26 listopad 2020, 13:30:53

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Batman & Superman, czyli duet komiksowych legend

Zaczęty przez BD96, 19 sierpień 2010, 17:05:15

Rado

Gdyby ktoś szukał ciekawego komiksu zgodnego z tematem tego wątku, a przeczytał już wszystkie oczywiste oczywistości i rzeczy najbardziej znane, to polecam "Superman The Man of Steel Annual #3" z 1994 roku. Elseworlds, który opisuje sytuację, gdy na Ziemię z umierającego Kryptona przyleciał nie jeden Kryptończyk, tylko sto tysięcy ratujących się "uchodźców". Naturalnie wprowadzają oni swoje porządki na Ziemi, co nie kończy się dobrze dla ich mieszkańców. Walczy z nimi oczywiście głównie Batman i robi to już dość długo, bowiem w tej historii poznajemy go, gdy jest już po pięćdziesiątce.

Świetna opowieść pokazująca jak młody Superman czerpie inspiracje ze starego Batmana. Działania Mrocznego Rycerza powodują w nim chęć przejścia na drugą stronę barykady, by stanąć po stronie Ziemian. Dodatkowo, w tym komiksie bardzo podobał mi się design kostiumu Batmana, a konkretnie kieszonek, w których trzyma gadżety. Frank Miller rysował już wcześniej kieszonki umieszczone na udach, a tutaj Bruce ma je nie tylko na kostkach, ale także na obu nadgarstkach. Nieźle to wygląda.


Juby

22 wrzesień 2020, 20:44:22 #31 Ostatnia edycja: 23 wrzesień 2020, 09:52:08 by Juby
Wrogów publicznych zrecenzowałem w innym wątku, ale znalazłem ten i myślę, że dla opinii o tej konkretnej serii będzie odpowiedniejszy.



Od kilkunastu lat studio Warner Bros., a właściwie wydział odpowiedzialny za animacje wypuszczane bezpośrednio na rynek video, zasypuje nas filmami z bohaterami świata DC, głównie z udziałem Batmana i Supermana. O ile większość tych produkcji delikatnie rzecz ujmując nie stoi na zbyt wysokim poziomie, tak jedną z nielicznych, o których mógłbym wypowiedzieć się pozytywnie i do której z chęcią wracam jest Superman/Batman: Apokalipsa z 2010 roku. Niech nikogo nie zmyli tytuł - to nie jest film o duecie najpopularniejszych superbohaterów komiksowych jakich znał świat (przynajmniej nie tylko), ani tym bardziej o jakiejś "apokalipsie". Przez jakiś czas zastanawiałem się skąd ten niepasujący tytuł, aż w końcu mnie oświecono, że film ten jest adaptacją kilku odcinków komiksowej serii Superman/Batman, która opowiada nową genezę Supergirl. Od tamtej pory chciałem zapoznać się z oryginałem, a dzięki wydawnictwu Egmont w końcu miałem okazję. Historia ta w końcu trafiła na polskie półki w 2016 roku, a ja dopiero teraz (nareszcie) znalazłem chwilę aby się z nią zapoznać.

Jak już wspomniałem, to nie jest opowieść wyłącznie o Mrocznym Rycerzu i Człowieku ze stali. To tak zwany origin kuzynki Supermana, Kary Zor-El, która pewnej nocy pojawia się w porcie Gotham i powoduje niemały galimatias. Dzięki niej Clark po raz pierwszy w swoim życiu nie czuje się sam jako przedstawiciel swojej rasy, a Człowiek-Nietoperz w swoim stylu podchodzi bardzo nieufnie do drugiego przybysza z planety Krypton. W całą sprawę wplątane zostają również inne ikony Ligi Sprawiedliwości, w tym Wonder Woman, a naprzeciw im staje złowieszczy Darkseid, który pragnie zwerbować Karę do swojej gwardii. Dla wszystkich, którzy wcześniej widzieli wersję animowaną fabuła będzie dobrze znana - choć nie całkowicie, kilka jej elementów zmieniono (np. finał), lub pominięto (np. odniesienia do pierwszych sześciu zeszytów przedstawiających wydarzenia mini-serii Wrogowie publiczni).

Dosyć słowa wstępu. W końcu nie miał być to wykład o historii animacji, a recencja tego konkretnego komiksu. Tom 2: Supergirl (ten podtytuł pasuje o wiele bardziej, bo to głównie jej historia) w moich oczach nie ustępuje tomowi pierwszemu i bardzo dobrze sprawdza się jako jego sequel (kontynuowanie wątku odłamków meteoru ze szczątków Kryptona). Scenariuszowo nawet wygrywa, bo o wiele mniej tutaj typowego-komiksowego łubudubu, a o wiele więcej intryg i zaskakujących zwrotów akcji. Muszę uprzedzić, że całość może być mało przystępna dla przeciętnego Kowalskiego, sporo tu tła, bohaterów pobocznych i wątków kontynuujących historie DC, które przetoczyły się przez dziesiątki komiksowych serii od 1985 roku (restartu z Crisis on Infinite Earths), ale dla zagorzałych fanów DC nie powinno to stanowić większego problemu. Wręcz przeciwnie, bogactwo świata działa na korzyść tej epickiej przygody.

O stronie wizualnej mogę wypowiadać się z samych superlatywach. Na ogół nie przepadam za rysunkami, które zbytnio skręcają w kierunku japońskich mang, ale w tym wypadku prace Michaela Turnera i Petera Steigerwalda bronią się swoim charakterem i świetną kolorystyką. Mroczny Rycerz prezentuje się doskonale, a od postaci kobiecych nie mogłem oderwać wzroku (myślę że nie muszę tłumaczyć dlaczego). Wydanie Egmont stoi na ich standardowym, wysokim poziomie. Lubię czytać komiksy w miękkiej oprawie i miło zaskoczył mnie zbiór alternatywnych okładek jako materiał dodatkowy, którego brakowało na końcu tomu pierwszego. To chyba one przechyliły szalę przy ocenie końcowej - daję cztery i pół nietoperka, czyli o pół więcej od Wrogów publicznych, którego wydaniu to i owo brakowało.





Władza absolutna to trzeci trade serii Superman/Batman, który przedstawia dość specyficzną historię duetu The World's Finest. Wszystko zaczyna się tak, jak można byłoby się spodziewać - pewnego dnia na farmie w Kansas spada statek kosmiczny z dzieckiem na pokładzie, a kilka lat później w Gotham City do mrocznej alejki skręca rodzina Wayne'ów, która nie zdaje sobie sprawy, że za chwilę spotka ich coś strasznego. Jednak już druga strona tego komiksu odwraca dobrze znane wszystkim fanom wydarzenia do góry nogami, uśmiercając kilka postaci, które umrzeć nie powinny, a także uprowadzając młodego Kal-Ela i Bruce'a Wayne'a przez tajemnicze trio, przez co przyszłość bohaterów będzie wyglądać zupełnie inaczej.

To dość oryginalny start, który zwiastował najciekawszą do tej pory historię o Batmanie i Supermanie. Jednak pary w tym parawanie starczyło jedynie na połowę trasy. W samym środku następuje zwrot akcji, który rzuca Ostatniego syna planety Krypton i Człowieka-Nietoperza z jednego zakamarku uniwersum DC do drugiego, gubiąc przy tym rytm i bombardując czytelnika odniesieniami, których nawet najzagorzalsi fani mogą nie wyłapać. Nie chcę zdradzać zbyt wiele z samej fabuły, dlatego napiszę jedynie, że drugi akt wydał mi się na tyle męczący, że finał starałem się już przeczytać na tak zwanej pełnej petardzie - jak najszybciej, byleby dotrzeć do mety. Inaczej mógłbym odłożyć ten tom w kąt i nigdy więcej do niego nie wrócić.

Najjaśniejszym punktem tej opowieści pozostaje relacja Clarka z Brucem. Nawet mocno odmienieni herosi rozumieją się bez słów i uzupełniają kiedy trzeba. Jeph Loeb (ponownie w roli scenarzysty) jak nikt inny rozumie to, jak doskonale działa kontrast między ich osobowościami i jak dobrze wykorzystać ich niektóre podobieństwa (np. troskę o najlepszego przyjaciela). Relacja Batmana z Supermanem to coś, na czym ta seria powinna się opierać i póki co, nie zawodzi w najmniejszym stopniu.

Prace Carlosa Pacheco są dość proste, przypominają mi rysunki twórców z późnych lat osiemdziesiątych i wczesnych lat dziewięćdziesiątych. W żadnym wypadku nie jest to wada (wychowałem się na takich komiksach), wręcz przeciwnie, mają swój urok i mimo prostoty nie kojarzę nawet jednego nieudanego kadru. Zdaję sobie sprawę, że dość mocno skrytykowałem scenariusz w drugim akapicie, ale koniec końców oceniam ten komiks pozytywnie, głównie za sprawą tego jak on wygląda, a nie jak się go czyta.



"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Rado

Szkoda, że dalej u nas nie pociągnęli tej serii - kupowałbym. Pamiętam, że później była historia jak Batman i Superman zamienili się mocami, czyli Super dostał nic, a Bats latał z półkuli na półkulę walczyć ze zbrodnią.

Juby

Wszystko jest kwestią marketingu. Seria ruszyła pod premierę Batman v Superman: Dawn of Justice Zacka Snydera, a kiedy film okrył się niesławą, sprzedaż zaczęła spadać i z planowanych co najmniej 8 tomów, Egmont zaprzestał wydawania na piątym (oryginalnie wyszło 12). Ale jeśli dobrze kojarzę, Tom 6. Udręka i jeszcze jeden ukazały się w WKKDC w 2018, więc mamy w PL 7/12 - nie tak źle. Planuję uzbierać i przeczytać wszystkie, może jeszcze w tym roku, o ile portfel nie pęknie. :P


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Juby

06 październik 2020, 12:52:36 #34 Ostatnia edycja: 06 październik 2020, 13:07:00 by Juby


Pewnej nocy Superman i Batman zabijają jednego z superbohaterów drużyny Maximums. Mordu dokonuje Człowiek ze stali, więc od samego początku czytelnik słusznie domyśla się, że cała sytuacja raczej ma drugie dno. Drużyna Maximums, która pod wieloma względami przypomina Ligę Sprawiedliwości, postanawia zemścić się na Ostatnim synu Kryptona i jego mrocznym towarzyszu. Nikt z obu drużyn nie zdaje sobie sprawy, że ktoś zmanipulował ich do działania i są jedynie pionkami szachowymi w grze, która właśnie się rozpoczęła.

Czwarty tom serii Superman/Batman pod tytułem Zemsta to prawdziwy rollercoaster wrażeń. Tytułowe duo ponownie zostaje wplątane z intrygę, której do końca nie rozumieją. Próbując ujść z życiem i odkryć, kto maczał w niej palce, przenoszą się do różnych światów, spotykają wspaniałą galerią postaci uniwersum DC i toczą walkę o najwyższą stawkę. Za tak pogmatwany scenariusz odpowiada ponownie Jeph Loeb, a w roli rysownika powraca znany z pierwszych odcinków przygód Batmana i Supermana Ed McGuinness, który doskonale odnajduje się w tego typu przygodach. Jego prace mają w sobie to coś, co doskonale pamiętam z seriali animowanych Brice'a Timma z lat 90-tych, z tym że są bardziej dynamiczne, mają więcej szczegółów, a kolory nałożone przez Lee Loughridge i Dave'a McCaiga są ucztą dla moich oczu. Właśnie dla takiej strony wizualnej uwielbiam wracać do tych historii.

Zazwyczaj nie chcę zdradzać zbyt wiele w kwestii fabuły, ale tym razem muszę zrobić wyjątek. Zemsta bowiem podobała mi się najbardziej z dotychczasowych tomów przygód Mrocznego Rycerza i Supermana, ale tylko do pewnego momentu, o którym napiszę prosto z mostu. Byłem zachwycony drużyną Maximums i każdym z jej członków oraz ich motywacją do starć z moimi ulubionymi superbohaterami. Byłem zachwycony wątkiem Bizzarro i Batzarro, których przekręcone myśli i słowa czytało mi się z nie lada frajdą. Byłem zachwycony powrotem kilku twarzy znanych z pierwszego tomu Superman/Batman oraz przenoszeniem się dwóch postaci po alternatywnych rzeczywistościach, które zaowocowały gościnnymi występami Kal-Ela z historii "Red Son", a także Terry'ego McGinnisa, czyli Batmana Przyszłości. Całość czytało mi się niezwykle przyjemnie (nawet takie zapychacze, jak wywiady z radia opisujące obecną sytuację drużyny Maximums) aż do wyjawienia, że za wszystkim stoją Joker i MXY z piątego wymiaru. To wtedy wszystko zaczęło się sypać. To wtedy na arenę wkracza zdecydowanie zbyt wiele postaci, jak chociażby pięć Supergirls z różnych światów. To właśnie wtedy dochodzi do kiepskiej potyczki na arenie cyrkowej i to właśnie wtedy dochodzi do wyjaśnienia czemu właściwie MXY postanowił zagrać z Jokerem w grę o życie, lub śmierć dwóch najsłynniejszych superbohaterów (wyjaśnienie, przy którym dość mocno uderzyłem się otwartą ręką w czoło).

Jakieś 3/4 komiksu sprawiło mi niemałą frajdę. Jednak finał, w którym większość wydarzeń zwyczajnie "odpstryknięto" pozostawił wielki niedosyt. Nie lubię, gdy historia, którą czytam jest jedynie wstępem do innej historii (wspominanego tu "Kryzysu"). Muszę też uprzedzić, że nie jest to komiks dla osób, którego dopiero poznają świat DC. Dla pełnego zrozumienia wydarzeń przedstawionych w Zemście potrzebna jest spora znajomość historii Batmana, Supermana, Ligi Sprawiedliwości, no i przede wszystkim poprzednich trzech tomów serii, gdyż znajdują się tu wątki kontynuujące każdego z nich. Może to zabrzmi głupio, ale to nie jest "łatwa lektura", która niestety rozczarowuje na samym końcu. Jednak dla oprawy graficznej i świetnej pierwszej połowy, myślę że warta zakupu.





Wrogowie pośród nas są piątym i ostatnim wydanym przez Egmont w naszym kraju tomem serii Superman/Batman. Po jego przeczytaniu zaczynam rozumieć skąd decyzja o zawieszeniu publikowania serii (mimo iż oryginał składa się z aż 12 zbiorów). Z jednej strony wszystkie pozytywne jej elementy są na swoim miejscu; z drugiej - to piąty raz to samo!

Wszystko zaczyna się, jak można się było tego spodziewać. Batman zostaje zaatakowany przez - wydawałoby się - sojusznika, ale szybko orientuje się, że napastnikiem był ktoś inny, że cała sprawa ma drugie dno, a intrygę, która ma na celu przejęcie naszej planety mogą pokrzyżować tylko on i jego najlepszy przyjaciel w czerwonej pelerynie. Rozumiem, że ten schemat miał być typowy dla przygód złotego duetu, ale muszę zadać pytanie - ile można? Mimo, że fabuła trzyma się kupy, atrakcji jest tyle, ile powinno być w tego typu opowiadaniach, a szata graficzna cieszy oko, przez większość lektury zastanawiałem się, czy już tego przypadkiem nie czytałem?

Bardzo duży plus dla tego konkretnego tomu za dodanie do narracji trzeciej osoby, którą jest Alfred. Do tej pory większość ekspozycji opierała się na "myślach" tytułowych herosów, ale nowy scenarzysta (Mark Verheiden) dodał do nich zapiski z pamiętnika wiernego lokaja, który na szczęście nie robi jedynie za element dekoracyjny bat-jaskini (jak to często bywa), a odgrywa niewielką rolę w całej historii. Jeśli jesteście fanami Batmana i niekoniecznie Człowieka ze stali, to właśnie piąty tom wydaje mi się być najbardziej skupionym na Mrocznym Rycerzu. Dodatkowy plusik za humor, jaki niesie ze sobą Alfred (uśmiałem się, gdy powiedział, że Brandy przyniósł dla siebie).

Przy ocenie końcowej postanowiłem być jak najmniej krytyczny, ze względu na lepszą przystępność od poprzedniego tomu (nie potrzebowałem znać iluś komiksów, aby zrozumieć sens tego konkretnego numeru) oraz znakomite rysunki, za które odpowiadało kilku artystów - Ethan Van Sciver, Matthew Clark, Ron Randall oraz Joe Benitez. Niektóre twarze im nie wyszły (Superman czasami wyglądał jak Azjatą), ale większość prezentuje się cudownie, a peleryna-lotnia Batmana wydaje mi się fantastycznym pomysłem, którego chciałbym widzieć częściej na kartach komiksów (i dużym ekranie).



"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Juby

28 październik 2020, 09:42:46 #35 Ostatnia edycja: 02 listopad 2020, 09:21:30 by Juby


Seria trzymała na tyle równy poziom, że postanowiłem kupić tom szósty wydany w ramach WKKDC. Wczoraj go przeczytałem i teraz żałuję, że Egmont zrezygnował z Superman/Batman, uznając że wydawaliby zbyt dużo serii z tymi bohaterami w rozpoczętym w 2017 roku DC Rebirth. Udręka nie tylko okazała się w moich oczach najlepszym z dotychczasowych tomów (obok Supergirl), ale też zakończono ją klasycznym cliffhangerem, po którym zdecydowanie chciałbym sięgnąć po kontynuację.

Torment przebija wszystkie poprzednie tomy tego cyklu swoją fabułą. To, na czym głównie opierały się trade'y 1-5, czyli relacja tytułowych bohaterów, tutaj prawie nie istnieje, bo Superman szybko zostaje opanowany przez Daasada i wykorzystany do niecnych celów. Wniosło to jednak pewną świeżość, bo komiks szybko staje się sprawą detektywistyczną Batmana do rozwiązania (czyli coś, co lubię najbardziej), z świetnym wykorzystaniem Killer Crocka i Stracha na wróble (w końcu inni przeciwnicy niż Joker!), a w połowie przeradza się w samotną misję Mrocznego Rycerza oraz w jego love story z Bekką (zbuntowaną synową Darkseida, żoną Oriona, a także boginią wzbudzającą pożądanie wśród mężczyzn). Napisałem "samotną", ale tak naprawdę działa on tu w duecie właśnie z Bekką, z którą ma znakomicie napisaną relację, czytałbym więcej ich wspólnych przygód.

Mimo takich przeciwników, jak Darkseid, Luthor i Daasad, oraz przenoszenia się tubami teleportującymi po odległych zakątkach wszechświata, historia wydaje się dość skromna, osobista, zupełne przeciwieństwo globalnych, czy nawet międzyplanetarnych zagrożeń znanych z poprzednich przygód Batman i Superman (plus gościnnie inny członków Ligi Sprawiedliwości). To również powiew świeżości, której ta seria bardzo potrzebowała.

Największym minusem tej 6-częściowej opowieści są rysunki Dustina Nguyena - okropne, zupełnie mi nie odpowiadają i wpasowują się w dzisiejsze, mocno czerpiące z mangi, brzydkie ilustracje postaci, którym często brakuje szczegółów. Gdyby rysował to ktoś inny (moim zdaniem najlepszym wyborem byłby Andy Kubert) prawdopodobnie oceniłbym Udrękę jeszcze wyżej i nie miałbym wątpliwości, że to mój ulubiony rozdział w przychodach moich ulubionych superbohaterów.



"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Leon Kennedy

Cholercia, wiem że posiadam dany komiks, ale szczerze nic już z niego nie pamiętam 😝 Po Twoim poście coś tam zaświtało w główce, ale kurcze uciekają niektóre historie, oj uciekają...

Rado

Ja chyba tego nie czytałem nawet. Jak jest jakiś detektywistyczny Batman to bere.

Juby

@Leon
Między innymi od tego jest to forum. ;) Od dzielenia się opiniami, a przy tym przypominaniu innym, jak dobre są niektóre tytuły z Batmanem. Polecam powtórzyć jeśli zatarło się już w pamięci, z tego co kojarzę w WKKDC pojawiły się również tomy 1-2 (Wrogowie publiczni i Supergirl), więc masz przynajmniej połowę serii.

@Rado
Nie nastawiaj się na to zbytnio ze względu na moją recenzję. Detektywistycznego Batmana jest tam ledwie trochę w pierwszej połowie, ale to i tak więcej niż we wcześniejszych tomach razem wziętych i w ogóle odgrywa on tu większą rolę niż dotychczas. Ja polecam, ale gdybyś się rozczarował, co złego to nie ja. ;D


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Leon Kennedy

Wrogów i Supergirl pamiętam dość dobrze również dzięki animacji i tak obie historie są w WKKDC. I kurcze, trza będzie niektóre komiksy sobie zdecydowanie powtórzyć jak chodźby 'Długie Halloween' czytane tylko raz... Wiem słabo  :-\

Rado

Zawsze to o raz więcej niż "Powrót Mrocznego Rycerza", którego nie czytałeś, heh.

Leon Kennedy

 ;D Jest w planach na przyszły rok, także w końcu przeczytam.