11 maj 2021, 09:50:32

Aktualności:


Mogą występować problemy z wysyłaniem maili z forum!


Ostatnio ogladalem...

Zaczęty przez Leon Kennedy, 26 marzec 2008, 15:09:07

El Cornetto

Nie, po prostu przedstawienie tej sytuacji sprawiło, że zachowałem się jak ten agent. Wyszedłem bez mrugnięcia okiem. Takie chwyty na mnie nie działają :]

LelekPL

06 sierpień 2009, 20:06:46 #466 Ostatnia edycja: 25 wrzesień 2009, 20:10:38 by Air Jordan
W sumie też dopiero po tej rozmowie zauważyłem, że kogoś wzruszyła ostatnia scena... a jak wspominałem, płakałem na filmie z Van-Dammem :)
Film był bardzo dobry. Świetnie zagrany, zdjęcia były dobre, kamera HD wyszła znakomicie, znacznie lepiej niż się spodziewałem, jednak... nie powaliło mnie. Depp i Bale zagrali bardzo dobrze, ale to nie byli DeNiro i Pacino. Baleowi na pewno nie pomógł fakt, że było go jak na lekarstwo w porównaniu do Pacino w Gorączce, ale sceny z nim od razu ożywiały film: świetny początek tej postaci przy schwytaniu Pretty Boya, ta muzyka Ottis Taylora była idealna - no właśnie, muzyka to też wielki atut tego filmu- i cała scena przypomniała mi trochę końcową pogoń z Ostatniego Mohikanina, może mniej epicka, ale w podobnym, Mannowskim stylu. Depp natomiast był dobry, ale jednak kiedy nie gra niezwykle szalonych postaci, wypada różnie - czasem bardzo dobrze, czasem wręcz śmiesznie, kiedy nie powinien, ale w jego przypadku to chyba sama postać mną nie ruszyła... Była zbyt sztuczna i cukierkowa jak na kryminalistę, fakt to Dillinger, ale i tamten miał na koncie niezbyt chwalebne czyny, a tutaj kiedy robił już coś złego to jak gdyby przypadkiem i od niechcenia. Nie wiem czy to wina scenariusza, ale Dillinger wyszedł dla mnie na anielskiego przestępcę, właściwie bez wad. Cottilard jak i jej postać była już znacznie mocniejsza i znacznie bardziej przejmował mnie jej los, a niżeli jej faceta. Świetne sceny z Johnnym oraz na przesłuchaniu - bardzo dobra rola. Jednak dwójka aktorów którzy wypadli według mnie najlepiej to role mocno drugoplanowe: Dr. Manhattan... eee... Billy Crudup jako Hoover oraz Stephen Graham jako Baby-Face Nelson. Pierwszy oddał idealnie postaci tamtych lat, począwszy od akcentu po sam chód i zachowanie, a scena z rozmową telefoniczną z Balem pokazała talent obu panów, jak i różnice w poglądach między mistrzem, a uczniem - taki mały smaczek. Dla Grahama to chyba pierwsza taka rola, ale na litość boską, niech ktoś da mu kolejne role psychopatów. Jego Nelson to był prawdziwy bandzior... wiem, że Dillinger taki nie był, ale nutka szaleństwa i gniewu by się mu przydała w tym filmie.
Także gdyby film może nie był historią Dillingera, a bardziej kryminałem osadzonym w tamtych latach byłbym bardziej usatysfakcjonowany. A być może to ja wchodziłem ze zbyt dużymi wymogami, oczekując nowej Gorączki, ale tak czy siak, film po mimo świetnych ról drugoplanowych i mimo wszystko solidnej roli Deppa, nie dorósł do arcydzieła Manna z 95tego. Ale dam mu 8/10 (jednak na pewno nie za wzruszenia, bo takowych nawet na siłę bym tam nie znalazł chyba)

Kadaver

Na którym filmie z VanDammem płakałeś?

LelekPL

lionheart :) jak wracał zza tej górki - miałem wtedy 8 lat ale pamiętam jakby to było dziś

Filer

Cytat: El Cornetto w 06 sierpień  2009, 16:42:40
Pewnie na Wall-em płakaliście. :]
Z naszej dwójki to Ty jesteś fanem Ścian-y ;].

El Cornetto

Ja na ścianie nie płakałem, jeno uważam ze to w pytke animacja.

Juby

07 sierpień 2009, 09:47:13 #471 Ostatnia edycja: 09 sierpień 2009, 19:07:25 by Juby
Piątek 13-go  (FRIDAY THE 13TH 2009)
"Wielki powrót największego mordercy w historii kina!"




No i udało mi się nareszcie obejrzeć najnowszą część Piątku 13-go. Trochę się zdziwiłem bo miał to być remake części pierwszej, a film jest czymś w rodzaju Supermana: Powrót dla serii o "Człowieku ze stali", czyli to taki sequel po latach, który ignoruje wszystkie części cyklu, rozgrywające się po drugim filmie o Jasonie i jego mamuśce. No i oczywiście zanim zacznę się rozpisywać napisze moją opinię na temat filmu: Jak dla mnie jest to prawdopodobnie najlepszy horror tej dekady. Film cholernie mi się podobał, bardzo mile mnie zaskakując po tych wszystkich negatywnych recenzjach, i z pewnością czekam na kontynuację (która musi być w przypadku, kiedy film kosztujący 19 mln $ zarabia 90,6 mln $).

Najpierw napiszę co mi się w filmie podobało. Z pewnością postać Jasona, która nie była już chodzącym bezszelestnie, bezmózgim zombie. Ten kultowy morderca został w filmie przedstawiony lepiej niż kiedykolwiek, i na dodatek pokazano nam jak zmienił on swój worek na głowie (którego nosił także w części drugiej), na słynną maskę hokejową. Oczywiście rewelacyjne są same morderstwa, których dokonuje (jeżeli dobrze policzyłem to Jason zabił tym razem 13 osób) nareszcie nie są robione tak jak to było w przypadku Freddy kontra Jason - byleby więcej krwi. Wszystkie dokonywane mordy są brutalne, krwawe (ale oczywiście nie w stylu Kill Billa) i jakby nie patrzeć fajne. Szczególnie podobało mi się wbicie maczety przez pomost w głowę blond-laski, spalenie suczki żywcem, i zabicie żółtka w garażu.

Oczywiście główna postać jest ważna, ale żeby ten film się udał musiał mieć trzy rzeczy: musiał posiadać klimat, miał trzymać w napięciu, i być przerażający. Klimat ma zdecydowanie, w moim odczuciu film idealnie klei się do dwóch pierwszych Piątków. Napięcie jest i to od początku, do samego końca, a to rzadko się zdarza w nowych horrorach. I najważniejsze: czy mnie przestraszył? Aktualnie raczej nie boje się horrorów (jestem za duży), ale ten film miał sporo momentów, które mógłbym nazwać strasznymi (mój 12 letni brat po 15 minutach filmu już chciał abym wyłączył). Fabuła filmu jest również plusem (szczególnie dla mnie bo była jak na tego typu produkcje bardzo realna), gdyż okazała się niezwykle oryginalna (choć miejscami oczywiście była schematyczna). Byłem cholernie zdziwiony, gdy Jason biegł w stronę głównej bohaterki, a tu przede mną pokazało się czarne tło i tytuł (dopiero po 25 minutach filmu). Odnośnie elementów bardziej technicznych filmu, to jest on bardzo dobrze zmontowany. Muzyka jest świetna jak na horror, bo nie dość, że jest klimatyczna, to podnosi napięcie (Jablonsky bardziej się postarał niż przy Transformers: Zemsta upadłych). Scenografia też była dobra, no i efekty specjalne, których oczywiście nie mogło być za dużo, ale za to ich wykonanie było perfekcyjne.

Bo będzie za długo zacznę pisać teraz to, co wyszło filmowi na minus. Otóż jest cała masa głupich scen, których nie chce mi się w całości wymieniać, więc podam np: wypadnięcie broni blondynowi (akurat gdy Jason go dogania), murzyn, który "musi iść się zabić, aby ratować swojego ziomka żółtka", i związany z tym nadludzki rzut siekierą. Poza tym, mimo iż fajnie ukazano przywiązanie Jasona do matki, to trochę nie podobało mi się darowanie życia bohaterce, a tym bardziej jej przetrzymywanie pod łańcuchem (ciekawe co jadła, piła, i gdzie wydalała przez te sześć tygodni). Nie wiem czy na plus, czy na minus zaliczyć także sceny seksu, bo mimo iż zostały fajnie nagrane, i brały w nich udział dobre dupy, to było ich zdecydowanie za dużo. Jak pisałem wyżej była w filmie pewna schematyczność (przykładowo: gdy tylko pokazali martwego Jasona wrzuconego do wody, wiedziałem jak skończy się film), ale to nie był największy minus. Najgorszy był powielany stereotyp nastolatków: idiotyczne ćpuny i pijaki (niczym z American Pie) wyglądający jakby mieli już po 22 lata. A wszystkie dziewczyny to oczywiście "gorący towar", który fajnie się zabija w takich filmach.

W podsumowaniu powtórzę, że film bardzo mi się podobał, a w tym gatunku coraz trudniej mnie zadowolić. Za dwa lata kontynuacja, którą z pewnością obejrzę. Gdybym miał oceniać ten film jako horror dałbym mu pewnie mocne 8/10, ale oceniam go jako film, a aż tak dobrym filmem nie był (choć nie sądzę, aby moja ocena byłą niska, biorąc pod uwagę falę krytyki, jaka zalała ten film). Oglądając go zostałem niezwykle pozytywnie zaskoczony i uważam go za najlepszy film z serii, jaki do tej pory oglądałem. :)

Recenzja: Juby  
Ocena: 5+/10
________________________________________________________________________________________

I JESZCZE TO, ZRECENZOWANE W JEDNYM ZDANIU:

HALLOWEEN RESURRECTION  1/10  
Totalne dno i kilometr mułu. Kompletna, nic nie straszna beznadzieja, i w dodatku Mike Mayers to jedna, wielka podróba Jasona.

POWRÓT LALECZKI CHUCKY  1/10  
Ostrożnie! W czasie seansu można umrzeć... ze śmiechu.


PS: JaRo nareszcie obejrzałem nowy Piątek 13-go i wytłumacz mi coś: Jak możesz dwukrotnie wyżej oceniać ten film, od takiego arcydzieła, jakim jest T2? :P



"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Filer

A Ty mi powiedz, jak możesz nazwać Jasona największym mordercą w historii kina?

Mathes

W każdym razie najpopularniejszy. A poza tym na równi z Jasonem, zawsze stawiałem Freddy'a. A jak byłem dzieckiem.... Laleczkę Chucky :]

Filer

Cholera jasna, to mordercy występują tylko w slasherach? Dla mnie największym mordercą w historii kina jest ten z "Se7en"...

(A)nonim

No i Lecter. I Norman Bates.
Jestem Jen. Najpierw chciałabym założyć panu te rękawiczki. Sondaże mówią, że wyborcy lubią palce.

Filer

Nie lubię Lectera. Tego w wykonaniu Hopkinsa. Tzn. o dziwo najbardziej drażnił mnie w "Milczeniu Owiec". W "Czerwonym Smoku" był całkiem wporzo, w "Hannibalu" dopóki siedział w Florencji też ;].

Juby

Cytat: Filer w 07 sierpień  2009, 10:11:18
A Ty mi powiedz, jak możesz nazwać Jasona największym mordercą w historii kina?

To nie ja go tak nazywam, tylko tak jest. :P Na kmf czytałem, że to największy morderca w historii kina, bo w serii swoich filmów zabił ponad 120 osób (teraz kiedy doszły jeszcze FvJ i nowy Piątek, będzie ich ponad 140). Ja osobiście też wolę Kevina S. z Siedem.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Filer

Największy =/= z największą ilością morderstw :]

naz_

Wydaje mi się że źle szukacie, jesli chodzi o ilośc zabójstw popełnionych "ręcznie" przez jednego człowieka. Największym mordercą był Rambo ;]

"-To, co mogę uczynić ze sobą, zależy tylko ode mnie. Nie mogę być pewny tego, co zależy od wroga." - sun tzu