23 Luty 2020, 15:49:03

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Wrażenia po seansie "Jokera" (spoilery)

Zaczęty przez Shadow of the Bat, 05 Październik 2019, 11:02:06

Mr.G

Zapomnijmy na chwilę, że to film o TYM Jokerze. Zapomnijmy, że akcja dzieje się w Gotham. Co nam zostaje? Film. Taki przez cholernie duże "F". Świetny film, który pochłonął mnie od początku do końca, wywoływał zachwyty, śmiech, niepokój... Film osadzony w idealnej jak dla mnie stylistyce brudnych, brutalnych lat 80/90-tych. Ależ to miasto było cudnie zapuszczone, ależ wspaniale niezachęcające! Oczywiście ustawiam się też w długiej kolejce tych, którzy chcą przyznać, że Phoenix zrobił kawał fantastycznej roboty. I piosnki fajne. I kilka scen naprawdę świetnie zrobionych. I w ogóle długo czekałem na taki film. Brawa. Mogę tylko pozazdrościć nieco starszym ode mnie, którzy widzieli w kinie Taksówkarza czy Łowcę Androidów, ale niewykluczone, że wkrótce trochę młodsi ode mnie pozazdroszczą mi, że mogłem być w kinie na Jokerze.

A właśnie, bo to przecież był Joker. Przecież w filmie pojawił się Buce Wayne i nawet Alfred (choć tego ostatniego nie byłem pewien aż do napisów końcowych). Ciekawe co się porobiło - kiedyś były to przede wszystkim spotkania z naszymi ulubionymi światami, a później dopiero liczyło się, czy film sam w sobie jest dobry. Joker tymczasem cieszy umiejscowieniem w Gotham, ale tylko dodatkowo, a przede wszystkim jest sam w sobie dobrze opowiedzianą historią.
Czy Phoenix zagrał TEGO Jokera? Guzik mnie to obchodzi. TEN Joker nigdy mnie szczególnie nie ruszał, zawsze wolałem skupiać się na innych przeciwnikach Batmana. Ale Arthur Fleck już mnie poruszył, a tym, którym za mało było fioletu w jego garniturze proponuję wyobrazić sobie jaką drogę może mieć jeszcze przed sobą philipsowski Joker. Bo niewątpliwie podczas show Murraya coś się narodziło, coś co znamy (chyba najbardziej ujrzałem Jokera w Jokerze w chwili pocałowania tamtej staruszki) i przecież to może być dopiero początek. Wiem, że dojrzewanie tego bohatera jest wręcz przeciwieństwem jego idei, ale jakie to ma znaczenie? Joker Philipsa wyrwał się z komiksowych więzów i wyszło świetnie. Tylko to się liczy. Film ma być dobry, a nie czemuś tam wierny. Jeśli ktoś chce by było jak w komiksie, niech czyta komiksy.


Identyczne co u Jubego odczucia co do sceny w Park Row. Mogli poprzestać na sugestywnym podążeniu zbira za Waynami ;]

LelekPL

Co mnie rozbawiło to to, że Phoenix grał rolę o wiele młodszej postaci. Jak rozmawiał z Thomasem to sobie myślałem, że oni wyglądają bardziej jak bracia niż ojciec i syn :P nawet jeśli obu aktorów dzieli blisko 20 lat różnicy.

Juby

Witam po tygodniowej przerwie. Niestety, smutne wydarzenia rodzinne nie pozwoliły mi znaleźć czasu na BatCave w ostatnich kilku dniach, ale już jestem. :)

Przedwczoraj złapałem się na tym, że film jednak siedzi w głowie (przynajmniej wtedy, gdy miałem czas o nim pomyśleć) i nie daje o sobie zapomnieć. Tak, Arthur Fleck to #notmyjoker, ale sam świat przedstawiony i niektóre sceny zrobiły na mnie naprawdę mocne wrażenie, no i film ten jest unikalny na tle gatunku adaptacji komiksów (nie kojarzę takiego drugiego, brutalnego dramatu psychologicznego). Dlatego w skali BatCave oceniłbym go na mocne 4 nietoperki, a na Filmwebie kliknąłem w 7/10

Ciekawi mnie jak będą się prezentować wydania filmu na Blu-ray. Być może kiedyś stanie na półce.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Funky

Widziałem Jokera i jestem pod ogromnym wrażeniem kreacji Phoenixa. Przerażająca dobre studium człowieka chorego którego mieszkańcy i system zniszczył (sytuacja psychiatrii w Polsce podobna do tej w Gotham :P). Film nie ma nie wiadomo jak odkrywczej fabuły ale cała otoczka socjologiczna rekompensuje to dobrze. No i niedomówienie odnośnie tego czy Arthur to syn Thomasa jest dla mnie jak najbardziej na plus (skojarzyło mi się to z historią blizn klauna w Mrocznym Rycerzu ). Jedynie muzyka instrumentalna nie dorasta do wyjątkowości tego filmu, i w połowie już mnie męczyła (bardzo monotematyczna ze swoją wiolonczelą i bębnami). Za to piosenki są wręcz magiczne (wspaniali Tony Bennett i Frank Sinatra).

9/10