19 Wrzesień 2020, 20:33:58

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Ostatnio ogladalem...

Zaczęty przez Leon Kennedy, 26 Marzec 2008, 15:09:07

(A)nonim

Scarface 8/10, czekam na Remake bo to teraz modne jest.
Jestem Jen. Najpierw chciałabym założyć panu te rękawiczki. Sondaże mówią, że wyborcy lubią palce.

Juby

Jednak po przemyśleniu sprawy, zmniejszam ocenę SCARFACE o jeden w dół. Mimo wszystko ma on wady (np. nie wyjaśnienie wątku ucieczki Elviry / film trochę nuży po zabiciu Franka, aż do momentu nieudanej misji Tony'ego) i w dodatku pokrzywdziłem Ojca Chrzestnego II, który jest lepszym filmem, a ma u mnie 9/10. :-\


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

naz_

Dla mnie Montana dostaje 8+/10, bardzo konkretny film. Świetny klimat gangsterki lat 80'tych, zatopionej w kokainowym haju i tanim syntezatorowym disco jak główny bohater. Do Ojca Chrzestnego jednak mu daleeeeeeeeko, a i Pacino jako Montana jest o wieeele słabszy od Pacino jako Michael Corleone imo.

Dzisiaj obejrzałem za to Inglorious Basterds. Z całkowitą oceną filmu poczekam aż film będzie miał swoją premierę w Polsce i będzie można podyskutować o smaczkach i znaczeniach. Powiem tylko, że jak dla mnie Tarantino w formie bardziej znanej z PF czy Psów niż z Deathproof czy Kill Billa . Jak dla mnie najlepszy jego film od czasów Pulpa, ale trzeba przyznać iż ani Kill Bill ani Jackie Brown, ani Death Proof objawieniami nie były.

"-To, co mogę uczynić ze sobą, zależy tylko ode mnie. Nie mogę być pewny tego, co zależy od wroga." - sun tzu

Juby

02 Wrzesień 2009, 18:20:56 #528 Ostatnia edycja: 20 Grudzień 2009, 11:08:31 by Juby
BRAVEHEART
WALECZNE SERCE



Niektórzy, których drażni moja wścibskość, nie rozumienie konwencji reżysera, oraz gust filmowy, mogło zastanawiać co za produkcja jest właściwie moim ulubionym filmem. Oto odpowiedź. Ta epicka opowieść, stworzona z olbrzymim rozmachem, jest jak dla mnie dziełem, które zasługuje na najwyższe uznanie. Wczoraj podczas emisji tego filmu na POLSACIE, postanowiłem oszczędzić reklam i odświeżyłem go sobie oglądając w dźwięku 5.1 (bez lektora) na DVD. Wrażenia były takie same jak za każdym razem, gdy go oglądam (a oglądałem go już kilkanaście razy), film jest zwyczajnie niesamowity. Właściwie moja recenzja, która nie jest zbytnio profesjonalna, będzie zawierać wszystkie błędy jakie w nim dostrzegam, ponieważ i tak nie zajmą mi dużo miejsca (ale oczywiście, nie uważam ten film za bezbłędny ;)). Właściwie to od nich zacznę.



Każdy film zawiera sporo błędów technicznych/montażowych, typu: adidasy pojawiające się w filmie historycznym. Braveheart oczywiście też je posiada, a według serwisu internetowego MovieMistakes.com, który zajmuje się szukaniem takich wpadek, w filmie znalazło się ich 63 (sam w czasie oglądania dostrzegłem ich około 15). To właściwie nie jest duża liczba, i tak, czy siak nie traktuje tego jako choćby najmniejszy minus filmu, bo kto właściwie tak robi? :( Nie zmienia to także faktu, że montaż filmu Mela Gibsona jest bardzo dobry. Poza tym można przyczepić się paru drobiazgów w filmie (typu: dlaczego gojąc ranę ojca Hamish'a, szkoccy towarzysze nie zdjęli mu 'odzienia na torsie'?). No i mnie osobiście troszeczkę drażni mała ilość wojsk w czasie bitw. Wiadomo, że wtedy nie można było tworzyć armii komputerowo, ale po obejrzeniu Dwóch Wież mała liczebność statystów rzuca się w oczy (choć tylko w nielicznych ujęciach). I to chyba wszystko. Film ma na prawdę tak mało rzeczy, do których można się przyczepić, że ci którym się on nie spodobał, zaczęli wytykać w nim to, że nie jest zgodny z prawdą historyczną. Oczywiście jest to głupota, bo przecież film nie miał być idealnym odwzorowaniem prawdy historycznej. Oglądałem dokument na Discovery i wiem jakie fakty historyczne producenci zmienili na rzecz fabuły filmu, i mnie wydaje się, że wyszły one na plus, bo historia opowiedziana w filmie Gibsona jest po prostu rewelacyjna. Nie uważam, że Braveheart przez zmiany względem prawdziwych wydarzeń został popsuty przez producentów. Jak dla mnie, żadne uchybienia w filmie nie są tak duże, abym mógł mu obniżyć ocenę z maksimum. Szczególnie, że są one przytłoczone całą masą zalet.



Podstawa to zawsze dobra historia, opowiadana w filmie. Dzięki zmianą dokonanym przez twórców film porywa i wzrusza widza, mimo iż trwa prawie trzy godziny. Jak dla mnie scenariusz nie tylko jest bardzo rozbudowany, ale uważam, że w historii Williama Wallace'a każdy znajdzie coś dla siebie. Znajdziemy w niej dwa wątki romantyczne (Williama z Murron, a później 'fikcyjny' romans z księżną Walii), sporo poczucia humoru (Stephen, Książę-Pedzio, czy nagie tyłki w bitwie pod Stirling ;D), najlepsze w historii sceny batalistyczne (PG-13 i brak krwi w LOTR niech się chowa :P), oraz masę intryg i dramaturgii. Film na prawdę nie nudzi nawet przez chwilę. Od strony technicznej jest równie dobrze. Wspaniałe plenery, scenografia, i kostiumy na prawdę świetnie oddają średniowieczny klimat. Muszę jeszcze wspomnieć o rewelacyjnych zdjęciach, dźwięku i o samej reżyserii Mela Gibsona, który przeszedł samego siebie (choć to raczej nie jest element techniczny). Jednak największym z plusów filmu jest zdecydowanie muzyka. Jak dla mnie Jamesa Horner komponując soundtrack do Walecznego Serca stworzył jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych do filmu, która nie tylko powoduje fontannę łez pod koniec filmu, ale także dodaje mu masę klimatu (gra na kobzach). Mógłbym tu ją różnie określać, ale opiszę ją tylko jednym słowem, nie do przebicia - jest zwyczajnie piękna. No i dochodzimy do największych zalet filmu, czyli do tego, że jest on najlepszym wyciskaczem łez. Scena śmierci Wallace'a i jego krzyk "Freedom!" są już legendarne, i chyba wielu się ze mną zgodzi, że to najbardziej wzruszająca scena śmierci i raczej nigdy nic jej nie pobiję. A jak dla mnie nie tylko one są wzruszające, ponieważ mnie osobiście aż 'szkli' gdy mała Murron daje kwiatka małemu Williamowi, oraz w czasie przemowy Wallace'a przed bitwą. A teraz najlepsze - dla mnie najbardziej wzruszającą sceną w filmie nie jest śmierć głównego bohatera... Tylko ostatnia scena pod Bannockburn. Wszystkich, którzy nie oglądali jeszcze tego filmu, zapewniam, że przez ostatnie pięć minut będziecie płakać, jak przy żadnym innym filmie.



Podsumowując, Braveheart to filmowa epopeja. Próżno szukać lepszego filmu historycznego, jak i filmu w ogóle. Jak wszystkie produkcje nie jest on pod każdym względem doskonały, ale ma coś czego nie mają inne filmy i czego nie da się nawet opisać. Dla mnie brak jakiejkolwiek nagrody za muzykę do filmu to jawna kpina, a to, że dostał on 5 Oscarów, podczas gdy takie coś jak Slumdog: Milioner z ulicy dostał ich 8 (w tym 'właśnie' za żałosną muzykę) to coś z czego nie mogę przestać się śmiać, gdy tylko sobie o tym przypomnę. Polecam ten film każdemu, czy go oglądał, czy też nie.
Recenzja: Juby  

Ocena: 10/10



"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

(A)nonim

naz_ z Kill Billem można się kłócić, dla mnie np. ten film jest genialny. A Inglorious Bastards nie mogę się doczekać.
Jestem Jen. Najpierw chciałabym założyć panu te rękawiczki. Sondaże mówią, że wyborcy lubią palce.

naz_

Wiem, zawsze za to od innych fanów obrywam : sam także bardzo lubie Kill Billa,  ale jak dla mnie jednak Pulp Fiction i Wściekłe Psy to po prostu level wyżej :D Ale to tylko kwestia gustu ;] Wydaje mi się, że Bastardami się nie zawiedziesz :)
"-To, co mogę uczynić ze sobą, zależy tylko ode mnie. Nie mogę być pewny tego, co zależy od wroga." - sun tzu

Huntersky

05 Wrzesień 2009, 23:20:22 #531 Ostatnia edycja: 05 Wrzesień 2009, 23:34:53 by Huntersky
Obejrzałem Czerwonego Smoka, warto więc zrobić małe podsumowanie.
Co jest lepsze - Manhunter, czy Red Dragon?

Manhunter.

Ale. :) Manhunter wygrywa tylko klimatem i postacią Willa Grahama. Natomiast Red Dragon lepiej pokazuje Dolarhyde'a (choć Fiennes wcale nie jest lepszy od Noonana) i ma dużo lepszy finał, który w oryginale rozczarowuje swą głupotą i chaosem.
Oceny:
Manhunter - 8+/10
Red Dragon - 8/10

Polecam oba filmy :]
<br />http://huntersky.deviantart.com<br />WHATTUP, BIOTCH! - Harrison Ford

EL-Kal

Juby, za każdym razem obiecuje sobie, że zrobię gruntowną korektę jakiejkolwiek Twojej recenzji, ale ręce mi opadają. Może kilka pierwszych zdań:

Ta epicka opowieść, stworzona z olbrzymim rozmachem, jest jak dla mnie największym dziełem w historii kina, które zasługuje na najwyższe uznanie.

epicka, olbrzymi, największy, najwyższe, wspaniałe, spektakularne, awesome... Egzaltacja.

Wczoraj podczas emisji tego filmu na POLSACIE, postanowiłem sobie oszczędzić reklam i odświeżyłem go sobie oglądając w dźwięku 5.1 (bez lektora) na DVD.


Właściwie moja recenzja, która nie będzie zbytnio profesjonalna, będzie zawierać


Poza tym "naprawdę" piszemy tak, jak ja napisałem; słowo "film" ma - nie uwierzysz - kilka synonimów które też można użyć w recenzji, Książę-Pedzio, natrętne powtórzenia i wiele, wiele innych. Juby, po prostu Twoje recenzje zawierają wszystko to, czego nie lubię w tekstach samozwańczych krytyków - egzaltację, opisy typu "nie ma lepszego filmu w historii kina", "najlepsza muzyka w historii kina", a jestem pewien, że nie obejrzałem wszystkich filmów na świecie.



Lubi? rzodkiewki

kelen

A jednak znajdujesz cos ciekawego na tym ugrzecznionym forum onanistow :D

Gieferg

07 Wrzesień 2009, 00:25:51 #534 Ostatnia edycja: 07 Wrzesień 2009, 11:23:06 by Gieferg
Z ciekawości, Juby, ile ty masz lat? Bo po twoich recenzjach mam wrażenie że tak z 15-16 (a jeśli to prawda to się nie mam powodu czepiać :P).

Zęby bolą od czytania tych tekstów i mogę się podpisać pod wszystkim co napisał El-Kal, a mógłbym i sam sporo zarzutów dopisać, gdyby nie to, że szkoda mi na to czasu. Powiem tylko tyle - teksty wypadają strasznie kiepsko przede wszystkim z jednego powodu - chodzi o to, że usiłujesz ze wszystkich sił upodobnić je do recenzji profesjonalnych i to ci w ogóle nie wychodzi. Gdyby nie to, gdybyś pisał je w sposób że tak powiem "naturalny", pewnie byłoby o wiele lepiej, a tak, to szczerze mówiąc już od jakiegoś czasu je po prostu omijam szerokim łukiem, chyba że akurat dotyczą jakiegoś filmu który mnie bardzo interesuje, wtedy czasem zerknę cos tam za głupoty powypisywał, ale jak ostatnio czytałem twoje zarzuty w stosunku do LOTRa które w sposób oczywisty wynikały z nieznajomości książki (za mało rozbudwany wątek romansowy, no litości) to mi ręce opadały. Spójrzmy prawdzie w oczy, te teksty są po prostu infantylne, głownie przez wspomniane pozerstwo.

Poza tym - ich forma - to jest forum dyskusyjne, a nie portal z recenzjami, wstawienie w recenzji fotek, wszystkich danych o filmie itd raz że jest w tym wypadku stratą czasu, dwa, że samej recenzji to i tak w niczym nie pomoże, bo w co byś takiego koszmarka nie ubrał, to dalej koszmarkiem pozostanie. No offence :P

Co do Bravehearta - oczywiście świetny film, sam mu też niejako "zwyczajowo" daję 10/10, choć już nieco mi się przejadł i nie wracam do niego bardzo często, ale teraz z racji tego że od niedawna mam pierwszy sensownych rozmiarów telewizor chyba znowu sobie obejrzę.
Posted on: 06 Wrzesień  2009, 12:23:07

 Dystrykt 9

MIAZGA

Dopiero niedawno dowiedziałem się o tym filmie, zwiastun mnie nawet zainteresował, a po obejrzeniu stwierdzam że to najlepsze SF od lat. Film jest zrobiony na stosunkowo niskim budżecie, a efektami specjalnymi w niczym nie ustępuje blockbusterom. Z początku może soę to dziwnie oglądac, bo mamy tu dośc mocną stylizcję na dokument, ale im dalej tym lepiej, raz że się przyzwyczajamy, dwa, że w dalszej części jest już tego mniej. Świetnie przedstawieni są kosmici i ich broń, smerfy z avatara mogą się schowac i nie wychodzić, tutaj mamy realizm pełną gębą. Do tego film ma kategorię R co oznacza miłe dla oka fruwające flaki i odpowiednio wyrazisty język. Opowiedziana historia jest bardzo ciekawa i przy tym oryginalna. Czekam na DVD, które obowiązkowo musi się znaleźc w mojej kolekcji, a potem na sequel.

10/10
http://filmozercy.com/ - wydania Blu-ray & DVD - promocje/dyskusje/recenzje

Crane

Juby powinien sobie uświadomić że "ulubiony" to nie to samo co "najlepszy w historii".


Whatever doesn't kill you simply makes you... stranger.

naz_

Dystrykt 9 jest, jak napisał wyżej Gieferg, najlepszą rzeczą jaka przytrafiła się sci-fi od bardzo dawna.

Ktoś pokazał, że ten gatunek potrafi mieć głębię, potrafi człowieka poruszyć i nie musi być napakowaną wybuchami pralką dla mózgu widza.

Kategoria R też buduje klimat. Główny bohater ludzki do bólu. Podobnie zachowanie całej reszty społeczeństwa. Bardzo realistyczna i bardzo smutna historia. Muzyka, wraz z swoimi etnicznymi wstawkami, również chociaż oszczędnie, to świetnie buduje klimat produkcji.


Stylizacja na dokument także wychodzi na + zdecydowanie. W ogóle po obejrzeniu filmu zbierałem szczękę z podłogi i do teraz chyba dobrze jej sobie nie przypasowałem.

Film ma kilka minusów, ale jak dla mnie kompletnie nie przeszkadzają one w odbiorze tego, co twócy chcieli nam przekazać. Pozatym, po obejrzeniu czułem się tak, jak po pierwszym obejrzeniu Matrixa czy Terminatora 2 - czułem, iż właśnie oberzałem coś WIELKIEGO. Jak dla mnie 10/10.
"-To, co mogę uczynić ze sobą, zależy tylko ode mnie. Nie mogę być pewny tego, co zależy od wroga." - sun tzu

vincent

Właśnie wróciłem z Inglorious Basterds.

Film jest rewelacyjny, wgniatający w fotel, zachwycający, wspaniały, urzekający.
Każda scena wyreżyserowana idealnie, niesamowite ujęcia no i ten klimat filmów Quentina!
Dialogi - wizytówka Tarantina, na najwyższym poziomie. Brak mi słów. Rozległej recenzji pisać nie będę, bo mi się nie chce, a i do końca nie ochłonąłem. Powiem tylko:
Biegnij do kina!




Moje opowiadania o Batmanie:

ADRENALINA

Z JASKINI NIETOPERZA

Huntersky

Benkarty Wojny
Oh boy. Oh boy! Najlepszy film jaki widzia?em w tym roku i wiele wskazuje na to, ?e tak pozostanie. Ale przede mn? jeszcze District 9 i Avatar, wi?c nigdy nic nie wiadomo.
Po pierwsze - dialogi. Geniusz. Scena w barze i pocz?tek pozostan? mi w pami?ci na baardzo d?ugo.
Po drugie - bohaterowie. Ka?dy charyzmatyczny i doskonale zagrany. Wida?, ?e praca u Quentina by?a dla aktorów doskona?? zabaw?. Pitt i Waltz (ten szczególnie!) odstawili kawa? oskarowej roboty.
Po trzecie - humor. Tak?e ten czarny. Nie wiem, ile razy wybucha?em ?miechem.
Po czwarte - zdj?cia. Okaza?o si?, ?e mog? by? dowcipne. :) Przyk?ad: rozmowa Aldo z ojcem Maxa i t?umaczenie schwytanego ?o?nierza w drugim rozdziale.
Po pi?te - muzyka. Mieszanka najró?niejszych kawa?ków, najcz??ciej z filmów wojennych, ale nie tylko. Wspomn? tylko o "Tiger Tank" z Kelly's Heroes i "Cat People" Davida Bowiego.
Po szóste - Quentin ca?kowicie ola? histori? i dobrze. Co prowadzi do...
Po siódme - ...niesamowitej ko?cówki w kinie. Totalna jazda bez trzymanki. Psyje rych? jak stopie?dziesiont.

Minusów nie stwierdzi?em. :)
No i mam dylemat co jest lepsze - Pulp Fiction, czy Inglorious Basterds. Z decyzj? wstrzymam si? do nast?pnego seansu, który b?dzie, oj b?dzie. :)
10/10

<br />http://huntersky.deviantart.com<br />WHATTUP, BIOTCH! - Harrison Ford

naz_

Dla mnie jedynym minusem IB jest to, że ciut za mało basterdów w filmie o basterdach, ale jest to minus nieznaczny i kompletnie zgadzam się z recenzją Hunterskyego. Dodam jeszcze iż najbardziej pier#$@$ ze śmiechu na tzw "glebę" jak Pitt zaczął rozmawiać po włosku :ASd

Film zdecydowanie powalczy o Oscary, tego mogę być pewien, ogólnie mam nadzieję, iż końcówka roku będzie trzymała dotychczasowy poziom wydawanych filmów. Najpierw Basterdzi mnie rozwalili, potem D9, a teraz mam nadzieję, że to wszystko przebije Avatar :D
"-To, co mogę uczynić ze sobą, zależy tylko ode mnie. Nie mogę być pewny tego, co zależy od wroga." - sun tzu