27 Luty 2020, 03:27:18

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Terminator

Zaczęty przez Juby, 18 Lipiec 2008, 21:11:24

Która część Terminatora jest najlepsza?

The Terminator
6 (22.2%)
Termiantor 2: Judgment Day
20 (74.1%)
Terminator 3: Rise of the Machines
0 (0%)
Terminator Salvation
1 (3.7%)

Głosów w sumie: 27

Juby

Cytat: Leon Kennedy w 14 Listopad  2019, 09:59:57muszę przyznać, że bardzo się bałem, że będzie mega kicha, a tutaj takie miłe rozczarowanie i dostaliśmy najlepszego Terminatora od czasów dwójki. Trójkę zjada na śniadanie chodźby samymi aktorami, Genesis niszczy klimatem i budowanym napięciem, i tylko Salvation próbuje mu dorównać.

Widziałem wszystkie filmy, serial, animacje, czytałem książki i ze 2 komiksy z Terminatorem. Jeśli Dark Fate jest w moich oczach od czegoś lepsze, to tylko od tragicznej Serii Machinima z 2009 wydanej przy premierze Salvation.

Ranking serii, którą właśnie powtarzam na Blu-ray/DVD (przede mną już tylko Genisys):

1. Terminator 2: Judgment Day (10/10 i wielkie serce na zawsze, jeden z moich najukochańszych filmów of all time, nie zliczę ile razy go widziałem)
2. The Terminator (10/10, patrz wyżej)
3. Terminator 3: Rise of the Machines (7/10 z plusem po kilkunstu seansach)
4. Terminator Salvation (5/10 po przedwczorajszej powtórce, która była moim 6, lub 7 seansem tej części)
5. Terminator Genisys (4/10 po wyjściu z kina, zobaczymy jak podejdzie przy powtórce)
6. Terminator: Dark Fate (naciągane 2/10 i nie mam najmniejszej ochoty do tego wracać)

Cytat: Leon Kennedy w 14 Listopad  2019, 09:59:57Dostaliśmy również swietnego małomównego Terminatora przypominającego tego z dwójki.

??? Ten z dwójki raczej do małomównych nie należy.


Za trafne uważam porównania Dark Fate do The Force Awakens. I tu i tam sequel "sra" na piękne zakończenia filmów które kontynuuje, w obu całkowicie olano tło konfliktu w galaktyce / w przyszłości, w obu uśmierca się głównych bohaterów serii, aby zastąpić ich młodszymi wersjami, w obu główną bohaterką staje się młoda kobieta, w obu brak choćby grama oryginalności, a wszystko wygląda jak copy/paste scen i motywów z poprzednich części, itd. Z tą różnicą, że TFA w oderwaniu od serii, gdybym nie był fanem Star Wars (zwłaszcza Powrotu Jedi) sprawdza się jako perfekcyjnie zrealizowana przygodówka, taka na 6-7/10, podczas gdy DF nawet w oderwaniu od serii jest nudnym, pozbawionym humoru, kiepsko zrealizowanym, nieciekawym wizualnie akcyjniakiem. :(


Cytat: LelekPL w 14 Listopad  2019, 10:12:07No chyba o to im chodziło. Kyle ich nie interesował tak naprawdę, użyli go jako wabika na Johna. To, że w fabryce Terminatorów wysłali na niego tylko jednego to już był absurd.

A to, że Skynet w ogóle wie o istnieniu kogoś takiego jak Kyle Reese i że ten ktoś będzie za 11 lat potrzebny Johnowi i jest dla niego kimś ważnym, to nie był absurd? ;)


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Leon Kennedy

14 Listopad 2019, 10:56:14 #646 Ostatnia edycja: 14 Listopad 2019, 11:41:27 by Leon Kennedy
Cytat: undefinedTen z dwójki raczej do małomównych nie należy.

Już sporo czasu minęło od ostatniego seansu i w głowie utrwalil mi się jego raczej taki mało mówny obraz, ale jak teraz  myślę o tym, to jednak nie do końca tak było. Dzięki za zwrócenie na to uwagi.

Cytat: undefinedA to, że Skynet w ogóle wie o istnieniu kogoś takiego jak Kyle Reese i że ten ktoś będzie za 11 lat potrzebny Johnowi i jest dla niego kimś ważnym, to nie był absurd? ;)

Tam było sporo absurdów, ale ogólnie ogl się to nawet, nawet, a i wizualnie było dobrze. I przynajmniej tutaj John jest dobrze zagrany.

CytujNo chyba o to im chodziło. Kyle ich nie interesował tak naprawdę, użyli go jako wabika na Johna. To, że w fabryce Terminatorów wysłali na niego tylko jednego to już był absurd.

I tak to się kupy nie trzyma, bo jeśli wiedzieli dlaczego jest ważny dla Connora, a skoro go porwali, to musieli wiedzieć, to by go od razu zabili i czekali spokojnie na Johna i po zabawie.

LelekPL

Cytat: Leon Kennedy w 14 Listopad  2019, 10:56:14Tam było sporo absurdów, ale ogólnie ogl się to nawet, nawet, a i wizualnie było dobrze. I przynajmniej tutaj John jest dobrze zagrany.

I tak to się kupy nie trzyma, bo jeśli wiedzieli dlaczego jest ważny dla Connora, a skoro go porwali, to musieli wiedzieć, to by go od razu zabili i czekali spokojnie na Johna i po zabawie.

Wizualnie to jedyny ciekawy sequel po T2. Jednak wiedza Skynetu o Kyle'u jest absolutnie logiczna. Jego dane zostały spisane w komisariacie w przeszłości, historia medyczna Sary również, więc Skynet wie o jego wadze. To, że go nie zabijają to też jest logiczne zważywszy że są w swojej fortecy i nie może im uciec, a przynęta jest zawsze lepsza żywa. To, że udało im się uciec, to jest absurd, ale również umowność kina akcji.

Dla mnie największy problem z tym filmem to kategoria wiekowa, brak jakiegokolwiek elementu cyberwojny (żadnych laserów?) i niestety cały wątek z Marcusem, który przez zmianę w zakończeniu, jest totalnie z dupy. I o ile dobrze się go ogląda za pierwszym razem, o tyle na powtórkach te momenty chce mi się przewijać. Jakieś tam "absurdy" to akurat najmniejszy problem każdego filmu.

Juby

Cytat: Leon Kennedy w 14 Listopad  2019, 10:56:14Tam było sporo absurdów, ale ogólnie ogl się to nawet, nawet, a i wizualnie było dobrze. I przynajmniej tutaj John jest dobrze zagrany.
Wizualnie Salvation stoi na bardzo wysokim poziomie, zarówno zdjęcia, projekty, jak i efekty wizualne to mocne strony filmu. Jest widowisko, czuć wrzucone w film ogromne pieniądze. Sceny akcji w pierwszej połowie, a nawet ucieczka Marcusa dają radę. Gorzej, że im dale w las, tym nudniej, a im nudniej, tym człowiek bardziej zaczyna kombinować, a jak zaczyna kombinować, to zaczyna dostrzegać, że scenariusz nie grzeszy logiką. Czyli to samo, co np. Prometeusz w serii o Obcym.

W kwestii Johna mam inne zdanie. Tak jak uwielbiam Bale'a - to jeden z moich ulubionych aktorów ever - tak tutaj tylko charczy jak Batman, drze japę, albo gra z taką powagą i przekonaniem, jakby nie zdawał sobie sprawy, że to lajtowy akcyjniak bez grama sensu. ;D Ze znanych mi Connorów jedynie Clarke był gorszy.

Cytat: LelekPL w 14 Listopad  2019, 12:22:32Wizualnie to jedyny ciekawy sequel po T2.
W sumie... racja.

Cytat: LelekPL w 14 Listopad  2019, 12:22:32Jednak wiedza Skynetu o Kyle'u jest absolutnie logiczna. Jego dane zostały spisane w komisariacie w przeszłości, historia medyczna Sary również, więc Skynet wie o jego wadze.
Wrong. ;) Kyle'a uznano za niepoczytalnego, nie znaleziono żadnego potwierdzenia jego danych osobowych, a w T2 w bazie policji, którą na początku przegląda T-1000, przy OJCIEC widnieje UNKNOWN. W dodatku Kyle w T1 jasno przedstawia sytuację, że mnóstwo danych zaginęło podczas wojny atomowej, Skynet wiedział o Johnie tylko tyle, że jego matka miała na imię Sarah i gdzie mieszkała w tej linii czasowej. Nie miał pojęcia o tym, kto był / będzie jego ojcem.

Wiedzę Skynetu można sobie samemu wytłumaczyć, np. tym, że po opóźnieniu Dnia sądu do roku 2004, część danych z komisariatu z 1984, lub z Pescadero została zaarchiwizowana cyfrowo, więc Skynet mógł zdobyć do nich dostęp w nowej, alternatywnej przyszłości znanej z Salvation. Z tym, że nawet wtedy nie dopiszemy sobie, skąd wiedział, że przybył on z przyszłości, czy ponownie zostanie wysłany w przeszłość do roku 1984, ani skąd w ogóle wiedział, że to z nim Sarah zaszła w ciążę? Krótko mówiąc, Skynet w Salvation zna przyszłość, jakby oglądał filmy. ;D

To się kupy nie trzyma, a szkoda, bo potencjał był naprawdę duży i po kinie byłem zachwycony (to pierwszy film, na którego poszedłem 2 razy!). Teraz, po kolejnych 4-5 obejrzeniach (w tym dwóch w wersji Dir Cut) uważam go za zmarnowaną okazję i wolę T3 Mostowa.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Leon Kennedy

CytujZe znanych mi Connorów jedynie Clarke był gorszy

Lubie tego aktora, a tutaj grając tego złego Connora był nawet przekonujący.

 
Cytujtak tutaj tylko charczy jak Batman, drze japę, albo gra z taką powagą i przekonaniem, jakby nie zdawał sobie sprawy, że to lajtowy akcyjniak bez grama sensu

Trochę masz rację, ale z drugiej strony to ta powaga na polu bitwy w zniszczonym świecie idealnie do niego pasowała...

LelekPL

Clarke też mi aktorsko nie przeszkadzał. Postać skopana, ale aktor wypadł ok. Do Bale'a się nie umywa, ale lepsze to to, niż Stahl, totalnie bez charyzmy. I tu nie chodzi nawet o to, że Stahl nie był badass madafaka, bo jego postać miała być zupełnie inna w tym momencie jego życia i na potrzeby fabuły tego filmu, ale i tak był strasznie bezpłciowy i kompletnie mnie nie obchodził. A jak już miał być twardzielem w scenie w przyszłości wypadł w niej przekomicznie.

Leon Kennedy

A idź mi z tym gościem!! On i ta laska, to  jedna z największych jeśli nie największa zmora tej cześći.

Juby

Dałem drugą szansę Genisys. Nastawienie miałem dobre, a kinowy seans jeszcze gorszego Terminatora mógł działać na korzyść. Niestety, mniej więcej po godzinie byłem zbyt znudzony, aby pamiętać o dobrych intencjach.

Genisys to nie film. To balansujący na granicy parodii, fatalnie obsadzony produkt marvelopodobny od ludzi, którzy widzieli w nim jedynie szansę na łatwy zysk. Wiem, że wiele osób już T3 nazywało "parodią", ale kompletnie się z tym nie zgadzam. Owszem, Jonathan Mostow poszedł w kierunku jaki serii wyznaczyło T2, czyli lżejszego, bardzo widowiskowego blockbustera. Zrobił w tym kierunku dwa kroki - być może o jeden za dużo - ale mimo wszystko zachował odrobinę ducha Terminatora, który wywodzi się z pełnokrwistego thrillera. TX morduje ludzi, nawet bezbronnych nastolatków na domówkach, a sceny jak te, gdy szuka Kate w klinice dla zwierząt, jump-scare przy drzwiach Toyoty, przebicie policjanta gołą ręką, czy zabicie narzeczonego Kate, spokojnie mogłyby się znaleźć w slasherze. Genisys to zupełnie co innego, w złym tego słowa znaczeniu. Pod względem tonu, akcji, tempa, przezroczystości audiowizualnej, kategorii wiekowej i obowiązkowej sceny w trakcie napisów, bliżej mu do współczesnych filmów superhero niż do bycia Terminatorem. Przez jakiejś 40 minut ogląda się nieźle, ze względu na sporo odwołań i scen-podróbek oryginalnego Terminatora, ale od momentu, w którym Arnold chce przesłać Sarę i Reese'a do roku 1997, aby powstrzymali Sądny dzień (głupie tłumaczenie z Blu-ray), choć ubijając Arniego z T1 już go powstrzymali (!) widać, że to bezmózga przygodówka sci-fi, która poza ekspozycją-akcją-ekspozycją-akcją nie ma nic do zaoferowania, a i na tym polu ledwo sobie radzi.

Tak czy inaczej, lepsze to niż Dark Fate, bo jako praktycznie fan-film "what if..." nie boli tak bardzo, jak rzekoma kontynuacja T2. Jest tu kilka niezłych pomysłów, próba oddania cameronowego klimatu wojny A.D. 2029, najlepszy komputerowo-odmłodzony Arnie i przynajmniej gna na złamanie karku, a nie męczy bułę. Finał też ma lepszy. Tim Miller w którymś z wywiadów zachwycał się zakończeniem swojego filmu, przy którym rzekomo uronił łzę. Dla mnie to była całkowicie pozbawiona emocji, nieudana próba skopiowania finału T2. Tutaj, przy scenie z "Kyle Reese, protect my Sarah.", nawet gdy wiedziałem, że Arni przeżyje jako nowy T-1000 (boże, jaki ten film durny), jakoś to działa, brewka może drgnąć.

Niemniej, żal patrzeć na to co zrobiono z moją ukochaną serią. T3 i Salvation nie były godnymi kontynuacjami arcydzieł Camerona, ale sprawdzają się chociaż jako widowiskowe akcyjniaki za grube miliony. Kolejne dwa Terminatory to już dobijanie trupa na każdym polu. Nie dano tej serii umrzeć z godnością.



"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman