Autor Wątek: Star Wars  (Przeczytany 18564 razy)

Offline Juby

  • Miejska legenda
  • *****
  • Wiadomości: 2529
    • Zobacz profil
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #120 dnia: 17 Grudzień 2017, 15:55:00 »
Ja podczas oglądania Star Wars: The Last Jedi


Co to miało być? Po zachwycie jaki mną zawładnął podczas seansu Rogue One rok temu, nabrałem nadziei. Była to dla mnie "nowa nadzieja", która sprawiła, że uwierzyłem, że Disney potrafi stworzyć jeszcze jeden dobry film w świecie Star Wars, a najgorsze - czyli The Force Awakens - mamy już za sobą. Pomyliłem się. Niniejszym kończę z oglądaniem Star Warsów Disneya. Epizod IX kiedyś obejrzę, z ciekawości co tam wymyślili jako finał trylogii, ale do kina już nie zamierzam chodzić i cieszę się, że otrzymałem darmową wejściówkę, bo nie wydałem ani grosza na Ostaniego Jedi.

Słyszałem przez ostatni tydzień, że nowe Gwiezdne wojny są odważne, że mają bardzo mocne/emocjonujące sceny, że to zupełnie inna bajka niż bezpieczne Przebudzenie mocy. Cóż, chyba widziałem inny film. Film, który jest tak nielogiczny, jak tylko się da. To jeden, długaśny pościg "armii Nowego Porządku" (LOL) za Ruchem Oporu, który nie ma za grosz sensu, a jego rozwiązanie sponsorują litery "W", "T" i "F". Nie chcę zdradzać szczegółów, bo musiałbym wszystko pochować w spoiler tagach, ale mogę pokazać wam jaką odpowiedź otrzymałem na nurtujące fanów pytania: Kim jest Snoke? Kim jest Rey? Jak Phasma przeżyła wybuch Starkiller Base? Oto ona:

No dobra, otrzymałem jedną odpowiedź - na pytanie "Kim są rodzice Rey". Nie wiem czy była ona prawdziwa, ale jeśli tak, to zrodziła ona kolejne pytania, bo za cholerę nie wiem skąd Rey jest taka genialna, wszech uzdolniona i w ogóle niesamowita. Ona nie potrzebują mistrza, żeby zostać najlepszym Jedi w historii. Sama się nauczyła kontrolować moc, sama nauczyła się walki na miecze świetlne i to do tego stopnia, że nie ma z nią szans nikt, nawet staruszek Luke.

Ten film jest niesamowicie długi, marnuje kolejnego po Hanie kultowego bohatera oryginalnej trylogii, a najgorsze w nim są czarne charaktery. Kapitan statku-pizza, Hux i Kylo głównie drą mordy i... to wszystko, drą mordy. Aż chciałoby się zacytować Luciusa Malfoya z Zakonu Feniksa - "Nie krzycz, bo nie robisz na nikim wrażenia". Vader, Imperator, Dooku, Darth Maul - nie musli krzyczeć, żeby budzić grozę / respekt. Po prostu byli charyzmatycznymi postaciami. Tutaj mamy zgraję dzieciaków starających się zapanować galaktyką, która nie jest światem znanym mi z poprzednich części, tylko jakąś jego parodią.

The Force Awakens mnie rozczarowało, ale potrafię je obejrzeć, bo to przyzwoity film rozrywkowy, w którym dwa-trzy razy poczułem cząstkę magii Star Wars. Epizod VIII to inna bajka - długi film z kilkoma fajnymi momentami, który pozostawia mnie wobec nowej trylogii obojętnym. Wciąż nie wiem czemu miałbym kibicować wszech genialnej Rey, jakiemuś Poe, czy Finnowi, a tym bardziej nie wiem czemu miałbym sympatyzować z krzykaczami nowego Imperium. Wciąż nie mam pojęcia dokąd zmierza ta historia i co ma przedstawiać ta trylogia. Na pewno nie to, co wyobrażałem sobie przez ostatnie 20 lat. Nie takich Gwiezdnych wojen oczekiwałem.

Na plus:
Spoiler for Hiden:
- Luke, jego wyspa, te krótkie ujęcia gdy trzyma zielony miecz świetlny i scena z...
- Yodą. Wyglądał i wypad świetnie. Mogli jeszcze dodać Obi-Wana
- Muzyka była spoko, zdecydowanie lepsza niż w TFA, ale wciąż najlepsze są motywy ze starej trylogii
- Spoko występ Benicio Del Hakerro
- Sceny bitew były lepsze od tej żenady z finału TFA, powiedzmy, że nawet znośne
- CGI Snoke'a, rola Serkisa i jego śmierć - zaskoczyło mnie to, choć nie wiem jeszcze czy pozytywnie

Tyle. Nad resztą nie mam ochoty się pastwić. Powiem tylko, że "Tell me, Do You bleed?" w Justice League wywołało u mnie więcej emocji niż cały ten film, a wszystko w świecie Star Wars toczące się po Powrocie Jedi tworzone przez Disneya najlepiej zamknąć w pudle, zakopać i udawać, że nigdy nie miało miejsca.

Najlepsza rzecz związana z TLJ - Wonder Woman nie jest już dla mnie najbardziej przereklamowanym filmem roku. :P
"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Offline Jolly_Roger

  • Obywatel Gotham
  • *
  • Wiadomości: 69
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #121 dnia: 18 Grudzień 2017, 00:20:57 »
Film, który powstał chyba w ten sposób, że usiedli wokół stołu i zaczęli wymieniać sceny, które muszą się pojawić w Star Warsach: pojedynek na miecze świetlne - odhaczony, zniszczenie czegoś dużego przez "dobrych" - odhaczone, śmieszne stworki - odhaczone i najnowsza moda -
Spoiler for Hiden:
śmierć ważnej postaci - odhaczone
. No i nie zapomnijmy, żeby były parytety na kobiety na mostku okrętu wojennego (co najmniej połowa), kobieta musi też dowodzić armią. To teraz jakoś to wszystko połączymy w film złożony z luźno ze sobą związanych scen.

Zrobić ponad 2 godziny seansu, który nic nie wnosi do historii, to była faktycznie sztuka. Czułem się jakbym oglądał produkcje DC - humor na siłę, ucinanie jednych wątków w połowie, rozwlekanie do znudzenia innych.
TLJ można określić stwierdzeniem - od parodii do patosu. Jak się nastawiałem na powagę, to dostawałem dowcip, jak podejrzewałem dowcip - to było na poważnie. W kinie zdarzało się, że następował pojedynczy śmiech w sytuacjach niby na serio, gdzie nie było zamierzonego efektu komicznego.

Nie chcę zaczynać dyskusji o konkretnych scenach, bo jednemu się podobało to, a drugiemu tamto, ale ogólne wrażenie było fatalne. Piszę to jako człowiek, który lubi TFA. Największy plus jak dla mnie to
Spoiler for Hiden:
połączenia Rey-Kylo
Minusy długo by wypisywać, na czele z
Spoiler for Hiden:
lotem Lei i skoczeniem w międzyczasie bitwy na inną planetę po łamacza kodów

Moje końcowe wrażenie było takie jakby Disney miał 10-cio odcinkowy sezon serialu i zrobił z niego ponad dwie godziny filmu. Nie myślałem, że to kiedyś napiszę, ale teraz zyskała w moich oczach tzw. nowa trylogia Lucasa. 

Offline LelekPL

  • Moderator
  • Miejska legenda
  • *****
  • Wiadomości: 3176
    • Zobacz profil
    • Mój facebook
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #122 dnia: 25 Grudzień 2017, 18:04:51 »
W nowym roku będę zaczynał nową stronę filmową, na której będzie krótko o przemyśleniach na różne tematy związane z filmem, krótkie analizy i krótki recenzje. Akcent oczywiście pada na KRÓTKIE. Po pierwsze bo nikt długich wypocin już nie czyta, sam wolę recenzje, które przechodzą od razu do rzeczy, no i łatwiej mi będzie prowadzić to po angielsku i po polsku i zobaczyć, co lepiej wypadnie.

Także tym wstępem spróbuję przetestować ten schemat tutaj, zaczynając od The Last Jedi, najlepszego filmu tego roku.

Cytuj
OPIS
Imperium, tzn Pierwszy Rorządek, atakuje bazę Rebelii, tzn Ruchu Oporu, a potem rozpoczynają pościg za głównymi bohaterami, którzy muszą się rozdzielić.

POZYTYWNIE
O ile zarys ma trochę podobieństw do Imperium i Powrotu Jedi, to sam film wywraca to wszystko na głowę i tworzy coś nowego, dopełniając obietnicę Przebudzenia mocy, że teraz pójdziemy nowymi ścieżkami.

Kylo, Luke i Poe mają tutaj najciekawsze historie, oś fabularną i rozwój. Zwłaszcza Kylo i Luke - o ile Przebudzenie było o Rey, tak ten film jest o nich. Zostają zniszczeni, aby na nowo się narodzić, aby znowu zostać zniszczonymi...

Zwroty akcji są naprawdę szokujące - plany, które się kompletnie nie udają, bawienie się oczekiwaniami widzów, i stworzenie czegoś lepszego niż te wszystkie fanowskie teorie. Snoke, Phasma, rodzice Rey i Kylo - ja to wszystko kupuję!

Niesamowite sekwencje (nie tylko) akcji. Atak na statek Snoke'a, Crait i sala tronowa 2.0 tutaj się zwłaszcza wyróżniają.

Ton jest lepiej wyważony. Żarty wcale nie są nachalne, a jak się pojawiają są naprawdę dobrze zrobione.

Canto Bight rozbudowuje świat SW, dodaje Rose i jej pacyfistyczne podejście, dodaje też potencjał na kolejne filmy, no i prezentuje bardzo ciekawą i świeżą perspektywę na galaktyczną wojnę. Jest też przyjemnym odniesieniem do prequeli.

Muzyka o ile nadal nie dorasta do pięt starym filmom, jest lepsza niż 99% tego co dostajemy dzisiaj. A wizualnie jest to najładniejsza część od czasów Imperium Kontratakuje.

NEGATYWNIE
Przesłanie nie zawsze jest spójne: Należy cenić życie, ale poświęcenie dwóch postaci ostatecznie ratuje Ruch Oporu.

Główna bohaterka Rey spada na trzeci plan, będąc w tej części naszym oknem na rozwój Luke'a i Kylo. Na końcówce pojawia się jakby nigdy nic, jakby poprzednia scena z nią niemal nie miała miejsca.

Drobne wpadki logiczne (głównie z planami Holdo i Poe)

Eeeee... Te "konie" w Canto Bight były niepotrzebne?

PODSUMOWANIE
Film wnosi nową trylogię na wyższy poziom i bawi się oczekiwaniami widowni w wspaniały sposób. Zaskakuje fabularnie, zachwyca wizualnie i daje mnóstwo tematów do rozmów. Czego chcieć więcej!

OCENA
9,5/10
« Ostatnia zmiana: 29 Grudzień 2017, 12:21:22 wysłana przez LelekPL »

Offline Juby

  • Miejska legenda
  • *****
  • Wiadomości: 2529
    • Zobacz profil
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #123 dnia: 29 Grudzień 2017, 19:14:31 »
PODSUMOWANIE
Film wnosi nową trylogię na wyższy poziom i bawi się oczekiwaniami widowni w wspaniały sposób. Zaskakuje fabularnie, zachwyca wizualnie i daje mnóstwo tematów do rozmów. Czego chcieć więcej!

Sensu. :)
"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Offline Night_Wing

  • Stróż prawa
  • ***
  • Wiadomości: 253
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #124 dnia: 29 Grudzień 2017, 23:17:42 »
Dzisiaj znów zasiadłem przed kinowym ekranem. Tym razem w 2 rzędzie i 13 miejscu, w sali małego małomiasteczkowego kina, a nie w potężnej prawie że hali, auli przystosowanej do technologii IMAX i IMAX 3D. Drugi raz doświadczyłem najważniejszego filmu w moim życiu: "Gwiezdne Wojny - Ostatni Jedi". I tym razem oglądało się z równie wielkim zafascynowaniem i skupieniem, jak na początku, lecz niektóre momenty, jak
Spoiler for Hiden:
śmierć Snoke'a, przeżycie Lei w próżni kosmicznej dzięki Mocy, którą skupiła w sobie by dotrzeć do niezniszczonej części krążownika Rebelii, wejście w prędkość nadświetlną przez wiceadmirał Holdo i przebicie z łatwością, jak namalowanie kreski na papierze, poszycia "Supremacy" Najwyższego Porządku, czemu towarzyszyła chwila ciszy, a potem niemożliwy wręcz dźwięk, jakby potężna eksplozja wybuchła widzowi tuż przed twarzą, co uważam w technologii IMAX 3D za najcudowniejsze dźwiękowe odczucie w moim życiu. Yoda lub poblask Mocy, jej manifestacja przybierająca formę Yody i kontrolująca materię poprzez tąpnięcie potężnym wyładowaniem elektrostatycznym wprost w pierwotną postać drzewa, w którym znajdowały się schowane gdzieś głęboko ostatnie pisane źródła stanowiące o tym czym są Jedi. Wielki Mistrz Yoda -  bądź Moc w jego formie - pouczający Luke'a, było równie zaskakujące co inne momenty w produkcji, lecz miało bardziej nostalgiczny, dziękujący klasycznej trylogii charakter. Nie zapomnijmy o porgach, o ich dużych proszących Chewbaccę o mięsko oczkach, które to wnosiły kontrast nie zrażający fana do dalszego oglądania, i samą swoją obecnością wzbudzały odczucie konieczności dopingowania im, jakby oglądający oczekiwał tego keidy się znów pojawią.
  Polski dubbing, bo drugi raz "The last Jedi" doświadczałem w ten sposób, nie wyszedł zbyt dobrze. Głosu Snoke'owi powinien użyczyć aktor z grubym gardłowym głosem, zdolnym do lekkiej modulacji. Uczmy się tego od Andy Serkisa, i to koniecznie! Polacy spisali się jedynie w charakteryzacji Luke'a, Lei, Finna, Rose  i Phasmy.

VIII Epizod "Gwiezdnych Wojen" to genialna opowieść o Mocy, która skłania się ku kreacji jej pierwotności, ukazania czegoś o czym nie wiedzieli pierwsi Jedi. Rian Johnson zrobił dla mnie takie "Gwiezdne Wojny" jakie powinny być w ogólnym charakterze. Artysta ten stworzył coś, co odstawia "Midichloriany" daleko w głąb, wyrzuca je do kosza. Liczy się tylko Moc - prastara, niekończąca się siła. Ocena filmu 10/10

Offline Leon Kennedy

  • Mod Team
  • Miejska legenda
  • *****
  • Wiadomości: 3847
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #125 dnia: 31 Grudzień 2017, 04:35:54 »
Ile ten film trwa? Byłem ostatnio na seansie i wyszło mi, że 2 godziny i jakie 15 minut... Więc dla mnie standard, a i nie bardzo było czym się znudzić, bo film był fajny, ale i kijowy równocześnie... Znaczy taki Luke był świetny, ale i kijowy... No jakoś tak im wyszło, że z jednej strony był zajebiście, a z drugiej niektóre wątki, podejście czy wręcz zakończenie niektórych postaci słabe, a i nawet trochę żenujące... Ale film mi się podobał, i nie nie podobał  :D

Offline Night_Wing

  • Stróż prawa
  • ***
  • Wiadomości: 253
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #126 dnia: 01 Styczeń 2018, 21:00:19 »
Byłem już na 2-óch seansach "Star Wars - The Last Jedi" i za drugim razem, mimo że treść produkcji była mi juz dobrze znana, to oglądało mi się ją z tym samym szokiem, jak w przypadku pójścia na ,,świeżaka". Bardziej zrozumiałem i przyswoiłem sobie te rzeczy, na których od początku chciałem się tylko skupić. Snoke
Spoiler for Hiden:
z pełną stanowczością i ignorancją do wszystkiego co mogłoby być ponad nim, a tego absoltunie nie akceptował, co podkreślała krwista barwa ścian i opalizujące podłoże jego sali tronowej, gardzi śmiercią i życiem.  Jednak ginie z ręki tego, któremu otworzył kanał Mocy poprzez który następca Vadera mógł komunikować się z Rey. Miało to przyprowadzić Kylo Rena i Rey wprost do Supreme Leadera, by ostatecznie udowodnić jaka czeka Rena w przyszłości Galaktyki rola. Snoke'owi chodziło o coś dużo większego niż o osiągnięcie takie stanu Mocy, dzięki któremu zapoczątkowałby okres absolutnej dominacji Najwyższego Porządku. Śmierć Naczelnego Wodza o lekko zdeformowanych plecach i zapadniętej lewej połowie twarzy z ostrza rozżarzonego miecza świetlnego, którym jak przecinak do chleba cisnął przez jego talię Ren, była ekstremalnym przeżyciem dla widza. Teoretycznie plany Snoke'a odnośnie uzyskania równowagi Mocy w taki sposób, że mógłby wyciągnąć z niej tylko czystą ciemność, legły w gruzach. Chyba że jego śmierć też miała być częścią tego co miało się stać, lecz nie przewidziałby, że dokona się to bez jego udziału.
To wszystko oraz wiele innych rzeczy ocenia się trochę inaczej niż w przypadku świeżego, pierwszego seansu.

Zwróćcie uwagę na easter eggi w "The Last Jedi", co po obejrzeniu krótkiego materiału z jakiegoś kanału na Youtube jeszcze lepiej w kontekście widza łączy niektóre elementy produkcji.
Spoiler for Hiden:
https://www.youtube.com/watch?v=pT7LSY8RW8Q
 Atak Najwyższego Porządku na siedzibę ostatnich członków Ruchu Oporu, która mieściła się za potężnymi niczym mury wrotami kopalni na Crait, przypominała ten szturm z "Imperium Kontraatakuje", które tak jak "Ostatni Jedi" było drugą częścią trylogii. Nawiązanie psychicznej więzi poprzez Moc między Kylo a Leią wyglądało, jak wyczycie w Mocy siebie nawzajem: Luke'a i Vadera - również w epizodzie V.  Świątynia na Ahch-To i stare poskręcane, próchniejące drzewo, w które cisnęła poświata Mocy w formie Yody, co okazało się czymś nieprawdopodobnym jeśli chodzi o zrozumienie natury Mocy, nie przepadły ostatecznie. Na "Sokole Millenium" widać było jak w jednej z szufladek znajduje się kilka zwojów i pierwszych ksiąg Jedi, co mogłoby oznaczać zamiary Rey w kierunku odbudowania zakonu Rycerzy Jasnej Strony Mocy.

Dzisiaj skończyłem czytać IX-ty tom "Przeznaczenia Jedi": "Apokalipsa" ze starwarsowych "Legend". W książce tej Luke sięga jakiś transcendentalnych umiejętności zgłębiania Mocy. Siła ta tak wpływa na niego i on na nią, że jego świadomość wypływa z ciała i wstępuje w wymiar Mocy, co Luke opisuje w książce jako: jedno uderzenie serca, które jest jak minuta, dzień lub sekunda. Porównałem sobie to z gigantycznym poświęceniem Skywalkera z epizodu IX-ego, po którym przepadł, zjednoczył się z Mocą.
W niniejszej powieści Jedi np. Jaina Solo i inni, mogą doświadczać zjawiska przesycenia Mocą, tzn. takiego pozytywnego narkotycznego stanu, po którym w przypadku złego rozporządzania energią Mocy może nastąpić zejście. Ach, ta Moc! Pierwotna, głęboka siła!


Offline Night_Wing

  • Stróż prawa
  • ***
  • Wiadomości: 253
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #127 dnia: 23 Marzec 2018, 12:07:49 »
Już niebawem, ku uciesze fanów "Gwiezdnych Wojen", miłośników galaktycznej literatury "Nowego Kanonu"  swe utęsknione za długo oczekiwaną powieścią na temat apodyktycznej pani kapitan Phasmy, zmysły, będzie można zanurzyć właśnie w powieści o skromnym, prostym, ale miejmy nadzieje o wiele wyjaśniającym jeśli chodzi o książkę, tytule. A tą powieścią będzie "Phasma".

Phasma, to postać, która jest swoistą ikoną zła, w tym sensie, że twardość, upartość i ,,wytresowane" posłuszeństwo, które ma do "Najwyższego Porządku" porażają, a przez lśniący, wściekle srebrny pancerz jej stroju kreują ją jeszcze bardziej na żądną osiągnięcia prze Ustrój, któremu podlega: absolutnej władzy. Thrawn, Tarkin, Rae Sloane, to przy niej oazy spokoju.

Premiera "Phasmy", jako powieści w Polsce: 14 kwietnia 2018 roku.

Krótki jej opis, od Uroboros:

Jako jedna z najprzebieglejszych i najbardziej bezlitosnych oficerów Najwyższego Porządku, kapitan Phasma zyskuje sobie względy przełożonych, zdobywa respekt kolegów oraz budzi strach w sercach wrogów. Pomimo całej swej sławy i chwały pozostaje przy tym równie nieodgadniona co jej nieprzenikniony, lśniący hełm. Być może jednak już wkrótce jej tajemnice zostaną ujawnione: jeden z jej wrogów zamierza odkryć sekret jej przeszłości, którego sama Phasma strzeże z zajadłością dorównującą jedynie zapałowi, z jakim służy swoim panom.

Głęboko w trzewiach pancernika „Absolution” schwytana przez siły Najwyższego Porządku szpieg Ruchu Oporu jest przesłuchiwana przez Kardynała, szturmowca zakutego w szkarłatny pancerz. To jednak nie na informacjach o Ruchu Oporu ani planach wymierzonych w jego przełożonych zależy Kardynałowi najbardziej – tylko na poznaniu tajemnic Phasmy oraz szczegółów dawno zapomnianej afery z jej udziałem. Jest żądny informacji na temat jej wstydliwych tajemnic, które mógłby wykorzystać przeciwko znienawidzonej rywalce, zagrażającej jego pozycji w szeregach Najwyższego Porządku. Jednak mimo iż jego więzień dysponuje wiedzą, której Kardynał tak desperacko pożąda, nie podzieli się nią zbyt łatwo. Podczas gdy jeniec toczy bój ze swoim bezwzględnym strażnikiem, walcząc o życie w zamian za ujawnienie każdego cennego detalu, ze snutej przez niego opowieści wyłania się fascynująca historia życia enigmatycznej Phasmy. Przyszłość może się jednak okazać znacznie niebezpieczniejsza, gdy Kardynał posiądzie już wiedzę, której łaknie… oraz gdy jego rywalka ukaże potęgę swojego gniewu.




Miejmy nadzieję, że po "Battlefront II: Oddział Inferno", "Phasma" będzie drugą równie dobrą książką, z tych nowych powieści Kanonu "Star Wars".

Offline Night_Wing

  • Stróż prawa
  • ***
  • Wiadomości: 253
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #128 dnia: 09 Maj 2018, 22:10:53 »
Nadrobiłem ukochane "Star Wars: Rebels", które powoli dojrzewają, nabierają poważnego tonu. 12 odcinków 4-ego sezonu "Rebelsów" oglądało się z niesamowitą, zżerającą mózg ciekawością. Wiem, że odcinków tej serii jest o wiele więcej, a nawet chyba... cały sezon, ale jestem wybredny i wolę wersję z dubbingiem.

Epizod 12-ty czwartego sezonu "Star Wars: Rebels" : "Wolves and the Door" doszczętnie mnie przeraził, jakbym poczuł coś na granicy fascynacji i szoku od którego tężeją myśli. Te piękne białe wilki, tak szlachetne stworzenia, tak związane z tkanką opływającą Wszechświat, z Mocą ,oraz dodatkowo istoty Mocy: Ojciec, Syn i Córka, umieszczone na malowidle w świątyni Jedi na Lothal, której poszukiwał Imperator, było wprost niesamowite. Włączenie w tak ważny wątek - coś jak świadectwo odegrania w przyszłości Galaktyki wielkiej roli - pozyskania klucza do wiedzy, która dałaby Imperatorowi już szeroką wiedzę o Mocy i jej użyciu, prawie manipulacji, samego Ezry wiele nam mówi jak ważną postacią był Ezra, a nie wiem jak sytuacja przedstawia się w dalszej części sezonu, w dziejach Galaktyki, zwłaszcza przed erą Luke'a Skywalkera.


Jeśli Ezra w jakikolwiek sposób nie zginie, dlaczego nie miałby nie wystąpić w "Epizodzie IX" Star Wars? Bridger miałby wtedy ok. 50 lat, i nie pogardziłbym sytuacją, w której np. Rey gdzieś w tymże Epizodzie by go odnalazła, np. poprzez złącze mentalne Mocą - coś podobnego do sytuacji, którą zbieraczka złomu z Jakku miała z Kylo w "Epizodzie VIII".
« Ostatnia zmiana: 14 Maj 2018, 18:18:37 wysłana przez Night_Wing »

Offline LelekPL

  • Moderator
  • Miejska legenda
  • *****
  • Wiadomości: 3176
    • Zobacz profil
    • Mój facebook
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #129 dnia: 29 Maj 2018, 15:05:32 »
Solo obejrzany. Fajna mieszanka heist movie i westernu. Trochę zawodzi mało emocjonalna stawka i baaaaardzo mroczne zdjęcia, ale aktorsko wypadli z tarczą (zwłaszcza Alden i Donald) i jest to bardzo udany film przygodowy z ciekawymi smaczkami dla fanów!

Jeśli chodzi o ranking:


Tak, Ostatni Jedi mocno spadł, tak samo jak Rogue One na powtórce. Trochę wynudziły mnie fragmenty w kasynie, słaba Rey i całe pierwsze 2/3 Rogue One. Mam nadzieję, że Solo nie czeka ten sam los.

Za to dzięki Ostatniemu Jedi, Przebudzenie tylko zyskuje na mocy!
« Ostatnia zmiana: 29 Maj 2018, 19:25:41 wysłana przez LelekPL »

Offline Juby

  • Miejska legenda
  • *****
  • Wiadomości: 2529
    • Zobacz profil
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #130 dnia: 29 Maj 2018, 15:27:41 »
Ja Solo odpuszczam. Od początku twierdziłem, że kolejny spin-off, który nie jest spin-offem tylko kolejnym prequelem, w dodatku najbardziej zbędnym jaki mógł powstać, z Hanem Solo NIE Harrisonem Fordem jest projektem bezsensownym, a z tego co do tej pory usłyszałem/przeczytałem, to podobno tak jest. W sensie, nie że to zły film, ale wygląda jakby nie powstał dlatego, że ktoś miał świetny pomysł na film o Hanie Solo, tylko dlatego bo mieli prawa do postaci do Solo - uwielbiana postać, która się sprzeda - więc wymyślili pod niego jakiś pomysł na film.

Poza tym, nie lubię Star Warsów od Disneya. Po dwóch głównych epizodach wciąż nie ma zielonego pojęcia o czym ta nowa trylogia opowiada, w dodatku zmarnowała ona moje ukochane postacie z OT i popsuła cudne zakończenie Powrotu Jedi. Jedynie Rogue One łyknąłem bez popity. Solo może obejrzę kiedyś w domu, ale na pewno nie mam do Disney-Wars tyle zaufania, żeby wydawać na ich filmy więcej kasy (juz na TLJ nie wydałem, poszedłem, bo miałem darmowe zaproszenie do Cinema City).

Mój ranking obecnie prezentuje się tak:


Kocham pierwszych pięć, lubię kolejna dwa, ostatnie dwa są mi obojętne i mogłoby ich w ogóle nie być (nawet bym tak wolał). Rogue One ma tak dobry trzeci akt, że nawet zastanawiam się, czy nie ustawiłem go za nisko, w sumie całą piątkę z góry mógłbym ustawić na równi.
"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Offline Night_Wing

  • Stróż prawa
  • ***
  • Wiadomości: 253
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #131 dnia: 02 Czerwiec 2018, 07:18:57 »
Skoro, jak widzę robicie zestawienia "top 10" filmów z Kanonu "Star Wars", to i ja również co nieco dam od siebie, przedstawiając swoją starwarsową topkę, ale na razie czołową trójkę. Nad resztą miejsc musiałbym się dużo szerzej zastanowić, gdyż uwielbiam "Star Wars", a każdy film wnosi do galaktycznego Uniwersum coś nowego.  8) Oto lista:

1) "Star Wars: The Last Jedi"  - cudowna, głęboka opowieść o Mocy

2) "Star Wars: The Empire Strikes Back" - najlepszy sequel w historii kina; jak do tej pory oczywiście

3) "Rogue One: A Star Wars Story" - narodziny nadziei dla Rebelii w walce z Imperium, szczere ukazanie prawdziwej potęgi Ciemnej Strony Mocy Vadera.

Offline Night_Wing

  • Stróż prawa
  • ***
  • Wiadomości: 253
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #132 dnia: 11 Czerwiec 2018, 22:11:05 »
"Solo A Star Wars Story" to nie taki klasyczny Spin-Off jakiego oczekiwaliby fani "Gwiezdnych Wojen", którym, co wielu urosły podniebienia po znakomitym "Rogue One", gdzie w wielkim skrócie mówiąc, pokazano, jak narodził się duch prawdziwej Rebelii, której znaczenie w wykradzeniu planów Gwiazdy Śmierci dla ciemiężonych przez Imperium było gigantycznee, dając im Nadzieję.Przecież nie tylko walka i upór, ale i nadzieja jest dla Rebelii ważna. Skoro "Rogue One" jako Spin-Off ofiarował miłośnikom ,,galaktycznych" historii ukierunkowanie na bardziej problematyczne, zbiorowe kwestie i wydarzenia, to logiczne było, że ,,solowy film o Solo" nie będzie tak samo rozpisany, prowadzony i nie wywrze tego samego efektu co poprzednik z grudnia 2016 roku. Po pierwszym obejrzeniu "Solo A Star Wars Story" przeze mnie, a właśnie dzisiaj to nastąpiło, jestem jak najbardziej pozytywnie zaskoczony, wręcz od środka rozrywany jakimiś ognikami, dodatnio naładowanymi fluidami. Od pierwszych do ostatnich minut filmu, wyzierało z niego bezprawie, chaos, wyzysk, poczucie, że rejony Galaktyki ogarnięte mackami ,,wojny domowej" zainicjowanej przez Imperium są przekonane, że akceptacja anarchii, beznadziei, gdzie na Korelii lub niezbyt przyjaznych poziomach Coruscant, jedynym wyjściem ze społecznego upadku jest paranie się zawodem złodzieja, przemytnika i przestępcy. Ehrenreich, rolę Hana odegrał bardzo dobrze; zrobił to tak, jak powinna prezentować się postać Solo, bez względu na to, kto by ją zagrał. Aktor dał widzowi psotnego gotowego do działania, młodzieńczego, czasami nawet zbyt pochopnego i lekko naiwnego Hana Solo - dziecko Korelii, które wyrwało się ze szlamu miasta.

Nie będę bardziej porównywał klasycznej trylogii z "Kanonem" i ciągiem Epizodów "Gwiezdnych Wojen", bo chyba nie powinno się nawet tego robić, ale wtrącę tylko jedną rzecz w tej kwestii: Hana Solo, jako postać, tego, jak bardzo został on zaangażowany w rzeczywistość i wydarzenia filmu, było więcej niż we wszystkich pozycjach "Lucasfilmu", w których bohater się pojawił. Qi'ra jako towarzyszka Hana, została zaangażowana równie dobrze, jak on sam, z tym że w momencie pojawienia się koreliańczyka na kosmicznym jachcie Vosa i jego spotkania z Qi'rą widać było, że ich związek, niestety, dobrze się nie skończy - usilnie łączone przeciwieństwa.
Spoiler for Hiden:
Co najciekawsze, z Qi-rą związany jest najbardziej szokujący moment niniejszej produkcji: po zabiciu magnata: Vosa, i oddaniu baterii Coaxium plemieniu Enfys Nest, Qi-ra w jachcie swojego ,,pracodawcy" łączy się z tym komu Vos podlegał. Początkowo nie mogłem powiązać jakiejkolwiek postaci z Uniwersum "Star Wars", która mogłaby wyłonić się przed Qi-rą, jako hologram na mrocznym tronie i pokazać swe ukryte przed ciemnymi akolitycznymi szatami oblicze. Gdy nieznajomy w końcu się ujawnił i szerzej zaprezntował, byłem w paraliżującym, wdzierającym obcy chłód do ciała szoku, że okazał się to Darth Maul! To było wprost niesamowite, co z jednej strony sugeruje zgodę Qi-ry na zostanie uczennicą Maula i stanie się w przyszłości Sithem.

Poznanie się Hana z Chewbaccą, czyli początek ich nietypowej współpracy w celi więziennej, gdzie Chewie miał być ,,bestią, która nie jadła od 3 dni", a Han umiał nawet artykułować językowy chargot potężnego Wookiego, którego nazwał w końcu Chewiem było takie, jak powinno być. Nie wiem jak ich pierwsze spotkanie wyglądało w "Legendach" Star Wars, o ile zostało szerzej rozpisane, więc nie mam większego porównania. Również, to w jaki sposób nadano Hanowi nazwisko było dość dobrze ujęte i kupiło moje gusta zupełnie, jak powyższe kwestie; nie mający rodziny, nikogo, dbający sam o siebie, Han, dostał od jakiegoś Porucznika Imperium adekwatne nazwisko: Solo.

Jeśli chodzi o Lando, lepszego Landa Calrissiana niż Glover nigdy nie będzie; gra w Sabaka z Hanem i ich końcowy rewanż to potwierdza: absolut, mistrzostwo!

Moja ocena tego filmu: 8/10


Offline Juby

  • Miejska legenda
  • *****
  • Wiadomości: 2529
    • Zobacz profil
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #133 dnia: 17 Czerwiec 2018, 09:15:48 »
Moja ocena tego filmu: 8/10

Dobrze, że napisałeś, że to twoja ocena tego filmu. Bo gdybyś w SWOJEJ recenzji, o TYM KONKRETNYM filmie napisał na koniec samo "8/10", to nie wiem czy połapałbym się do czego to się odnosi. XD


Tymczasem Solo poniósł w kinach spektakularną klapę, bo wygląda na to, że przy $250-300 milionach budżetu produkcji nie da rady przekroczyć $400 milionów worldwide! Odebrał w ten sposób tytuł "finansowego rozczarowania roku dekady", który do tej pory należał do JL (a później do BvS).

Kto by pomyślał, że dożyjemy czasów, w których Gwiezdne wojny - przez 4 dekady najbardziej dochodowa seria filmowa na świecie - będzie zaliczać klapy w kinach. Thanks, Disney!
"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Offline Night_Wing

  • Stróż prawa
  • ***
  • Wiadomości: 253
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Star Wars
« Odpowiedź #134 dnia: 17 Czerwiec 2018, 09:56:30 »
"Solo: A Star Wars Story" rzeczywiście poniósł spektakularną klapę, a to, niestety, bardzo rozczarowywuje pod względem wizerunku jakie prezentują jego twórcy: "Lucasfilm Ltd." i "Disney", bo przecież te firmy to Korporacje, gigantyczne marki warte całe ,,jeziora płynnego złota", które to określane są maszynką do robienia pieniędzy: co wypuszczany - i to wysokobudżetowy -  film, to wwiększości spory zysk pieniężny. Dlatego też, jeśli mamy oceniać ,,wyczyn" tych dwóch potęg mających wpływ na kreację niesamowitych wydarzeń w świecie wielu mitycznych, fikcyjnych Uniwersów, przez pryzmat ostatniego ,,sukcesu" finansowego "Hana Solo", to fani mogą się zawieść, popaść w przygnębienie, co paradoksalnie można skontrować tym, że sami również przyłożyli się do takowego ,,kasowego" rezultatu produkcji o przygodach koreliańskiego przemytnika, nie idąc tłumnie do kin na jej emisję. W "Disney'u" jak i w "Lucasfilmie" nie jest ostatnimi czasy zbyt wesoło. Kathleen Kennedy albo zostanie zwolniona, albo w jakiś sposób ograniczy się jej zdolności decyzyjne w firmie, ba, albo już została zwolniona. Nie wiadomo tak na prawdę kogo w sprawie porażki filmu o Solo należy winić. Czy "Disney'a", czy "Lucasfilm Ltd."; przecież ktoś z tych wielgachnych finansowych molochów odpowiadał za promocję niniejszego filmu, za kampanie reklamującą "Solo: A Star Wars Story", który miał wejść do kin i tak podbić świat. Media, popkultura miały wręcz zostać zalane napływem spotów promocyjnych filmu i innych informacji o tym, jak ,,wystrzałowy" miałby być ów film.

Podsumowując, tak, jak pisałem wyżej,  w kategorii sukcesu finansowego "Solo: A Star Wars Story" "Lucasfilm Ltd." i "Disney"bardzo rozczarowały, i to na całej linii. Zawiodła promocja produkcji, jak i polityka wewnątrz tych firm: perypetie związane z wyborem reżysera, kłopoty z decyzjami aktorów i wyborem odpowiednich osób do odpowiednich ról, co odbiło się na fanach, których taka sytuacja mogła zniechęcić, by nie pójść na to dzieło do kina. Również sympatycy ogólnego Uniwersum "Star Wars" nie pozostają bez winy, ale nie wszyscy. Duża część z nich żyje przekonaniem, że Han Solo był tylko jeden, mimo że powinna liczyć się idea postaci, sposób jej działania, uwypuklenia jej celów na ekranie, w tym galaktycznym, mitycznym świecie, i był nim Harrison Ford. A na potwierdzenie tego: bezsensowna, przynębiająca grafika poniżej. Mam nadzieję, że "Epizodem IX" marki te finansowo odbiją się od pieniężnego ,,hansolowego" dna.