25 listopad 2020, 00:48:57

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Nasze recenzje komiksów z Batmanem

Zaczęty przez Juby, 19 lipiec 2009, 22:01:54

Leon Kennedy

05 listopad 2020, 10:16:13 #330 Ostatnia edycja: 05 listopad 2020, 12:01:18 by Leon Kennedy
Oba tomy Kinga dotarły. Wcześniej się im nie przyglądałem i dopiero teraz w sumie zauważyłem, że okładka jest miękka i objętościowo też trochę mniejsze, to i cena idzie w dół. Zastanawiam się nad poszukaniem 3 tomu w jakiejś księgarni, jeśli będzie wtedy otwarta 🙃 Na allegro wychodzi ciut  drożej niż w samym sklepie. Od 4 tomu nie wiem jak tam ceny wyglądają.

LelekPL

Last Knight on Earth przeczytane. I cóż, Snyder nadal "w formie". Pierwsza część naprawdę świetna, cały czas kombinujesz co się tak naprawdę dzieje i ta historia Cie po prostu wciąga i chcesz wiedzieć jaki autor ma na to pomysł... i okazuje się, że jak zwykle przekombinowany. Nie chcę pisać, że nie ma pomysłu na zakończenie, bo cała historia ma ręce i nogi, jest w tym jakaś myśl i logiczna kontynuacja kreacji postaci (w przeciwieństwie do tego filmowego Snydera). Jednak Scott nadal nie potrafi satrysfakcjonująco zakończyć swoich opowieści. Nawet jego zdecydowanie najlepszy komiks, najbardziej kultowy, czyli Trybunał nie ma dobrego zakończenia, ale tamto przynajmniej nadal pozostało w sferze uniwersum Batmana. Tutaj mamy po raz kolejny rozszerzenie do apokaliptycznych rozmiarów sytuacji, znowu mamy całą Ligę i jest to naprawdę nudne już jeśli chodzi o obecne komiksy. Pamiętam jak kiedyś zobaczenie Batmana i Supermana na jednej stronie wydawało się wydarzeniem, a teraz? Meh.

No i się zagalopowałem... ale tak naprawdę o pozostałych dwóch częściach nie chce mi się nawet pisać. Są jakieś speed burze, Omegi, Darkseidy, właściwie wszystko poza klimatem. To nawet nie jest dobry postapokaliptyczny komiks typu Old Man Logan.

Szkoda, bo po raz kolejny SNyder wie jak przykuć Twoją uwagę od pierwszych stron.

Juby

18 listopad 2020, 14:28:55 #332 Ostatnia edycja: 20 listopad 2020, 11:54:06 by Juby
Mogę podpisać się pod twoją opinią. Jest to kolejna, którą czytam, gdzie autor chwali początek, ale był rozczarowany rozwiązaniem / zakończeniem.



Znakomite historie w czerni i bieli sprawiły, że nabrałem ochoty na coś krótszego z Batmanem, ale w kolorze. Sięgnąłem po Batman: Najlepsze opowieści, którego krótko recenzowałem już w lutym i przeczytałem Noc łowcy - ulubiony komiks z Człowiekiem-Nietoperzem Michaela Uslana (jeśli jesteś fanem Batmana i nie wiesz o kim mowa, to jest ten moment, w którym powinieneś spalić się ze wstydu). Ta historia to klasyk z 1974 roku, w którym Batman ściga i rozbija szajkę rabusiów bez wypowiedzenia przy tym choćby jednego słowa. Rysunki trochę już trącą myszką, sporo tu dymkowej ekspozycji, ale biorąc pod uwagę rok powstania, całość nadal robi pozytywne wrażenie, nie wydaje się być reliktem minionych czasów. Bardzo dobrze było przeczytać coś skupiającego się głównie na Brucie i jego traumie, chciałbym aby kiedyś w filmie śmierć jego rodziców była pokazania nie poprzez retrospekcję, bądź bezpośrednią scenę zabójstwa w Crime Alley, a właśnie przez smutek w oczach Batmana, kiedy widzi podobne wydarzenia dziejące się przed nim.



Po lekturze Watchmen i 1/3 V for Vendetta, nabrałem ochotę na więcej Alana Moore'a. Przypomniałem sobie, że ostatni raz Zabójczy żart z oryginalną kolorystyką Johna Higginsa czytałem ponad 11 lat temu, jeszcze w wersji zeskanowanej, na komputerze. Skoro już mam wydanie fizyczne, trzeba było to zmienić. :)



Swoją recenzję The Killing Joke pisałem już w 2009 roku (i aktualizowałem w 2012), więc nie będę się rozpisywał. Napiszę tylko, że po przeczytaniu go po raz trzeci (a może już czwarty?), przy większej znajomości komiksów oraz prac Alana Moore'a, doceniam go jeszcze bardziej, a większość moich uwag sprzed ponad dekady jest nieaktualna. Tak, Batmobile nadal mi się nie podoba; tak, geneza Jokera z "jednym złym dniem" nie jest dla mnie w 100% przekonująca (pewnie przez to, że najpierw poznałem wersję z filmu Tima Burtona, którą uważam za lepszą, bo o wiele łatwiej jest mi uwierzyć w transformację kogoś "złego" w prawdziwego szaleńca, aniżeli w taką przemianę kogoś, kto do tej pory uchodził za poczciwego nieudacznika życiowego). Reszta jest perfekcyjna, lub bliska perfekcji. Batmana wcale nie jest za mało, odważny scenariusz wciąż mnie zachwyca, doskonałe prace Briana Bollanda również, a dwuznaczne zakończenie, które do dziś interpretuje się na kilka sposobów sprawia, że dzieło to jest czymś więcej niż 46-stronicową zeszytówką (o takich nie rozmawia się nawet 32 lata od jej wydania). Maksymalna ocena, i to nie ze względu na kultowy status tego tytułu.



Starsza kolorystyka w większości wygrywa z tą naniesioną przez Bollanda, ale wydanie od TM-Semic ma sporo niedociągnięć (także w tekście, wyłapałem kilka okropnych pomyłek). Wiem, że Egmont uwielbia wydawać kilka tytułów z Batmanem w nieskończoność, więc po cichu liczę, że skoro wydali już wersję Deluxe (wznawianą co najmniej dwukrotnie), a także wersję Batman NOIR, to kiedyś doczekam się również oryginalnego wyglądu The Killing Joke, ale na kredzie i z nowym tłumaczeniem. Fajnie by było. :)


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Leon Kennedy

Batman tom 2 'Jestem Samobójcą'. Fajnie się to czyta po runie Snydera ( zostały mi dwa tomy do przeczytania, a tylko 10 do zamówienia), jest w miarę lekko, czasem padnie jakiś żarcik, a po środku tego wszystkiego nasz mroczny Gacek. Jego dość pokręcona relacja z Catwoman nabiera niezłych rumieńców. Kotka jest super, a jej przeszłość szokująca, chodź raczej ciężko było w to uwierzyć, ale po jej jednej akcji wydawało mi się to możliwe, chodź dalej mało prawdopodobne. Podobał mi się też Bane bez swojego venomu, a zdanie o łamaniu komuś kręgosłupa pada dość często 🙃 Dla mnie to solidne 7.5/10 I zaraz zabieram się za 'Jestem Bane'.

Rado

Cytat: Juby w 18 listopad  2020, 14:28:55przeczytałem Noc łowcy

Bardzo fajny remake tej historii zrobił Darwyn Cooke. Klimat uchwycił podobny moim zdaniem, a i rysunki już tak nie rażą starością - aczkolwiek mi akurat i tak nie przeszkadzają.

Ja ze swojej strony przeczytałem niedawno "Batman: Cacophony" Kevina Smitha. Ogólnie bez szału, momentami nawet spoko. Na tyle mi się podobało, że na pewno kiedyś wezmę się za sequel. Narracja Nietoperza wyszła nieźle, główny przeciwnik mnie zaciekawił, ale Smith to po prostu musi sobie robić jaja na każdym kroku, a jakby raz czy dwa odpuścił, to wyszłoby moim zdaniem lepiej. Przykładowo scena z Zsaszem, gdy zamordował małżeństwo i idzie do pokoju zabić teraz śpiące dzieci. Do tego idzie tam nago. Terror straszny, no ale Zsasz to Zsasz. Jednak trzeba najpierw zrobić świeże blizny po małżeństwie, ale nagle Victor spostrzega, że nie ma już miejsca na nowe okaleczenia. Co robi? Zauważa w lustrze swojego penisa i próbuje tam "wykonać" cięcie. Popsuło mi to lekko klimat całej sceny. Podobnie jak Joker dobrowolnie wypinający się do seksu analnego, ale tego nie będę już opisywał. Wygląda to tak samo głupio jak brzmi.