27 listopad 2020, 21:11:27

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Brytyjska inwazja :)

Zaczęty przez Dr Horrible, 16 styczeń 2009, 23:35:14

Dr Horrible

Doszedłem ostatnio do wniosku że brytyjskie seriale są lepsze od tych pochodzących zza wielkiej wody. Głównie ze względu na jedną rzecz : długość. Pewnie że w Brytanii produkuje się telenowele i inne tasiemce, ale w przypadku seriali dramatycznych, komediowych, sci-fi i innego rodzaju produkcji które nie schodzą z taśmociągu, można zazwyczaj znaleźć dwie rzeczy którego brakuje w amerykańskich produkcjach. Definitywny początek i koniec.
Postanowiłem więc napisać o kilku interesujących produkcjach, które w większości mają jedną ważną zaletę. Cały sezon można łyknąć w jeden wieczór :)

Pierwszym serialem o którym chciałem napisac jest świeżutka produkcja, "The Dead Set", przygotowana przez Charilego Brookersa który jakiś czas temu naraził się praktycznie wszystkim osobistościom angielskiej telewizji (a przynajmniej miał taki zamiar) kultowym Screenwipe (o którym pózniej).

Czy oglądając rozliczne polskie "reality shows" mieliście straszną ochotę pozabijać wszystkich bezmózgich, dwulicowych, hipokrytów występujacych w tych programach ? Anglicy przy okazji Dead Set mogli pofolgowac sobie swoim żądzom, bowiem serial koncentruje się na uczestnikach kolejnej edycji Big Brothera, próbujacych przeżyć epidemię zombizmu.

TRAILER
http://www.youtube.com/watch?v=BhGLM49k8ck

Film jest kręcony w podobnym, paradokumentalnym stylu co 28 Days Later. Bohaterowie maja też do czynienia z hiperaktywnymi, biegającymi zombie (co pewnie wkurzy "tradycjonalistów"). Film nie jest równiez autoparodią, wręcz przeciwnie, od samego początku mamy do czynienia z konkretną ciężką atmosferą, i wieloma krwistymi obrazkami. Nie ma też sensu doszukiwać sie przesadnej oryginalności. Mimo że bohaterowie to uczestnicy popularnego programu, a większość akcji dzieje się w studiu telewizyjnym, film mieści się w ramach gatunku.

Ogladając Dead Set, przypomniały mi się czasy świetności Romero (twórcy min "Nocy Żywych Trupów'). Film oddaje swoisty hołd klasyce horroru, miłośnicy kina odkryją wiele nawiązań do filmów mistrza, a malkontenci obok rzeźni, sprytnie ukryty komentarz społeczny.

Oczywiscie na temat, jak telewizja robi z ludzi...zombie.

Serial ma pięc odcinków (jeden godzinny i cztery półgodzinne) całość najlepiej łyknąć w jeden wieczór, w ciemnym pokoju (o czym nieustannie przypominają realizatorzy :P). Polecam.

Kolejny genialny twór z Wielkiej Brytanii, to serial Life On Mars. Jest to jeden z najlepszych seriali jakie widziałem !
Główny bohater Sam Tyler, to komisarz londyńskiej policji. Po wypadku samochodowym zapada w śpiączkę/budzi się w 1793 roku. Rozpoczyna pracę w komisariacie policji probując uporać się z nową sytuacją, z szowinistycznym, rasistowskim przełożonym który niesubordynowanych podwładnych zamyka w bagażniku swojego samochodu :), i tępotą kolegów z pracy. Jednocześnie prześladują go przebłyski, z "drugiego" życia. Czy zwariował, przeniósł się w czasie, śni, a może po prostu umarł ?
świetny brytyjski serial (ocena na IMDB 9.1) który zamknął się w 16 godzinnych odcinkach. Fajna mieszanka starych seriali o twardych gliniarzach, klimatu lat 70-tych, z klimatami lekko psychodelicznymi i okraszona świetnym czarnym humorem (rozwalają teksty nadkomisarza Gene'a Hunta - świetna rola Philipa Glenistera ). Warto obejrzeć, zawłaszcza że amerykanie już stworzyli swoja wersję, która w porównaniu z oryginałem jest nie najlepsza.

No i na koniec nie można nie wpomnieć o odświeżonej klasyce, czyli Doktorze Who (zwłaszcza że zauważyłem iż na forum są zwolennicy tego serialu :)).

Doctor Who to brytyjski serial scenice fiction, którego pierwszy odcinek został wyemitowany w 1963 roku, a specjalny epizod najnowszej trzydziestej (!) serii w zeszłe święta. Tak wiem, ciężko nadrobić tyle epizodów :P Zwłaszcza że większość z nich uległo destrukcji w archiwum BBC :). Serial jest dla anglików tym czym dla amerykanów Star Wars, a dla nas Rudy 102, Janosik i Kapitan Kloss.
W 2005 roku po 15 latach przerwy, i nieudanej próbie reanimacji serialu z 1996 r, brytyjska telewizja uraczyła swoich widzów nową, odświeżoną wersją Doctora Who. Udało im się dokonać rzeczy niemożliwej. Serial przyciągnął nowych fanów nie znających poprzednich serii, i nie zraził do siebie starych wyjadaczy. Nalezy jednocześnie nadmienić że nowe odcinki nie są remakiem ( jak np. Batllestar Galactica) tylko kontynuacją A do czerpania przyjemności z serialu nie jest potrzebna znajomość innych epizodów.
A o czym jest sam serial........Głównym bohaterem jest tytułowy Doktor. Ostatni ocalały z rasy Władców Czasu, który podróżuje w (no kto zgadnie...) czasie i przestrzeni za pomocą statku zwanego TARDIS (Time and Relative Dimension(s) in Space), który z powodu defektu systemu maskującego wygląda jak niebieska budka policyjna (chodzi o wynalazek służący angielskiej policji w latach 60tych ubiegłego stulecia do wzywania posiłków i zatrzymywania podejrzanych ) W odświeżonej serii (narazie są cztery sezony) Doktora grał Christopher Eccleston (jako dziewiąty aktor wcielający sie w te postać) a pod koniec pierwszej (czy 27 jak kto woli) serii zastąpił go David Tennant (Doktor ma 12 wcieleń, kiedy jest bliski śmierci odradza sie w innym ciele, zachowując wspomnienia poprzednika - wynalazek jeszcze z lat 60-tych gdy producenci musieli coś wymyślec w związku z odejściem Williama Hartnela, pierwszego aktora który wcielał sie w role Doktora).
W sumie polecam ten serial ludziom którzy lubią lekkie sci-fi, z przymrużeniem oka, okraszone solidną dawka dobrego brytyjskiego humoru.


Mihcim

Zapomniales dodac Eastenders i skins hehe
Mi sie z tych seriali co napisales to Dead set jest ciekawy :) Tylko juz nie ogladam bo nie mam czasu :(

Q

W brytyjskich serialach jest ważne to, ze np jak "Hotel Babylon" jest realizowanych tylko 8 odcinków w sezonie, czyli mniej niż w serialach z USA (nawet tych ze stacji typu Showtime). Taka mała ilość odcinków przykłada się na jakość, czego często brakuje w serialach, gdzie w sezonie otrzymujemy ponad 20 odcinków.

Inna kategoria to miniseriale. Np. "State of Play", gdzie mamy powiązania świata polityki i biznesu i dziennikarskie śledztwo, czyli tematyka na czasie, a dodatkowo znakomita obsada (Bill Nighy, James McAvoy, Polly Walker). Warto też wspomnieć, że na podstawie serialu powstał w Hollywood film pod tkaim samym tytułem (premiera w kwietnia), gdzie w głównych rolach zagrali m.in. Russell Crowe, Ben Affleck i Helen Mirren. Tak, wiec czasami lepiej jest zrobić porządny serial na aktualny temat, który nie musi powrócić na ekrany tv na następny sezon, a takich seriali made by UK nie brakuje.
What was the point of all those push-ups if you can't even lift a bloody log?

Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

Dr Horrible

Dokładnie, większość twórców woli robić serie trwające dwa - trzy sezony, jesli skończą serial u szczytu popularności mogą póżniej przebierać w ofertach. Podczas gdy amerykanie często przedłużają życie serialowych bohaterów w nieskończoność.

LelekPL

A mi w Lutherze relacja między Johnem a Alice bardziej przypominała tą z niektórych historii Batmana z Jokerem. No i sam Luther od gdzieś sezonu drugiego jest dla mnie serialem o Batmanie, a przynajmniej można się dopatrzeć wielu podobieństw. Wybitny serial.

Doctus

CytujDoctor Who to brytyjski serial scenice fiction, którego pierwszy odcinek zosta? wyemitowany w 1963 roku, a specjalny epizod najnowszej trzydziestej (!) serii w zesz?e ?wi?ta. Tak wiem, ci??ko nadrobi? tyle epizodów. Zw?aszcza ?e wi?kszo?? z nich uleg?o destrukcji w archiwum BBC. Serial jest dla anglików tym czym dla amerykanów Star Wars, a dla nas Rudy 102, Janosik i Kapitan Kloss.

Dr Horrible ?adnie obra? w s?owa to, czym jest brytyjskie science-fiction. Od siebie mog? tylko poleci? spin-off Doctora, Torchwood, traktuj?ce o niezale?nej od rz?du brytyjskiej organizacji zajmuj?cej si? obcymi i innymi zjawiskami paranormalnymi, czyli wszystkim tym czym zajmowa?by si? Doktor, który niestety nie zawsze jest na Ziemi. G?ównym bohaterem jest Kapitan Jack Harkness, czyli posta? która zadebiutowa?a w?a?nie na ?amach Doctor Who podczas pierwszej serii nowej edycji serialu, w której w Doktora wciela? si? Christopher Eccleston (swoj? drog? jest to chyba dalej mój ulubiony Doktor, przy ca?ym sentymencie do Tennanta). W przeciwie?stwie do przygód Doktora, Torchwood jest o wiele bardziej brutalne oraz wyzwolono seksualnie i obyczajowo. Je?eli zastanawia?o Was jakby wygl?da?o brytyjskie Archiwum X, to macie odpowied? w Torchwood które z czystym sumieniem mog? poleci?. Jednak co do samego Doktora...

Przed chwil? sko?czy?em ogl?da? odcinek ?wi?teczny, który by? jednocze?nie ostatnim odcinkiem w którym wyst?pi? Matt Smith. Po?egnanie jedenastego Doktora by?o o wiele lepsze ni? to co zrobiono z dziesi?tym, który odszed? niepogodzony ze swoim przeznaczeniem. 11 Doktor zawsze by? energicznym i weso?ym szale?cem, który swoj? pomys?owo?? nadgania? tylko nadpobudliwo?ci?. Nie wyobra?am sobie ?eby odszed? jak baba, i ciesz? si? ?e ta regeneracja przypomina?a t? 9 Doktora a nie 10. To by?a scena o któr? si? najbardziej martwi?em, i ciesz? si? ?e Steven Moffat nie zawiód? mnie w tej kwestii. Zreszt?... nie zawiód? mnie w ?adnej kwestii, bo to by? ?wietny odcinek i nie boj? si? wystawia? tak entuzjastycznej oceny. Moffat udowodni? ?e historia któr? opowiada? od tylu serii mia?a r?ce i nogi, a zarzuty jakoby gubi? si? w swoim w?asnym scenariuszu by?y od pocz?tku do ko?ca nietrafione, a ich autorzy powinni teraz posypa? g?ow? popio?em i cieszy? ?e nasz serial ma takiego a nie innego scenarzyst?.

Z UK ostatnio obejrza?em obie serie Sherlock, czyli uwspó?cze?nion? wersj? przygód Sherlocka Holmesa w XXI wiecznym Londynie. W g?ówn? rol? wciela si? ?wietny Benedict Cumberbatch, który przedstawi? nam Holmesa jako prawdziwego kryminalnego socjopat?, którego jedyn? pasj? i mi?o?ci? jest rozwi?zywania coraz to bardziej wyrafinowanych zagadek. Kompletnie oderwany od rzeczywisto?ci i swojej pasji Sherlock, oraz jego sympatyczny partner Dr. Watson to duet który powinien przypa?? do gustu zw?aszcza tym, którzy s? fanami Doktora. To w jaki sposób pokazano nam Sherlocka niesamowicie przypad?o mi do gustu, a czas sp?dzony nad tym serialem jest na pewno bardziej po?yteczny dla Waszego filmowego podniebienia ni? produkcje z Robertem Downey'em Jr.

Skoro ju? zszed?em do klimatów kryminalnych, to godnym uwagi jest równie? 3 sezonowy serial Luther. Niebanalna produkcja z Idrisem Elb? w roli londy?skiego detektywa. Niesamowita posta? Johna Luthera to kto?, kto powinien przypa?? do gustu fanom Batmana. Mroczna i psychologiczna historia o detektywie który w ka?dym odcinku musi walczy? z gro?nymi psychopatami, jakich w swojej galerii przeciwników nie powstydzi?by si? sam Mroczny Rycerz. Historia szybko wci?ga a niektóre postaci s? tak napisane, ?e trudno nie polubi? nawet tych z niewielkimi rolami. Pojawi?o si? tu nawet co? w rodzaju mi?osnej relacji mi?dzy bohaterem a z?oczy?c?, co od razu skojarzy?o mi si? z Batmanem i Catwoman (Geek zawsze pozostanie geekiem, niezale?nie od tego co ogl?da... brutal truth). Gdyby zapowiedziany serial o Jamesie Gordonie przypomina?by cho? w po?owi? Luthera, to by? mo?e dostaliby?my dobry serial.

PS: Wybaczcie moje mieszanie w kolejno?ci postów, ale przez nieuwag? powy?sz? wiadomo?? wcze?niej usun??em, na szcz??cie uda?o mi si? odratowa? jej tre?? i zamie?ci? od nowa. Korzystaj?c z okazji od razu odnios? si? do tego co napisa? Lelek o Lutherze i Alice:

CytujA mi w Lutherze relacja mi?dzy Johnem a Alice bardziej przypomina?a t? z niektórych historii Batmana z Jokerem. No i sam Luther od gdzie? sezonu drugiego jest dla mnie serialem o Batmanie, a przynajmniej mo?na si? dopatrze? wielu podobie?stw. Wybitny serial.

Relacja mi?dzy Johnem a Alice miewa?a bardziej intymny kszta?t, Alice wyra?nie by?a zainteresowana w ka?dej sferze Lutherem i ?ywi?a do niego co? w rodzaju mi?o?ci. Relacje Batmana i Jokera s? zgo?a inne, bo mimo ?e tych dwóch nie mo?e bez siebie ?y? to Joker jest na tyle niepoczytalny ?e trudno mówi? o jakiejkolwiek wspó?pracy czy g??bszej relacji z tak? osob?. Podobnie jak Alice to socjopata, dla którego liczy si? tylko gra jak? prowadzi z Mrocznym Rycerzem. U tu si? zgodz?, w pewnym stopniu mo?na porównywa? Alice do Jokera, jednak jej uczucia i gotowo?? do pomocy Lutherowi (uwzgl?dniaj?c ich wcze?niejsze prze?ycia) zdecydowanie bardziej przypomina mi Catwoman.

LelekPL

Jeśli poczytać Death of the Family i zaraz potem obejrzeć Luthera, to jak najbardziej Alice pasuje do Jokera. Tym bardziej, że to jest jego nemesis. Owszem między nimi również odbywa się zabawa w kotka i myszkę, jak między Batmanem i Catwoman, ale jak sam wspomniałeś Alice to socjopata i dwa, John wcale według mnie nie jest nią zainteresowany romantycznie. Po prostu ją "lubi" w pewien sposób, albo podziwia. Ja szczerze mówiąc nie wpadłem nigdy na podobieństwo do Catwoman.

Doctus

CytujJohn wcale według mnie nie jest nią zainteresowany romantycznie.

Nic takiego nie napisałem, ani tym bardziej nie twierdzę. Wszelka inicjatywa wychodziła zawsze od Alice.


Adolf

Niestety Luther nie dorobił się swojego Jokera. A przydał by mu się taki arcywróg, który nie dawał by mu spać po nocach. Alice niczym Catwoman świetnie uzupełniała naszego czarnoskórego detektywa, co szczególnie było widać w 3 sezonie. Jej walka z kimś większym i potężniejszym była by ciekawym urozmaiceniem. Może w spin-offie. Sam Justin był dla Luthera niczym Robin, a
Spoiler
jego śmierć jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym porównaniu.
[Zamknij]

LelekPL

Cytat: Doctus w 28 grudzień  2013, 05:37:54
Nic takiego nie napisałem, ani tym bardziej nie twierdzę. Wszelka inicjatywa wychodziła zawsze od Alice.

A ja nic nie pisałem, że tak twierdzisz. Po prostu zwracałem uwagę na różnice w tych relacjach. Jednostronna, chora miłość - bardziej mi to przypomina Jokera.

Doctus

05 styczeń 2014, 01:24:21 #10 Ostatnia edycja: 05 styczeń 2014, 01:44:12 by Doctus
Co? mnie tkn??o ?eby znowu napisa? co? na blogu, wi?c podzieli?em si? wra?eniami z powrotu Sherlocka.

Cytujice niczym Catwoman ?wietnie uzupe?nia?a naszego czarnoskórego detektywa, co szczególnie by?o wida? w 3 sezonie. Jej walka z kim? wi?kszym i pot??niejszym by?a by ciekawym urozmaiceniem. Mo?e w spin-offie. Sam Justin by? dla Luthera niczym Robin
Ciekawe porównanie. Id?c tym tropem, w wymienionym przeze mnie Sherlocku równie? mo?na dopatrze? si? wiele analogii z universum Batmana. Sherlock akurat w przeciwie?stwie do Luthera nie ma wiele wspólnego z Mrocznym Rycerzem, bo jego pomoc policji i rozwi?zywanie kryminalnych zagadek wype?nia dla w?asnej satysfakcji, a nie pomocy innym ludziom - acz Dr. Watson jako pomocnik i jednocze?nie sumienie Sherlocka, jest kim? kim by? Tim Drake dla Batmana w jego najmroczniejszym okresie. Mamy nawet Irene Adler, której relacja z Sherlockiem ponownie przypomina mi Batmana i Catwoman... mo?e mam jakie? schorzenie, i wsz?dzie gdzie zobacz? kobiet? i m??czyzn? którzy nie mog? ?y? bez walki ze sob? to widz? akurat Bruce'a i Seline, jednak ten przyk?ad wydaje si? dla mnie najmniej naci?gany. No i oczywi?cie genialna posta? Jim Moriarty'ego, który jest kim? w rodzaju Jokera, szaleniec który prowadzi niebezpieczn? gr? z g?ównym bohaterem. Ma te? w sobie co? z Bane'a, o czym mo?ecie si? przekona? w finale. Nie b?d? Wam go spoilerowa?, bo warto samemu obejrze? ten serial i si? przekona?.

Funky

Doctus zmień adres linka bo masz tam mój cytat :P

Doctus

I widzisz, jak Twoje cytaty odciskają ślady na mojej psychice? :P