25 Marzec 2019, 13:01:24

Aktualności:

Trwają zmiany na forum. Z czasem zostanie udostępniony styl bardziej odpowiadający klimatowi BC.


Punisher (filmy i serial)

Zaczęty przez Q, 20 Styczeń 2008, 19:54:27

Night_Wing

Drugi sezon "Punishera" od "Netflixa", po 6 obejrzanych odcinkach, wygląda nadzwyczaj dobrze. Wyjątkiem od reguły, który jak dotąd tylko mnie drażni i czasami nie daje spokoju z powodu głupotek zawartych w konstrukcie fabularnym drugiej serii "Punishera", jest Billy Russo a.k.a dziecko jątrzące z siebie gniew, które to nie może dostać ulubionej zabawki. Serialowy Billy nie przypomina komiksowego czy filmowego Jigsawa. Jego twarz, po tak szybkiej regeneracji - gdzie wystarczyła mu seria pompek, by doprowadzić swoje ciało do ,,świetnej formy" - wygląda, jakby Russo pociął się zbyt mocno żyletkami do golenia. Zaskakujące w jego zachowaniu jest to, iż nie wiadomo czy szarpanina emocjonalna, ten wewnętrzny manichejski rozpad jego niematerialnego ,,Ja" jest udawany, czy rzeczywisty, i czy faktycznie ma to fizjologiczne i psychiczne podłoże? Czy Billy - jeśli piękniś Jigsaw z Billym, realnie, tak jak tego oczekujemy, się identyfikuje - w jakiś sposób to wszystko pamięta: wydarzenia z parku rozrywki w Nowym Jorku, gdzie Frank Castle zmasakrował mu twarz, przejeżdżając ją po tafli rozprutego szkła? To jest tak dziwna, niestabilna dla przebiegu serialu postać, że sam nie wiem, jak rozgryźć kolejny plan i decyzje, które Russo podejmie na przestrzeni kolejnych epizodów serialu.

Jeśli chodzi o Franka Castle w drugim sezonie "Punishera", trudno jest ostatecznie stwierdzić i przekonać się, że Frank w połowie sezonu, idąc z odcinka na odcinek ku finałowi drugiej serii serialu, stał się na tyle tą personą, aby oglądający "Punishera" widz mógł nazwać go tym przykładnym komiksowym - z serii "MAX" Ennisa" - i filmowym ,,karcicielem", czyli właśnie "Punisherem". Frank gra, działa i decyduje sam, wiedząc o co toczy się stawka. Dla siebie jest, ot tak Frankiem Castle, nikim innym; dla innych, jak sam twierdził ,,może być nazywany Punisherem" - on z pseudonimem nie ma zwyczaju się identyfikować. Jednak patrząc na to, jak Castle eksterminuje, niczym T-1000 w post-apokaliptycznym pełnych maszyn "Skynetu" świecie, swoich wrogów, i z jaką zawziętością, niepowstrzymanym mitycznym męstwem i odwagą do tak trudnych wyzwań podchodzi, można zostać wchłoniętym przez przekonanie, że Frank zmierza do przejęcia na siebie archetypu klasycznego "Punishera", a jego ,,metodologia" postępowania z gnidami i szumowinami, z którymi musi się mierzyć, można podsumować następująco, tak, jak powiedział to Frank z "Punisher MAX, tom 1": ,,Nokautując przeciwnika... trzymaj go na deskach. Odgryź mu ucho, zalej oczy krwią. Bij po nerkach, łam zebra... Bez litości".

Pielgrzym, jest jeszcze bardziej enigmatyczny niż Russo i każda inna postać, która chce zagrozić Castle'owi, z którą Castle spotkał się do tej pory. Pielgrzym jest fundamentalnym, ortodoksyjnym, zafiksowanym na punkcie istoty wiary i pokuty w życiu człowieka, chrześcijaninem. Na razie wszystko idzie mu zbyt łatwo. Działa jak Jack Reacher; tam gdzie się pojawia od razu kilka pociągnięć za cyngiel spustu pistoletu z tłumikiem i jedna organizacja przestępcza z Nowego Jorku zostaje zlikwidowana. Twarz pielgrzyma ,,zdobi" niekończący się smutek, przygnębienie, które jak negatywne - albo i nie, bo trudne to określić to, jak on stabilny jest wewnętrznie - obłe emocje wciskają się pod pierścienie jego przekrwionych oczu. Nie zdziwiłbym się, gdyby każdy jego krok i ,,przestępcze" działanie, którego się dopuścił ostatnimi laty było spowodowane koniecznością wynikającą z zaopiekowania się jego chorą żoną przez małżeństwo wpływowych polityków, Schulzów, którzy opłacili jej leczenie i wsparli parafię, do której "Pielgrzym" należał. Mówiąc krótko, ów fundamentalista robiłby to w ramach spłaty długu, przy czym dla niego byłoby to coś bardziej głębszego, jak... dożywotnia spłata długu.

Po 6-ciu odcinkach drugiego sezonu "Punishera", można powiedzieć, że serial otacza woal misterium, tajemnicy, z której nie wiele wiadomo jak może przełożyć się ona na drugą część opowieści fabularnej produkcji. Dlatego też, na tym etapie drugiej serii widowiska, dzięki charyzmatycznemu i genialnemu Frankowi serial "Punisher" oceniam na: 6,5/10

Night_Wing

Ty jesteś burzą" - tak powiedział John a.k.a ,,Pielgrzym", w ostatnim odcinku drugiego sezonu "Punishera" do Franka Castle, który okładał go pięściami i ciskał krawędzią gaśnicy w czoło, gdy razem przy blaszanej, metalicznej przyczepie, gdzieś w nowojorskiej miejscówce, którą Frank wraz z Amy traktowali jako tymczasowe schronienie, próbowali ,,wyjaśnić" sobie ostatnie ,,niedopowiedzenia". To jasno podsumowuje to kim stał się, i jako kto dopełnił się Frank Castle, zresztą zwrot ,,ty jesteś burzą" dobrze odnosi się do nierównego, momentami tajemniczego przebiegu i charakteru całej najnowszej serii tej produkcji. Wiele postaci i osobistości netflixowskiego "Punishera", jak np. John, bo ta nieprzenikliwość w odczuciu jego emocjonalności, zachowania i motywów, które gdzieś odgrywał on obie w umyśle była rzeczywiście dziwnie odczuwalna, pasująca do idei i postępowania, które prezentował Frank. Nie mogę jedynie do końca ocenić i zrozumieć związku Kristy i Russo, czyli kto kogo pociągał za sznurki... pociągał na dno.

Mówiąc krótko, drugi sezon "Punishera" od Netflixa, który dwa dni temu skończyłem oglądać, był czymś więcej niż świetnym widowiskiem; dobrze wykreował on Franka Castle, jako Punishera, który był Frankowi przypisany, niczym przeznaczenie, z którym trzeba umieć żyć. Oczywiście, Punisher, to najjaśniejszy, najbardziej wartościowy punkt tego serialu; niesamowite!
Drugi sezon "Punishera" oceniam na: 9/10

Juby

W sobotę skończyłem drugi sezon. Nie będę pisał pełnej recenzji na swoim blogu jak poprzednio (rzucam to, wkurza mnie ten blox.pl), więc napiszę kilka zdań tutaj.



Sezon 1 > Sezon 2

- Potencjał był, ale niezgrabne przeplatanie się wątków (tego z Amy i Billy'ego Russo), sprawiły, że pierwsza seria podobała mi się bardziej, przebiegała płynniej, miała lepszy duet (Frank-Micro).
- Serial ma masę problemów, nie tylko typowych dla Netflixowych produkcji. Największym jest rozciągnięcie go zbędnymi scenami dialogowymi (zwłaszcza Billy-jego nowa dziewczyna). Część odcinków można było skrócić o kilka minut, a całość zyskałaby gdyby była skondensowana do max. 12 odcinków.
- Niezniszczalność bohaterów i ich regeneracja są coraz bardziej groteskowe. Frank w jednym odcinku niemal umiera, ze szpitala wychodzi z pomocą Madani, bo sam nie może chodzić, chwilę później ambulans z nim w środku spada z wiaduktu, przy czym Frank odnosi kolejne obrażenia, a 1-2 dni później już skacze przez ściany, goni samochody, rzuca się im na maski, bije, strzela, no ogólnie Rambo się chowa. :P Pielgrzym to samo, nastawia sobie wybitą żuchwę i może gadać / jeść bez problemu.
- Świetne pierwsze trzy odcinki (akcja w barze i na komisariacie!) i Pielgrzym-zabójca, którego działania trochę przypominały mi Bardema z No Country For Old Men.
- Kilka zajebistych akcji, dużo juchy, obsada, z Frankiem-Jonem Bernthalem na czele. Dla niego obejrzałbym trzeci (i kolejny) sezon. Szkoda, że nie powstanie. :(

Ogólnie jest nieźle, ale z masą problemów. Na pewno wolę tego Punishera od War Zone i starego filmu z Lundgrenem, ale chyba wciąż moją ulubioną adaptacją pozostaje film z Thomasem Janem. 6/10 po dwóch sezonach. Może za kilka lat do tego wrócę.
"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Leon Kennedy

Również najbardziej podoba mi się ta filmowa wizja z Janem, ale pierwszy sezon Punisher był w moim odczuciu naprawdę udany! A Bernthal po drugim sezonie może być najlepszy. Wkrótce się przekonam, bo wczoraj skończyłem Daredevila ( świetny trzeci sezon ) i chyba w tym tygodniu przyjdzie czas na Franka.

Johnny Napalm

Dla mnie idealnym Pogromcą ze szklanego ekranu pozostanie Ray Stevenson. Morda idealna do roli i sam koncept filmu mi pasował w punkt. W odróżnieniu od Avengersów, gdzie czym bardziej filmy są realistyczne, tym bardziej mi odpowidają, tak w przypadku Punishera, czym filmy są bardziej zjebane tym lepiej. Koncept Rambo jest dla mnie do przyjęcia czym więcej główny bohater kulek na siebie przyjmie a później tylko splunie i wstanie, w międzyczasie kosząc dwa tuziny obsrańców.
THE EARTH WITHOUT ART IS JUST EHh...

Juby

Akurat "z mordy" Stevensonowi nadalej do Punishera, którego znam z komiksów / gier. No i film z nim był najsłabszy (niestety). :(
"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

LelekPL

Cytat: Johnny Napalm w 19 Marzec  2019, 20:19:27Dla mnie idealnym Pogromcą ze szklanego ekranu pozostanie Ray Stevenson. Morda idealna do roli i sam koncept filmu mi pasował w punkt.
Dokładnie. Stevenson pokazał prawdziwego Franka twardziela, a film to naprawdę niedoceniany campowy akcyjniak.

Bernthal był dobry w drugim sezonie Daredevila, ale przez Punishera nie dałem rady przebrnąć. Co za nuda.

Leon Kennedy

Ja tego War Zone nigdy w życiu drugi raz nie ogl. Jeden mi wystarczył. Najgorszy Punisher w historii.

Johnny Napalm

CytujAkurat "z mordy" Stevensonowi nadalej do Punishera, którego znam z komiksów / gier. No i film z nim był najsłabszy (niestety). :(
Punisher z komiksów dla mnie przede wszystkim to ten od Douga Braithwaite'a. Nigdy jakoś nie mogłem przekonać się do modelingowej i wręcz nijakiej twarzy Franka w wykonaniu Jima Lee. Punisher w wykonaniu Texa też był twardzielem a nie lalusiem.

War Zone jest najbardziej ekstremalny, konkretny i przesadzony, dlatego mi się podoba. W filmie z Lundgrenem Pogromca był zbyt skomplikowany osobowościowo. W dodatku za dużo było tam wątków azjatyckich. To nie dla mnie. Film z Jane'm dla mnie nie był w ogóle filmem o Punisherze. To była jakaś lekka bajka, bez polotu. Jak mam powiedzieć, który film był parodią tej postaci, to właśnie ten.
THE EARTH WITHOUT ART IS JUST EHh...