18 styczeń 2021, 01:00:03

Aktualności:


Mogą występować problemy z wysyłaniem maili z forum!


Star Wars

Zaczęty przez Altair, 16 sierpień 2009, 23:34:26

Shadow of the Bat

CytujCzy Disney jakoś wytłumaczył w jaki sposób ta Ahsoka uniknęła czystki rycerzy Jedi przez blisko 25 lat od wydania rozkazu 66? I czemu nigdy nie pofatygowała się, żeby pomóc Rebelii, czy Lukowi, o którym na pewno było głośno w galaktyce? I czy to prawda, że Boba Fett tak, jak Imperator zmartwychwstał, bo fanservice'u nigdy za wiele?

Po twoim wpisie wyraźnie widać, że jesteś z góry nastawiony na "nie" ale odpowiem ci. ;) Jak uniknęła samego rozkazu 66 to nawet widzieliśmy w 7 sezonie "Clone Wars". Jej dalsze losy przedstawione były w "Star Wars Rebels". Stała się łącznikiem różnych rozdrobnionych komórek Rebelii działając pod pseudonimem "Fulcrum". Dość wydatnie pomagała Rebelii. Walczyła nawet z Inkwizytorami oraz samym Vaderem (kapitalna scena, polecam). Boba Fett nie zmartwychwstał bo nigdy nie zginął. Jego "śmierć" w "Powrocie Jedi" była nieco bezsensowna i zagrana dla beki. Lucas chyba nie zdawał sobie sprawy z tego jak popularna była postać Fetta co próbował później odpokutować tworząc Jango Fetta. Boba Fett wydostał się z jamy Sarlacca już jakieś 30 lat temu w starym kanonie więc nie powinno być zaskoczeniem, że i tutaj przeżył.

Juby

W moim kanonie, czyli osoby nie znającej większości uniwersum, tylko główne FILMY, Boba Fett zginął i było to wyraźnie pokazane.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Shadow of the Bat

CytujW moim kanonie, czyli osoby nie znającej większości uniwersum, tylko główne FILMY, Boba Fett zginął i było to wyraźnie pokazane.

Ok nawet jeśli bazujemy wyłącznie na filmach, co swoją drogą rozumiem, to i tak widzimy po prostu jak wpada do jamy Sarlacca, ale to czy na pewno tam zginął zawsze było dyskusyjne. Wszakże nie był pierwszym lepszym pachołkiem Jabby tylko osławionym łowcą nagród odzianym w zbroję. O ile miałem problem z powrotem Maula czy Imperatora to akurat powrót Boby zawsze rozumiałem przez wzgląd na to iż jest zdecydowanie bardziej wiarygodny.

Juby

Pierwszy raz i najwięcej razy RotJ widziałem w wersji z 1997, gdzie Boba wpadł nei do jamy, a do paszczy Sarlacca. ;)

Ale racja, jego powrót to i tak pryszcz przy Imperatorze.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Shadow of the Bat

CytujPierwszy raz i najwięcej razy RotJ widziałem w wersji z 1997, gdzie Boba wpadł nei do jamy, a do paszczy Sarlacca.

Ja również pierwszy raz oglądałem w tej wersji (ogólnie całą trylogię w wersji specjalnej na VHS). Stwór miał go trawić 1000 lat więc nasz Fett miał chwilę by się ogarnąć zanim soki trawienne go rozpuszczą. Mogę podpowiedzieć, że bez szwanku nie wyszedł. ;) Kurdę musisz skosztować tego Mando. Ciekawy jestem twojej opinii i tego czy serial zdołałby cię "wygrać" mimo nastawienia "anty". ;) Ja miałem przed premierą swoje obawy więc podchodziłem jak pies do jeża, ale już pierwszy odcinek mnie totalnie rozwalił. To moje ulubione SW od Powrotu Jedi. Filoni i Favoreau naprawdę kochają SW, rozumieją fanów i ich ból i potrafią sprostać oczekiwaniom. Kinomanów zaciekawić może fakt, że reżyserem odcinka jest Robert Rodrigez.

My tu gadu dadu, a tu kolejny odcinek święci tryumfy. Reakcje w sieci są przygniatająco wręcz pozytywne nawet bardziej niż zazwyczaj. W końcu pojawia się sam-wiesz-kto w sam-wiesz-czym i w dodatku jego przodek zostaje "kanonizowany". ;) Odcinek ma raptem 32 minuty czasu całkowitego, a jednak dzieje się w nim masa ciekawych rzeczy. Mnie podobał się mniej niż dwa poprzednie, wolę więcej eksploracji, a mniej akcji, ale i tak jest to kolejny świetny odcinek do kolekcji. Atmosfera się zagęszcza i szykuje się mega mocny finał sezonu.
Spoiler
Jak wam się podoba powrót Boby i Slave I? Moim zdaniem świetnie go zrobili. Nikt już nie powie, że jest cieniasem który niczego nie pokazał. Rodrigez i Temuera Morrison odwalili kawał dobrej roboty.
[Zamknij]
Jak zawsze moja opinia i analiza poniżej. Tym razem wrzucona raz. ;)


HUDY

Mandaloriana to dla mnie główny koń pociągowy marki Star Wars. Praktycznie żadne z nowych kinowek do mnie nie trafiły. Ma do jednak sprawił że czekam niecierpliwie na możliwość by obejrzeć każdy następny odcinek,swietna sprawa.

Night_Wing

"The Mandalorian", nie bez powodu uważany jest za jedną z najlepszych i najważniejszych rzeczy, które spotkały Unwiersum Gwiezdnych Wojen... Całe Uniwersum, wliczając w to Nowy i Stary Kanon, czy główny Kanon Filmowy (calutka Epizodowa Saga Skywalkerów), a także różne książki, komiksy wpisy danych internetowych itp. - czyli dosłownie wszystko, co zamyka się w obrębie tego, co nazywamy Gwiezdnymi Wojnami. Osobiście nie mam wyrażonego stanowiska w tej sprawie - czy słusznie jest tak uważać, czy też nie. Z jednej strony mamy genialną Klasyczną Trylogię, świetne "Przebudzenie Mocy", imponujące głębią rozumienia samej Mocy "The Last Jedi", barwne i mocno rozbudowane seriale animowane, bez których nie moglibyśmy poznać Ahsoki Tano i Thrawna, który, jak wiadomo, w "Star Wars: Rebels" po raz pierwszy pojawił się w jakimkolwiek tworze audiowizualnym z tegoż to Unwiersum! Z drugiej strony mamy taki oto oszlifowany diament, który to wyłonił się w materii Gwiezdnych Wojen w świetnej formie od razu, wraz z pierwszym odcinkiem. Chodzi rzecz jasna o serial "The Mandalorian", który jest swego rodzaju cudownym kuriozum dla gwiezdnowojennych realiów: łączy on styl i pasję w opowiadaniu starwarsowskich treści przez George'a Lucasa, gdzie mamy to charakterystyczne mityczne ,,zanurzenie się w czasie / naznaczenie, czy też nadgryzienie zębem czasu" świata przedstawionego (to tak mówiąc w skrócie), z tym powiewem nowości (aspekty technologiczne realizacji serialu na różnych etapach) oraz osadzeniem akcji wydarzeń na osi czasu Nowego Kanonu. Czy "The Mandalorian" w związku z tym ma wszystko to, co powinny mieć Gwiezdne Wojny? Pytanie to jest wielce trudne w kwestii udzielenia tej fanowskiej i szczerej odpowiedzi, ale i frapujące, także na pewno dzielące fandom Unwiersum na jakieś odłamy koncepcyjne etc.

A wracając do sedna realiów "The Mandalorian", przede mną "Rozdział 14" do oglądnięcia. Po poprzednim odcinku, do powiedzenia miałbym jeszcze tylko to: kreacja Ahsoki przeszła najśmielsze oczekiwania! To było coś grubo powyżej niesamowitości - tak odebrałem te 42 minuty odcinka "The Jedi". Baby Yoda skrywa w sobie, sądzę, wielką Moc. Liczyłbym na małe cameo Thrawna - chociaż kilka sekund w kadrze pod koniec tego sezonu. Może Rae Sloane, czy nawet Gallius Rax... Taa, marzenia ściętej głowy.

Juby

Cytat: Shadow of the Bat w 05 grudzień  2020, 07:27:19Kurdę musisz skosztować tego Mando.

Gdyby Disney nie stworzył trzech fatalnych kontynuacji Powrotu Jedi, to może i tej dałbym szansę. Ale że stworzyli, a serial dostępny jest tylko na Disney+, którego w Polsce nie ma, a piracić mi się nie chce, to cóż... Szanse na moje zapoznanie się z tym serialem oscylują w granicach zera. Do tej pory nie widziałem żadnej zapowiedzi, ani pierwszego, ani drugiego sezonu.

Tymczasem

:D


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

LelekPL

Cytat: Shadow of the Bat w 05 grudzień  2020, 07:27:19My tu gadu dadu, a tu kolejny odcinek święci tryumfy. Reakcje w sieci są przygniatająco wręcz pozytywne nawet bardziej niż zazwyczaj. W końcu pojawia się sam-wiesz-kto w sam-wiesz-czym i w dodatku jego przodek zostaje "kanonizowany". ;) Odcinek ma raptem 32 minuty czasu całkowitego, a jednak dzieje się w nim masa ciekawych rzeczy. Mnie podobał się mniej niż dwa poprzednie, wolę więcej eksploracji, a mniej akcji, ale i tak jest to kolejny świetny odcinek do kolekcji. Atmosfera się zagęszcza i szykuje się mega mocny finał sezonu.
Spoiler
Jak wam się podoba powrót Boby i Slave I? Moim zdaniem świetnie go zrobili. Nikt już nie powie, że jest cieniasem który niczego nie pokazał. Rodrigez i Temuera Morrison odwalili kawał dobrej roboty.
[Zamknij]
A jak dla mnie najgorszy odcinek tej serii. Robert Rodriguez jest chyba reżyserem z najwiekszym doświadczeniem w zawodzie z dotychczasowych, a odcinek wyszedł jak film studencki albo fan film, który kręcili bez budżetu gdzieś w dolinie kaliforni. Być może przez to, że lokacja była zbyt ziemska, a Rodriguez chciał zbyt dużo akcji umieścić, efekty też nie nadążały. A sam odcinek jest jedynie jedną wielką sceną akcji... która jak wspominałem jest tragicznie nakręcona, więc dobrze go ocenić nie mogę.

Co do powrotu tej postaci i fan service z nim związany to
Spoiler
ani mnie ziębi ani grzeje. Ludzie nadal mogą mówić, że był cieniasem w oryginalnej trylogii, bo taki był. Został pokonany jak kot sylwester albo kojot z Road Runnera.

Tutaj na siłę robili z niego badassa co kłóciło się z tym jak został przedstawiony w poprzednich filmach. Jego ojciec rozumiem, to inna historia, ten dawał radę.
[Zamknij]
Teraz martwię się tylko o Grogu bo nie ukrywam, głównie dla niego, nowych lokacji w świecie SW i odniesień do Kurosawy oglądam ten serial. Ale mówienie, że to najlepsze SW od czasów Powrotu Jedi? Zemsta Sithów, Przebudzenie i Ostatni Jedi dla mnie są znacznie lepsze.

Mandalorian pozostaje nadal fajnym serialem przygodowym na którym można wyłączyć mózg, a'la Kung Fu z Davidem Carradinem, Bonanza, Hercules z Sorbo czy Xena. Być może wolałbym, aby jak niektóre z tych wymienionych serii, poszczególne odcinki miały za sobą też jakieś przesłanie i w których nowi bohaterzy czegoś się uczą. A tak, mają zadanie, zrobią je, jadą dalej i jeszcze nie było żadnego odcinka, który miałby jakiś ciekawy skomplikowany moralny dylemat jako kluczowy element fabuły. Szkoda, bo tego trochę brakuje, żeby z ok serialu zrobił się bardzo dobrym.

Shadow of the Bat

06 grudzień 2020, 20:37:34 #204 Ostatnia edycja: 06 grudzień 2020, 21:00:14 by Shadow of the Bat
CytujRobert Rodriguez jest chyba reżyserem z najwiekszym doświadczeniem w zawodzie z dotychczasowych, a odcinek wyszedł jak film studencki albo fan film, który kręcili bez budżetu gdzieś w dolinie kaliforni. Być może przez to, że lokacja była zbyt ziemska,

Z tym się akurat zgadzam i zawarłem to w swojej recenzji.

CytujMandalorian pozostaje nadal fajnym serialem przygodowym na którym można wyłączyć mózg, a'la Kung Fu z Davidem Carradinem, Bonanza, Hercules z Sorbo czy Xena.

Z tym się zgadzam tylko częściowo. Faktycznie daje się odczuć nawiązania stylistyczne do seriali z lat 80 i 90, ale są one wyraźnie celowe (wyczuwa się to nawet głównym motywie muzycznym) co nadaje tej serii pewien nostaligiczny smaczek. Podobnie było ze Star Wars Lucasa, które czerpało ze starych seriali jak np "Flash Gordon", filmów Kurosawy jak "Ukryta forteca" czy westernów jak "Poszukiwacze". Niemniej jednak tamte seriale typu Xena, Herkules czy Bonanza były dość toporne, budżetowe i tandetne mimo swego niewątpliwego uroku natomiast Mandalorianin robi to wszystko samoświadomie i z większym umiarem. Do tego opowiada historię pełną ciepła i uroku. Twardy facet mimo traumatycznych doświadczeń uczy się kochać obcego dzieciaka jak swojego. Motyw znany między innymi z "Prawdziwego męstwa", książkowego wiedźmina, "Terminatora 2", "Logana" a nawet gry "The Last of Us". Motyw ponadczasowy który nadal pozwala opowiadać pełne ciepła, słodko-gorzkie historie które poruszają i angażują widzów. Bardzo dobrze, że nie postawiono na kolejną postmodernistyczną dekonstrukcję "mitu bohatera" bo jest tego zbyt wiele, a poza tym "Hollywood" nie potrafi tego robić. U nich ogranicza się do zwykłego szokowania jak w rzeczonym "The Last Jedi" czy "The Last of Us 2" które są jednym wielkim fabularnym i charakterologicznym bałaganem. Jeśli ktoś chce zrobić dobrą dekonstrukcję to niech się uczy od Knights of the Old Republic 2. Lubię "Zemstę Sithów", ale jeśli chcemy być konsekwentni i mówimy, że 6 odcinek Mando jest akcyjniakiem to nie można nie zauważyć, że epizod 3 też jest zlepkiem bitew, pościgów i pojedynków na miecze pozszywanych dość drętwym aktorstwem i drętwymi dialogami więc do niego akurat ten zarzut też pasuje. "Przebudzenie" sprawdza się doskonale jako filmowy powrót do korzeni OT dla nowej widowni natomiast nie zaklinajmy rzeczywistości stwierdzając, że wytycza jakieś nowe ścieżki. "Ostatni Jedi" był najbliżej zmiany status quo jednak za każdym razem gdy dochodził do momentu w którym można było zrobić coś nowego z bohaterami (bohaterskie poświęcenie Finna, Rey przyjmująca ofertę Kylo itd) natychmiast się z tego wycofywał. Do tego w przeciwieństwie do Mando przedłożył osobiste ambicje reżysera ponad uczucia wiernej publiczności dokonując mało wiarygodnej, charakterologicznej zmiany postawy Luka Skywalkera nie dając nic w zamian.

CytujDo tej pory nie widziałem żadnej zapowiedzi, ani pierwszego, ani drugiego sezonu.

Podziwiam wstrzemięźliwość. Juby - ze specjalną dedykacją ;) :

Trailer sezon 1

Trailer sezon 2

Gooooood Juby. Good. I can feel the desire to watch flowing through you. :D


LelekPL

06 grudzień 2020, 21:18:20 #205 Ostatnia edycja: 06 grudzień 2020, 23:32:54 by LelekPL
Cytat: Shadow of the Bat w 06 grudzień  2020, 20:37:34Do tego opowiada historię pełną ciepła i uroku. Twardy facet mimo traumatycznych doświadczeń uczy się kochać obcego dzieciaka jak swojego. Motyw znany między innymi z "Prawdziwego męstwa", książkowego wiedźmina, "Terminatora 2", "Logana" a nawet gry "The Last of Us". Motyw ponadczasowy który nadal pozwala opowiadać pełne ciepła, słodko-gorzkie historie które poruszają i angażują widzów.
Tylko, że wymienione przez Ciebie produkcje robią to dobrze, tworząc więź widza z bohaterami. Gdyby zabili Mando i ktoś inny ubrał by zbroję na dobrą sprawę byśmy tego nie odczuli. Ba, jestem przekonany, że wielu fanów by było zachwyconych, gdyby w finale Mando zmarł, a Boba przejął rolę głównego bohatera. Grogu natomiast to słodka, ale mimo wszystko maskotka, która nic nie mówi. Na dobrą sprawę nie mamy więzi, ani z jednym ani z drugim, bo oni nie mają charakteru żadnego. Po prostu fajnie ogląda się przygody w świecie Star Wars i słodkie pacynki powodują w nas "ooooo". I to jest drastyczna różnica między charyzmą takich postaci jak Rooster Cogburn, Logan, John Connor czy Joel, a Mando. Ba, nawet taka maszyna jak Bob w T2 była bardziej rozbudowana i ludzka jako postać.

Cytat: Shadow of the Bat w 06 grudzień  2020, 20:37:34Bardzo dobrze, że nie postawiono na kolejną postmodernistyczną dekonstrukcję "mitu bohatera" bo jest tego zbyt wiele, a poza tym "Hollywood" nie potrafi tego robić. U nich ogranicza się do zwykłego szokowania jak w rzeczonym "The Last Jedi" czy "The Last of Us 2" które są jednym wielkim fabularnym i charakterologicznym bałaganem.
The Last of Us 2 ma akurat fantastycznie zrobioną dekonstrukcję i doskonale stawia widza w skóre "antagonisty", która tak ową na dobre nie jest. Wystarczy tylko zrozumieć świat w którym się znajdują, żeby docenić fabułę tej gry. Zarówno jedynka i dwójka to prawdopodobnie najlepsze fabularne i zwłaszcza emocjonalne osiągnięcia w grach komputerowych.

Cytat: Shadow of the Bat w 06 grudzień  2020, 20:37:34Do tego w przeciwieństwie do Mando przedłożył osobiste ambicje reżysera ponad uczucia wiernej publiczności dokonując mało wiarygodnej, charakterologicznej zmiany postawy Luka Skywalkera nie dając nic w zamian.
Tyle, że na koniec filmu dał nam Luke'a, który jest właściwie esencją Jedi, jak niemal nikt wcześniej od czasów Obi Wana. Można Ostatniego Jedi krytykować za kilka rzeczy - tempo, kasyno, kosmiczne konie, nawet brak spełnienia marzeń fanów... ale Luke wypadł im świetnie. Dlatego nie widzę nic złego w decyzjach Johnsona, a tym bardziej nie wymagałbym od niego robienia filmu pod fanów. Żaden klasyk nigdy nie powstał z robienia filmu "pod fanów" tylko danie im czegoś nowego, czego się nie spodziewali, że mogą polubić. Gdyby Johnson nie rozumiał tych postaci, mielibyśmy o czym dyskutować, ale on je właśnie bardzo dobrze rozumiał.

Shadow of the Bat

CytujTylko, że wymienione przez Ciebie produkcje robią to dobrze, tworząc więź widza z bohaterami. Gdyby zabili Mando i ktoś inny ubrał by zbroję na dobrą sprawę byśmy tego nie odczuli. Ba, jestem przekonany, że wielu fanów by było zachwyconych, gdyby w finale Mando zmarł, a Boba przejął rolę głównego bohatera. Grogu natomiast to słodka, ale mimo wszystko maskotka, która nic nie mówi. Na dobrą sprawę nie mamy więzi, ani z jednym ani z drugim, bo oni nie mają charakteru żadnego. Po prostu fajnie ogląda się przygody w świecie Star Wars i słodkie pacynki powodują w nas "ooooo".

Moim zdaniem w Mando robią to równie doskonale jak wymienione produkcje. Subtelnie, prostymi środkami bez nadmiernej ekspozycji i typowego dla współczesnych filmów i seriali emocjonalnego ekshibicjonizmu (trochę jak z Vaderem w finale RotJ zanim Lucas dodał niesławne "Noooo"). Malec nie mówi, a Mando nie zdejmuje hełmu, a mimo to poprzez kolejne odcinki widzimy budującą się między nimi więź. Szczelnie zbudowana przez Mando zbroja zaczyna pękać w szwach (co pięknie pokazano dosłownie jak i w przenośni). Poprzez drobne ustępstwa, delikatne gesty obaj dziwacy zaczynają darzyć się zrozumieniem, następnie sympatią, a później niewątpliwie miłością.

CytujThe Last of Us 2 ma akurat fantastycznie zrobioną dekonstrukcję i doskonale stawia widza w skóre "antagonisty", która tak ową na dobre nie jest. Wystarczy tylko zrozumieć świat w którym się znajdują.

Uważam, że nie. Świat w którym się znajdują jest taki sam od pierwszej części. To osobowość bohaterów została zmodyfikowana by pasować do ustalonej w drugiej części historii. Próbowano opowiedzieć szokującą i dekonstrukcyjną historię poświęcając na jej ołtarzu postać Joela. Zarówno fizycznie jak i pod względem charakteru zmuszając go do zrobienia rzeczy przeczących jego charakterowi i nawykom nabytym w poprzedniej części. Gdyby to nie była kontynuacja lub gdyby to była nowa postać to nie byłoby z tym problemu. Jednak część druga nie działa w próżni i nie może być oderwana od poprzedniczki. Do tego ta śmierć jest zrobiona bez gustu i smaku. Było to szokowanie rodem z horrorów klasy B. Prymitywne niczym, nomen omen, walenie kogoś kijem po głowie. Spodziewałem się jego śmierci jako, że śmierć mentora jest archetypicznym tropem fabularnym, ale nie w taki sposób. Pomysł z poznaniem perspektywy antagonisty jest interesujący na papierze, ale lepiej działałby jako film niż gra która zmusza cię byś przez ileś tam godzin ratował dupę osobie którą gardzisz. Szczególnie, że próby ocieplania jej wizerunku są tanie niczym propaganda robienia dobrych wujków z przywódców reżimów totalitarnych.

CytujDlatego nie widzę nic złego w decyzjach Johnsona, a tym bardziej nie wymagałbym od niego robienia filmu pod fanów.

Ponownie. Gdyby Johnson robił spinn offa ze swoimi bohaterami to wszystko byłoby w porządku. Problem w tym, że on wziął postać z ugruntowanym, rozwijanym przez 3 filmy, charakterem i kazał ludziom wierzyć, że facet który był w stanie dostrzec dobro w swoim ojcu - masowym mordercy, nagle z powodu smutnej wizji chciał zabić syna swej siostry. Syna który jeszcze nic złego nie zrobił. Sama śmierć Luka byłaby zupełnie w porządku gdyby wcześniej dano mu coś do zrobienia. Pokazano jego moc, jakiś godny zapamiętania wyczyn. Niestety tego zabrakło. Sam zrobiłem swego czasu film na swój kanał w którym dość mocno broniłem wersji Luka z TLJ, ale z perspektywy czasu dostrzegam więcej argumentów przeciw niż za.

CytujŻaden klasyk nigdy nie powstał z robienia filmu "pod fanów" tylko danie im czegoś nowego, czego się nie spodziewali, że mogą polubić.

W zasadzie to każdy dobry sequel robił coś nowego szanując stare. Mówiąc inaczej - był robiony pod fanów pierwowzoru, ale oferował coś nowego nie wykreślając starego."Aliens", "The Dark Knight", "Empire Strikes Back", "Spider-Man 2" itd itp. Rozumiał to nawet, bardzo wadliwy moim zdaniem "Avengers Endgame", który przez większą część filmu był płonącym burdelem, ale finał perfekcyjnie, z szacunkiem do bohaterów i widzów kończył całą serię.

LelekPL

07 grudzień 2020, 00:48:24 #207 Ostatnia edycja: 07 grudzień 2020, 12:00:53 by LelekPL
- Subtelność subtelnością, ale Mando nie ma charakteru. Robi wszystko to co powinien w danej chwili, bez jakiegokolwiek dylematu lub konfliktu. Jest po prostu nudnym protagonistą. Pewnie wspomnisz o kodeksie, ale ten został już przez niego porzucony i robi to z dużą łatwością, a decyzje tego pozostają bez konsekwencji.

- Co takiego innego zrobił Joel w 2ce czego nie zrobił w jedynce? Swoje "najgorsze" decyzje, te najbardziej moralnie kwestionowane podejmował już w jedynce. A to jak zginął, nie jest wcale gorsze od takiego Red Wedding w Grze o Tron. Jak dla mnie ta brutalność była zgodna ze światem w którym żyją i jak najbardziej pasująca. Ich świat jest brutalny i nieubłagany. Nie ma happy endu, ani nawet godnego zakończenia. Taki "urok" post-apokaliptycznych opowieści. Jeśli podobała Ci się jedynka to nie rozumiem czemu dwójka by się nie miała podobać. A Abby miała jak najbardziej motyw do zabicia Joela biorąc pod uwagę jej punkt widzenia i osobistą stratę. To nawet nie powinno być kwestionowane.

- Czy Luke powinien być badassem, żeby był dobry? No właśnie nie. Luke był ponad to, był pacyfistą, czyli tym czym powinni być Jedi. Tą postawą pokonał Imperatora i tą postawą uratował Ruch oporu przed zniszczeniem. Jedi z prequeli jako policjanci galaktyki to porażka, i jest to jasno stwierdzone w filmie. Luke natomiast był ponad konflikty. Co do próby zabicia Bena to nawet tego nie spróbował tylko miał moment zawahania, znając przyszłość i to nic innego jak chwila słabości za którą bohater ostatecznie płaci najwyższą cenę. A więc jest kryzys, konflikt i konsekwencja. Wszystko zgodne z konstrukcją bohatera.

- No to spójrzmy na twoje przykłady:
Aliens - całkowita zmiana gatunku z horroru na sci-fi akcyjniaka i na dodatek zmiana postaci Ripley, która stała się bardziej aktywną bohaterką oraz zabawa naszymi oczekiwaniami względem androidów.
The Dark Knight - znowu zmiana gatunku z kina superhero na kino kryminalne. Całkowita nowość jeśli chodzi o Jokera i Two-Face, którą dopiero teraz, po premierze i sukcesie trylogii traktujemy jako akceptowalną normę. Gdyby Nolan słuchał się "fanów" to "pedał" z Brokeback Mountain nawet nie zostałby Jokerem.
Empire Strikes Back - mistrz z poprzedniej części okazuje się kłamcą, Imperium wygrywa, bohater okazuje się niekompetentny. Szok totalny jak na tamte czasy.
Spider-Man 2 osobiście nie traktuję jako wielkiego klasyka, ale jeśli chcesz to ok, niech Ci będzie, tutaj nie podjęto żadnego ryzyka.

Juby

@Shadow of the Bat
Nie musisz umieszczać linków do trailerów, nie widzę sensu ich oglądania, skoro i tak nie zamierzam oglądać samego serialu. A samego serialu nie zamierzam oglądać, bo i tak nie mam jak (a na piracenie brak chęci). Chętniej zapoznam się w końcu z legendarnym Holiday Special, zwłaszcza że coraz bliżej święta ;D

Opinia Lelka tym bardziej mnie zniechęca do Mandaloriana, ale sama dyskusja o SW przypomniała mi, że z wyjątkiem Epizodu I nie widziałem całej sagi (czyt. części I-VI) od 2015 roku. Muszę powtórzyć, może po nowym roku znajdę czas.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Shadow of the Bat

CytujSubtelność subtelnością, ale Mando nie ma charakteru. Robi wszystko to co powinien w danej chwili, bez jakiegokolwiek dylematu lub konfliktu. Jest po prostu nudnym protagonistą. Pewnie wspomnisz o kodeksie, ale ten został już przez niego porzucony i robi to z dużą łatwością, a decyzje tego pozostają bez konsekwencji.

Przecież ten serial jest o jego rozdarciu pomiędzy robieniem tego co czuje, że jest słuszne, a tym co nakazuje mu Mandaloriański fundamentalizm. Nie porzucił kodeksu, ale zaczyna go naginać bo widzi, że nie przystaje on do sytuacji w której się znalazł. Możliwe, że w końcu go porzuci, a czy będą tego konsekwencje to się dowiemy. Jego klan raczej nie będzie patrzył na to przychylnie.

CytujCo takiego innego zrobił Joel w 2ce czego nie zrobił w jedynce?

No właśnie w dwójce nie miał szansy niczego zrobić bo zakatowali go jak psa na samym początku. Twórcy zrobili z niego idiotę który przedstawił siebie oraz swojego brata grupie kompletnie obcych, uzbrojonych po zęby ludzi w sytuacji gdy był otoczony i zamknięty z nimi w pomieszczeniu. Jeszcze dodał gdzie mieszkają. Brakowało tego by podał swój grafik i dane karty kredytowej. Tak nie zachowuje się człowiek który zjadł zęby na przetrwaniu w postapokaliptycznym świecie (a przykłady na to widzieliśmy w pierwszej części). Wszystko po to by na siłę szokować i dać bohaterce sztucznie napompowaną motywację do ścigania sprawczyni. Finał tej historii też jest na bakier z logiką, ale już nie chce mi się rozpisywać o tej grze. Było to dla mnie ogromne rozczarowanie po pierwszej części która jest w moim top 10.

CytujA Abby miała jak najbardziej motyw do zabicia Joela biorąc pod uwagę jej punkt widzenia i osobistą stratę. To nawet nie powinno być kwestionowane.

Nigdzie nie napisałem, że nie miała motywu. Odpowiadasz na argument którego nie podałem.

CytujCzyli Luke powinien być badassem, żeby był dobry? No właśnie nie. Luke był ponad to, był pacyfistą, czyli tym czym powinni być Jedi. Tą postawą pokonał Imperatora i tą postawą uratował Ruch oporu przed zniszczeniem.

Ponownie odpowiadasz na argument którego nie podałem. Nie musi być badassem, ale jednak powinien mieć coś do zrobienia, szczególnie w filmie w którym ma dokonać żywota. Coś innego niż siedzenie na dupie i użalanie się nad sobą, które swoją drogą także nie leży w charakterze postaci. Luke pokonał Imperium i Imperatora działaniem, a nie siedzeniem w jaskini jak pustelnik. Samo odmówienie zabicia ojca nie dałoby absolutnie nic gdyby nie jego kilkuletnia, rebeliancka walka przeciw Imperium i zniszczenie pola chroniącego Gwiazdę Śmierci przez jego przyjaciół. To działanie dało wygraną, a nie bierność. W "Ostatnim Jedi" wkroczył gdy przy życiu zostało raptem kilkanaście osób i...od razu umarł. Gdyby wcześniej ruszył się z tej wyspy mógłby wykorzystać swoje umiejętności by uratować znacznie więcej ludzi. Ja naprawdę rozumiem co Johnson chciał zrobić, ale realizacja tego przesłania rozłazi się w szwach.

CytujA więc jest kryzys, konflikt i konsekwencja. Wszystko zgodne z konstrukcją bohatera.

Diabeł leży w szczegółach. Nie wystarczy, że występują te trzy elementy. One muszą być jeszcze zgodne z jakąś logiką działania i spójne z charakterem postaci, a niestety nie są.

CytujAliens - całkowita zmiana gatunku z horroru na sci-fi akcyjniaka i na dodatek zmiana postaci Ripley, która stała się bardziej aktywną bohaterką oraz zabawa naszymi oczekiwaniami względem androidów.

Nie doszło do całkowitej zmiany gatunku. Elementów horroru nie porzucono. Rozwinięto go o elementy akcji. Ripley nie przechodzi żadnej przemiany która nie byłaby umotywowana wydarzeniami poprzedniej części. Pod koniec jedynki musiała walczyć i polegać na sobie i tutaj to kontynuuje. Jedyną nowością jest jej matczyne uczucie do zagubionej dziewczynki (motywowane stratą własnej córki).

CytujThe Dark Knight - znowu zmiana gatunku z kina superhero na kino kryminalne. Całkowita nowość jeśli chodzi o Jokera i Two-Face, którą dopiero teraz, po premierze i sukcesie trylogii traktujemy jako akceptowalną normę. Gdyby Nolan słuchał się "fanów" to "pedał" z Brokeback Mountain nawet nie zostałby Jokerem.

To spore uproszczenie. Batman Początek też nie jest typowym filmem superhero. Wizją Nolana było zrobienie filmów "realistycznych" czy może "wiarygodnych" i konsekwentnie to kontynuował w kolejnych częściach. Jasne formuła została rozwinięta o motywy sensacyjne/thriller policyjny, ale to nie jest radykalna zmiana jak między Batmanami Burtona a Schumachera. Joker i Two-Face są nowością w stosunku do starszych wersji, ale uniwersum Nolana składa się tylko z trzech części więc o ich motywacjach i charakterze można mówić tylko w kontekście tej konkretnej serii. Nie napisałem, że trzeba za wszelką cenę słuchać we wszystkim, wszystkich fanów tylko, że należy uszanować oczekiwania. Nolan oczekiwania uszanował. Joker zapowiedziany w Batman Begins jest znaną nam postacią skrojoną na miarę bardziej realistycznej wizji reżysera fenomenalnie zagraną przez aktora. Spójną ze światem wykreowanym w jedynce.

CytujEmpire Strikes Back - mistrz z poprzedniej części okazuje się kłamcą, Imperium wygrywa, bohater okazuje się niekompetentny. Szok totalny jak na tamte czasy.

Szok to prawda, ale postać Luka pomimo przeżytej traumy i skopanej dupy nie ucieka na bezludną planetę płakać nad swym parszywym losem tylko liże rany gotowa by walczyć następnego dnia. Gdyby w tej części lub w "Powrocie" pokazano, że Luke się poddał i wszyscy musieliby go błagać by wrócił to faktycznie jego postawa w "TLJ" miałaby sens.

Spider-Man 2 może i nie jest wielkim dziełem wśród filmów w ogóle, ale wśród filmów opowiadających o superbohaterach zajmuje wysokie miejsce. Jest też podręcznikowym przykładem dobrego sequela dlatego go tutaj przywołałem.

Podane przykłady dobrze obrazują to co napisałem w poprzednim poście i ty także zdajesz się to potwierdzać. Wymienione filmy oferują coś nowego szanując to co było. To coś co nie udaje się ich współczesnym kontynuacjom. Dyskusja jest rzecz jasna czysto akademicka, ponieważ ani "TloU2" ani sequeli nie uważam za gnioty. Są to dobrze wykonane produkcje które moim zdaniem z rozmaitych przyczyn pogubiły się w drodze do celu który sobie wyznaczyły. :)