęcia do kolejnej części, a Tom Cruise w Norwegii robił coś takiego...
https://www.instagram.com/p/CE1giyyoHCx/

Pewnie warto traktować jako spoiler, jeśli ktoś nie chce wiedzieć co szalonego Tom Cruise zrobi tym razem w kolejnym filmie, ale chyba te filmy zza kulis są równie ekscytujące co finalny produkt, czasami nawet bardziej.

Juby

07 wrzesień 2020, 16:04:03 #1 Ostatnia edycja: 28 wrzesień 2020, 11:01:23 by Juby
Rado znowu nie będzie się logował przez rok na forum, bo gadamy tylko o filmach. ;D Cóż, mnie to nie powstrzyma, bo to temat ewidentnie dla mnie.

Nie byłem fanem tej serii przez długi czas. Dobrze kojarzyłem jedynie film DePalmy, bardzo źle zapamiętałem dwójkę, a trójka po mnie spłynęła. Mimo to, w grudniu 2011 postanowiłem przejść się do kina na Ghost Protocol, który pozostawił po sobie na tyle pozytywne wrażenie, że wyczekiwałem kolejnej części (tym bardziej, że uwielbiam Toma Cruise'a!). Rogue Nation stało się jednym z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów 2015 roku, a Follout już w ogóle wyczekiwałem z wypiekami na twarzy. Poniżej przeklejam moje recki częśći 1-5 po ostatniej powtórce latem 2018 roku.



Kiedy ostatnio powstał rozrywkowy film szpiegowski niebędący filmem akcji? Powiedziałbym, że 22 24 lata temu i jest nim właśnie Mission: Impossible. To nie jest film akcji, to spy thriller, w którym główny bohater sięga po broń bodajże raz. Jeden raz! W dodatku nie w scenie pościgu, czy strzelaniny, tylko gdy przerażony budzi się, a w jego kryjówce pojawia się koleżanka, którą miał za zmarłą. Eh, takich filmów już się nie robi. :)

Uwielbiam ten retro-telewizyjny styl połączony z typowym blockbusterem 90s, uwielbiam jak DePalma buduje napięcie, a robi to nie tylko w świetnej sekwencji wykonywania tytułowej "misji niemożliwej" - która wciąż robi super wrażenie - ale nawet podczas zwykłych scen dialogowych. Hunt gada z Kittridgem po nieudanej misji, Hunt zgrywa się z drugą dyskietką, Hunt odtwarza w pamięci wydarzenia, w których zdradził ich Phelps - Uwielbiam to!



Druga część to film z prawdopodobnie najdłuższą sceną podchodzenia do siebie pary, zakończoną być może najbardziej dramatycznym złapaniem szala uciekającego na wietrze. :D

Z M:I:2 uwielbiam plakat(!), Cruisa wspinającego się po kanionie, lubię gitarowy motyw przewodni Zimmera, dosłownie kilka całkiem rozrywkowych scen, przy których zdrowo się uśmiałem, no i spoko pościg z motorami w finale. Reszta? John Woo poszedł w full Woo - mnóstwo efekciarstwa, slo-mo, postmatrixowa stylówa Hunta, a niektórym scenom bliżej do bycia kolejnym Bondem z Brosnanem (zwłaszcza GoldenEye i Die Another Day) niż sequelem pierwszego M:I. Nie widziałem tej części blisko 7 lat i nie pamiętałem = byłem zaskoczony, że w filmie akcji na pierwszą scenę akcji przyjdzie mi czekać blisko 70 minut! Pierwsza połowa to flaki z olejem, ale co bym się nie wynudził, oglądając finał powiedziałem do dziewczyny: "I tak mniej nudne i lepsze od Spectre." :)



Mam jakiś problem z trzecią częścią. To efektowny akcyjniak z solidną, bardziej osobistą historią, świetnym Cruisem i chyba nawet lepszym Philipem Seymourem Hoffmanem. Jest w nim sporo napięcia i bardzo, bardzo dużo akcji, czego poprzednikowi brakowało. Jednak oglądając, mam wrażenie, że ta część wyszła spod ręki imitatora Michaela Baya, a nie J. J. Abramsa. Czasami jest aż przesadnie efektownie, jak z Wyspy (kamera szaleje), a color-timing i kontrast to wypisz/wymaluj Transformers 2 i kilka innych filmów Baya. Niby jest dobrze, ale wszystko to jakieś przesadzone, przez co nie potrafię tej części bardziej polubić. :/

Jeszcze jedna ważna rzecz - cholernie dziwny pomysł na ucięcie akcji w Szanghaju w najciekawszym momencie. To właśnie zdobycie króliczej łapki miało być "misją niemożliwą" trójki, Luther reklamował to zadanie jako trudniejsze od włamania się do Langley w jedynce, a tu ciach! Połowy akcji z Huntem w budynku nie ma. :P Dziwny zabieg.

Ghost Protocol - przez 2/3 najlepsza część serii. Szkoda tylko, że po pościgu w burzy piaskowej trochę gubi rytm. Do tej sceny jest wyśmienicie, a później siada na trochę zbyt długo (przydałoby się wyciąć kilka minut, np. humorystyczną rozmowę Benjiego z Brandtem w podróży do Indii), by w finałowej akcji też przesadnie ciągnąć podchody na przyjęciu i po raz kolejny zmieniać cel misji w trakcie (z przejęcia satelity na odzyskanie walizki), co jest pokazane tak szybko, że można przeoczyć. Trochę rozumiem zarzuty osób, które zastanawiały się "o co tam na koniec chodziło?", bo sam też w trakcie (bardzo fajnej) finałowej potyczki na parkingu zacząłem wracać pamięcią z wątpliwościami, o co w tej chwili toczy się pojedynek?

Ale to tylko drobne skazy na pięknym krysztale, bo po trzecim obejrzeniu zaczynam uważać Ghost Protocol za jeden z najfajniejszych filmów rozrywkowych ostatnich lat. Brad Bird nie bawił się w "thrillerowanie" jak Abrams (wymyśliłem nowe słowo, patent w drodze), stworzył szpiegowską przygodówkę z fajnymi bohaterami, oryginalnymi scenami akcji (w pierwszej połowie filmu w ogóle się nie strzelają, itp.), super humorem (niewidzialna ściana, scena z Huntem na parapecie szpitala!), super napięciem i trudnościami drużyny jakie sprawiają im zawodzące gadżety (prosty i genialny pomysł, a same gadżety też wypadają ekstra) i wisienką na torcie jaką jest akcja w Burj Khalifa. To najlepsza "misja niemożliwa" od pierwszej części. Ponad 25-minutowa sekwencja (znakomitej) akcji, ze wspinaczką po ścianie wieżowca na czele. Chciałbym to zobaczyć w IMAX, ale i bez tego robi NIESAMOWITE wrażenie. Gdy Hunt zbiega po lince, a ta okazuje się za krótka, o czym Brandt go grzecznie informuje, na co ten odpowiada:



ROTFL :D Geniusz! Jedyne co mnie odrobinę razi w tej akcji to odkrycie, że był tam Hendricks (po co to udawanie? bo inaczej nikt w tej części nie miałby na sobie maski?).



Piątka to w zasadzie to samo co czwórka. Dużo akcji, dużo przygody po całym świecie, plus znacznie lepszy czarny charakter i najlepsza postać kobieca w całej serii. Jednak po powtórce jestem już pewny, że wolę Ghost Protocol.* Czemu? Chyba po prostu bardziej odpowiada mi lekka ręka Brada Birda od mniej charakterystycznego stylu McQuarrie'a. Plus ekipa w poprzedniku była o wiele lepiej wykorzystana (w Rogue Nation postaci jest więcej i są bardziej rozsiane po świecie, przez co niektóre z nich często nie mają nic do roboty, tylko błąkają się po ekranie autem z napędem 4x4 - tak, to na was patrzę Brandt i Luther), no i akcja główna, czyli "misja niemożliwa" jest tutaj cianka w porównaniu z tą w Dubaju. Za dużo CGI w wodnym zbiorniku, co w połączeniu z ujęciami POV robiło wrażenie gry komputerowej i nie pasowało do reszty filmu. No i poszło im dość łatwo / szybko. Niemniej, piątka to dobre kino akcji z kilkoma znakomitymi scenami. Spokojnie 3 na 4 gwiazdki w skali Rogera Eberta i Gene Siskela. :)

*Z czasem zmieniłem zdanie. Ocena wjechała na pełne 8/10 i lubię na równi z GP, film ma świetny replay value.


Recenzję Follout napisałem na swoim blogu, który niestety już nie istnieje. Jeśli znajdę jakąś kopię zapasową na dysku, może ją tutaj przekleję. Póki co napiszę tylko, że film widziałem już 3 razy (byłem w kinie, później widziałem go w kiepskiej wersji w sieci i trzeci raz na Blu-ray, które kupiłem) i jestem nim zachwycony. Ma kilka małych problemów, ale pod względem akcji to może być król gatunku, a przynajmniej mój ulubiony film akcji od czasu The Dark Knight. I tym też obecnie jest cała seria M:I - obecnie najlepszą na rynku serią akcji jaka powstaje. Oby jak najdłużej w takiej formie. :)

Po ogłoszeniu części 7 i 8 kręconych back-to-back, z miejsca wskoczyły na moją listę must-see. Obecnie chyba tylko na Batmana z Pattinsonem czekam bardziej i... tym bardziej smuci mnie, że właśnie te dwie produkcje od miesięcy spotykają największe problemy ze wznowieniem / dokończeniem zdjęć. :(


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Juby

Nowy telewizor przeszedł chrzest. :) Na pierwszy ogień poszło obejrzane wczoraj Mission: Impossible. Fallout.

Obraz na Blu-ray - miazga!! Wprawdzie doskwiera mu ta sama przypadłość, co innym filmom ze zmiennym aspect-ratio (sceny w 2,40 : 1 wypadają świetnie, jednak to te w full frame wyglądają obłędnie), ale to w zasadzie jedyna uwaga jaką mam. Jeśli kiedyś jacyś goście zapytają mnie, czemu nadal kupuję filmy zamiast oglądać w sieci / na Netflixie, puszczę im finał z helikopterami. Niech wiedzą jak doskonale filmy w full HD mogą wyglądać!

Samo Fallout z seansu na seans wydaje mi się jeszcze lepsze (widziałem już czwarty raz). Po wyjściu z kina miałem z nim kilka większych i mniejszych problemów, ale teraz w zasadzie przeszkadza mi tylko parę scen, jak kiepsko napisana, zbyt długa ekspozycja na początku (scena z Huntem odtwarzającym taśmę z IMF). Reszta to perła! Uwielbiam Toma Cruise'a, uwielbiam Ethana Hunta i jego "niemożliwe misje". Jestem zachwycony tym, że nawet tak przemieloną przez Hollywood (w tym przez tę serię) fabułę, Christopher McQuarrie potrafił przedstawić w tak świeży i ekscytujący sposób. Nie kojarzę drugiego akcyjniaka do tego stopnia naładowanego akcją (serio, scen pościgów, walk, strzelanin i szpiegowskich podchodów jest tu blisko 90 minut na 140' czasu trwania), z tyloma udanymi twistami, tyloma zaskakującymi zwrotami akcji i przy tym wszystkim nie gubiącego bohaterów oraz ich historii. Protagoniści nawet będąc w samym środku zamieszania, często muszą dokonać najtrudniejszych wyborów, które definiują kim są (Ethan, Ilsa). Czegoś takiego rzadko doświadczam oglądając filmy z tego gatunku. No i realizacja! Zdjęcia, muzyka (często jawnie zrzynająca ze znakomitego soundtracku TDKR Zimmera), montaż!



W scenach starć na pięści czuć, że każdy cios dochodzi, w trakcie pościgów kamera wyczynia cuda, a nawet podczas tych najdłuższych sekwencji w ogóle nie odczuwam zmęczenia, bo tempo jest idealne. No chyba, że mowa o pozytywnym zmęczeniu przez buzującą adrenalinę, bo momenty wyciszenia pozwalają złapać oddech tylko na chwilę. Często jest tak, że kiedy widz myśli, że to już koniec, nagle następuje moment z cyklu "o cię ch*j!" i wszystko zaczyna się od nowa. :D

Ocena winduje na 9/10. Już nie mam wątpliwości, że to moja ulubiona część serii i najlepsze kino akcji minionej dekady (sorry Fury Road). W przyszłym roku, przed premierą kolejnej części, pewnie znowu trafi do odtwarzacza.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Funky

Wiosną widziałem wszystkie części i pokochałem tą serię. Świetne kino akcji ze wspaniałą muzyką i kapitalnym Cruisem. Uwielbiam Fallout (scena w klubie i ten techno kawałek :-* ) i to jeden z najlepszych akcyjniaków jakie widziałem. Barbara Broccoli i Michael G. Wilson powinni uczyć się od Ethana Hunta jak robić dobry action movie ;)

LelekPL

Jedyny sposób, żeby z Bonda zrobić kino akcji na poziomie M:I to zatrudnić Cruise'a... A więc raczej nie da rady ;) Tylko on i kiedyś jeszcze Jackie Chan mogli występować w tak popisowych scenach kaskaderskich.