13 Listopad 2019, 19:02:10

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Ostatnie wiadomości

Strony1 2 3 ... 10
1
Inne filmy i seriale / Odp: Terminator
Ostatnia wiadomość przez Night_Wing - 10 Listopad 2019, 21:48:18
"Terminator: Dark Fate" jest filmem, który da się lubić, lecz nie do przesady. Po obejrzeniu produkcji w wysoce imersyjnym formacie "IMAX", gdzie wszystko czego się doświadcza - nawet masa głupich reklam emitowanych przed głównym widowiskiem - wydaje się być na tyle niesamowite, że wręcz wylewa się z ekranu, jestem zdania, że strona graficzno-wizualizacyjna filmu zagrała jak należy. Można przyjąć założenie - choć pewnie wiedzą to tylko twórcy - że "Dark Fate" został stworzony, aby obejrzeć go w technologii IMAX, głównie ze względu na fakt, że panoramiczny szerokoekranowy obraz z niebotyczną ilością szczegółów i tą zaawansowaną rozdzielczością, gdzie wszystko, co widzimy na IMAXowym ekranie wygląda w zupełnie innej, nieosiągalnej dla innych formatów skali: światło, cień, ruch, efekt montażu itp. Wizualizacje skomplikowanej przemiany fizycznej Terminatora Rev-9, ze swojej fluidowej, płynnej formy do ,,proto-ludzkiej" i na odwrót, oraz inne związane z tym procesy (pięknie uwydatniona nanotechnologia, materia programowalna); skakanie cyberzabójcy, jak zwykle z przyszłości, po ścianach; genialnie zrealizowana, dynamiczna, pięknie zmontowana iście ,,cameronowska", jednak powtarzalna ze względu na podobny do "Terminator: Dzień Sądu (1991)" motyw, sekwencja pościgowa z ciężarówką z dużym spychaczem zamontowanym na przodzie pojazdu, za którym siedział Rev-9, i która to goniła ekipę Grace - to tylko kilka przykładów, które potwierdzają, jak płynnie zadziałała mnogość efektów CGI dostosowanych do rozdzielczości taśmy IMAX dla "Terminator: Dark Fate". Jeśli czegoś nie zauważyłem, bo oglądając ów obraz, momentami nie dało się skupić uwagi na wszystkim, a niekiedy znowu film się bardzo wydłużał, co jest jego wadą - ach ta zmienność tempa - to mogło być tak, że sam format IMAX potrafił te niedoskonałości zamarkować.

Aberracji tudzież minusów w fabule filmu było całe multum. Wymienię tylko najważniejsze:


- Która wersja T-800 zabiła Johna Connora w początkowych momentach filmu; rozchodzi się o retrospekcję starszej wersji Sarah? Nie sądzę do końca by było to T-800 a.k.a. Carl

- Śmierć Rev-9 w filmie została katastrofalnie, jak dla mnie, rozpisana, bo tego inteligentnego cyberzabójcy nie dało się w żaden konwencjonalny sposób zniszczyć. Tylko skrajne zmienne: temperatura lub ciśnienie mogłyby zdestabilizować tworzące go inteligentne nanity, wykonane z metalu mimetycznego w wersji 2.0 lub czegoś, czego nauka roku 2020 nie zna. Gdyby zabójcę Rev-9, będącego w całej swej okazałości, wraz z najmniejszą molekułą spójnie w tym samym czasie, potraktować np. bardzo niską temperaturą w okolicy zera absolutnego, zablokowano by wtedy reakcje zachodzące w fizycznej formie tego cyberzabójcy. Materia programowalna zostałaby zniszczona, wraz z teoretycznym centrum Sztucznej Inteligencji. Pole elektromagnetyczne, jak było w filmie, które wydzielał reaktor torowy Rev-7 (Grace), nie powinno zniszczyć głównego antagonisty produkcji, a czy tak się stało naprawdę. Pytania się mnożą, oj mnożą. "Dark Fate" miał potencjał dla Uniwersum na jeszcze kilka filmów z cyklu, bo przynajmniej ten aspekt - śmierć Rev-9 - powinno się kiedyś wyjaśnić. Z drugiej strony, chyba nikt nie uratowałby tej gmatwaniny powstałej po szóstym z cyklu "Terminatorze"; gmatwaniny osi fabuły dużo gorszej, niż po "Terminator: Genisys".

- Kobiety jako bohaterki zagrały ciekawie, ,,z jajem"; Mackenzie Davis powinna zostać wykorzystana dużo wcześniej w Terminatorze - jej wzrok, aparycja, upór, który emanuje z całego jej jestestwa, z niemożliwą siłą, przyciąga wzrok i działa pobudzająco, tak, że chce się aktorkę tę, w filmach akcji, oglądać i oglądać. Bohaterki takiej jak Dani Ramos nie powinno w ogóle w "Dark Fate" być - aktorka, która się w nią wcielała, nie spełniała oczekiwań. Przezierała przez nią jakaś dziwna przeciętność. To co pokazała jako Dani, nie przekonuje widza do tego stopnia, aby ktoś taki mógłby być liderem ,,ludzkości" przeciwko ,,Legionowi" a nie ,,Skynetowi" w fabule osi czasu Uniwersum Terminatora. Tak to jest z budowaniem fabuły z zawiłościami czasowo-przestrzennym w tle. Naważyli sobie tego bigosu, oj naważyli... 


Podsumowując, dla "Terminator: Dark Fate" należna jest ocena: 7/10, lecz nie więcej. Minusy, lecz tylko niektóre, które o tym zdecydowały, wypunktowano wyżej. Film do obejrzenia tylko w formacie "IMAX".
2
Inne filmy i seriale / Odp: Terminator
Ostatnia wiadomość przez Juby - 10 Listopad 2019, 16:47:45
Cytat: Q w 09 Listopad  2019, 19:03:52Co prawda "Terminator: Mroczne przeznaczenie" ogląda się bez większego zażenowania

Mów za siebie. Ja kilkukrotnie chowałem głowę w dłonie, np. gdy Grace postanowiła w slołmołszyn zabić muchę, gdy Dani w minutę nauczyła się być madafaką na strzelnicy, gdy Dani - drobniutka nastolatka - dowodziła armią ludzi w alternatywnej przyszłości, gdy jeździli samochodem pod wodą!! ;D
3
Inne filmy i seriale / Odp: Terminator
Ostatnia wiadomość przez Q - 09 Listopad 2019, 19:03:52
Od samego początku nie miałem wielkich oczekiwań wobec nowego Terminatora ale też unikałem spoilerów. Więc rozczarowanie wielkiego nie ma. Kolejny przeciętniak.

Kontrowersyjny motyw z początku stanowi prawdziwe trzęsienie ziemi i uzmysławia, że w czy opóźniony, czy nie bunt maszyn nadejdzie.

Niestety dalej jest zbyt wtórnie. Twórcy odcinają się od Terminatorów z XXI wieku, ale sięgają po motywy z tych filmów. Brak oryginalnych pomysłów to największy zarzut. Dobrze, że przynajmniej lokalizacja finałowego starcia jest czymś nowy.

Jedyna droga na film z Terminatorem to pokazanie apokaliptycznej przyszłości. Kolejne wysyłanie w przeszłość maszyn nie wnosi nic nowego.

Co prawda "Terminator: Mroczne przeznaczenie" ogląda się bez większego zażenowania, ale nie jest to ani dobry film o Terminatorze, ani nie ma zapadających w pamięć scen akcji. Typowy średniak, którego ratuje Arnold, który również dobrze mógłby powrócić w sitcomie pt "Carl".
4
Inne filmy i seriale / Odp: Terminator
Ostatnia wiadomość przez Juby - 09 Listopad 2019, 08:44:24
!! SPOILER REVIEW !!



Cytuj "I think, tonally, what makes this a direct sequel to T1 and T2 is as much about the tone as it is about the narrative: it's R rated, it's grim, it's gritty, it's fast, it's intense, it's linear. The whole story takes place in 36 hours. It's not this kind of grandiose, complex story. It's just very focused on the characters, it's very now, it's very present and it's just a fast white-knuckle ride."
Słowa samego Jamesa Camerona, które w mojej opinii idealnie pasują do Terminatora 3 Jonathana Mostowa i kompletnie nie oddają tego, co zobaczyłem wczoraj w Terminator: Dark Fate (którego akcja rozciągnięta jest na 72 godziny, nie 36 :P). Ale po kolei . . .

Film otwierają logo wytwórni niemal żywcem wyjęte z Terminator Salvation, przeplatające się z ujęciami Sary z T2 Camerona. To w sumie jedna z najlepszych rzeczy jakie ma do zaoferowania ta produkcja. Dalej następuje scena, o której chyba wszyscy już wiedzą.

Pamiętacie co mówi Sarah, jako wszechwiedzący narrator w openingu T2? Przytoczę fragment: (...) "The computer which controlled the machines, Skynet, sent two Terminators back through time. Their mission: to destroy the leader of the human resistance, John Connor, my son." (...) - dwóch! Nie trzech, nie czterech, Skynet wysłał dwóch Terminatorów. A teraz, po 28 latach, bo ktoś ubzdurał sobie sequel, wmyślony został jeszcze jeden, "bo tak", bez zdania wyjaśnienia. Grzech ciężki.
Egzekucja sztucznie odmłodzonego Eddie'go Furlonga przez plastusiowego Arnolda dokonana ot tak, bez słów, wypada marnie, a wszystkiemu temu przygląda się również nie dość przekonująco odmłodzona Linda Hamilton. Sam pomysł odważny, kontrowersyjny, ale - jak już pisałem - bez wyjaśnienia skąd wziął się trzeci Arnie, dla mnie to grzech najcięższy.

Film rusza z kopyta, akcja zaczyna się bardzo szybko, z tym że totalnie bez suspensu, zainscenizowana bez pomysłu, a ekspozycja przy niej napisana jest tak topornie, że aż zęby zgrzytają. Po niej następuje przestój, więc znalazłem czas, aby zastanowić się, jaki to wszystko ma sens? Odpowiedź: żadnego. Proste i klarowne jest dla mnie to, że Skynet przegrywał wojnę w 2029 i uznał, że jedyną szansą na zwycięstwo będzie cofnięcie w czasie Terminatora, aby ten zabił matkę przyszłego dowódcy Ruchu Oporu. Jak wygląda sytuacja w alternatywnej przyszłości w 2042? Jaki powód ma jego zamiennik o żenującej nazwie "Legion"? Czemu wysłał Rev-9 do zabicia młodej Dani Ramos i skąd w tej przyszłości, zarówno po stronie sztucznej inteligencji, jak i ludzi, istnieją maszyny do podróży w czasie? Brak odpowiedzi. Totalne zero zarysowania świata przyszłości i tego konfliktu, ważne by wszystko kopiować z oryginalnego Terminatora.

Pomówmy o postaciach. Rev-9 jest połączeniem metalowego szkieletu z - chyba - czarnym, płynnym metalem. Potrafi się rozdwoić i... coś tam jeszcze, ale nie wiem dokładnie co, bo jasno z filmu to nie wynika, a zabrakło choćby jednego zdania ekspozycji, co czyni go tak niebezpiecznym przeciwnikiem. Z filmu wynika, że nic, bo ciągle daje się okładać, a to Grace, a to Sarze, albo dobremu Terminatorowi, a na koniec nawet drobna Dani staje z nim do walki face-to-face i wychodzi z tego cało. Gabrel Luna nie ma za grosz charyzmy, jest papierowym czarnym charakterem, chyba najgorszym w historii serii. W dodatku nie działa jak inteligentne Terminatory Skynetu z T1 i T2, które wkładały okulary przeciwsłoneczne, lub szybko wtapiały się w podłogę, by nikt ich nie rozpoznał / zdemaskował, itp. Rev-9 lata sobie rozdwojony po autostradzie wśród dziesiątków świadków i nic, niech sobie wiedzą o maszynie z przyszłości. Cóż, może domyśla się, że scenarzyści ani nie zrobią żadnego użytku z jego zdolności rozdwajania (całkowicie zmarnowanej), ani nie pokażą reakcji kogokolwiek ze świata na zaistniałe z nim wydarzenia, które pewnie każdy nagrał na smartfona. Ma rację.

Są jeszcze Grace i Dani. Ani jednej, ani drugiej nie polubiłem. Tej pierwszej, bo nie wiem po co została przysłana, skoro ma ograniczenia, przez które po kilku godzinach nie jest zdolna do wykonywania swojej misji i to ją trzeba ratować(!), a także nie chce powiedzieć Sarze (a zatem i mi, widzowi) o co dokładnie chodzi w tym co się właśnie dzieje. Tej drugiej, bo ze zwykłej nastolatki przeistacza się w zabójczynie Terminatorów ot tak. Nie umie strzelać z małego pistoletu, by 5 sekund później, bo Sara szepnęła jej jedno zdanie do ucha, być snajperem z giwerą większą od siebie samej. Na tej scenie uderzyłem się w czoło tak mocno, że 4 rzędy wyżej było to słychać.

Wraca Linda Hamilton jako Sarah Connor. Kocham tę postać, kocham Lindę w tej roli, doceniam wysiłek fizyczny jaki ponownie włożyła by ją zagrać... Szkoda, że na marne. Dłuższa przerwa od aktorstwa mocno daje o sobie znać, co w połączeniu ze słabiutkimi tekstami dało efekt podobny do Carrie Fisher w nowych Gwiezdnych wojnach. Jestem rozczarowany.

Jedynie Arnold wychodzi z twarzą z tego koszmaru. Nie tylko gra przekonująco swoją kultową rolę, nie tylko wygląda dobrze jak na swój wiek, ale również jako jedyny otrzymał interesujący pomysł na siebie - maszynę, która sama szuka celu, gdy pierwotnego została pozbawiona (dodatkowo spotyka kobietę, z którą zakłada rodzinę, co jest rozwinięciem podobnego wątku z Kronik Sary Connor z 2008 roku). Kontrowersyjny pomysł, ale mnie przekonał. To jedyna postać w Dark Fate, którą polubiłem, jedyna która niesie ze sobą jakiś humor (ma dwa niezłe teksty), a scena, w której subtelnie burzy czwartą ścianę, by w końcu pożegnać się z rolą Terminatora ( "I won't be back" ) była ślicznym zakończeniem jego podróży w tej serii. Oby na dobre.

Jest jeszcze kolega Sary z US Army, który dostarcza bohaterom broń EMP, gdy przypomni się o tym scenarzyście. Nie wiem skąd się wziął, skoro Sarah jest poszukiwana w 50. stanach i od lat tam nie przebywa, ale zamienia z nią jedno zdanie, przy czym sugeruje, że wcale jej nie lubi, by chwilę później narażać swoje życie i karierę majora, aby udostępnić bohaterom transport lotniczy i wojskową eskortę. Czemu to robi? I co się z nim stało? Scenarzyści uznali to za nieistotne, ruszyli z kolejną przegiętą akcją.

No właśnie, Terminator: Dark Fate to film akcji - niestety, bardzo słaby. Poszczególne sekwencje są źle rozstawione w filmie (pierwsza następuje bardzo szybko, na kolejne trzeba długo poczekać), kiepsko zmontowane, przesadzone, nieczytelne, efekciarskie, a przy tym mało efektowne. Rev-9 ciągle komputerowo skacze, biega, rzuca czymś, lub daje się rzucać, robi to w slow-motion, a na mnie nie robi to żadnego wrażenia, bo nie czuć wagi, brakuje fizyki postaci. Kiedyś wystarczyło dwóch ucharakteryzowanych facetów rzucających się po walcowni stali, a szczękę miałem na podłodze. Wczoraj podczas finału tego filmu zacząłem ziewać.

Podsumowując, Dark Fate to kiepski akcyjniak, koszmarny Terminator i profanacja, a nie kontynuacja T2. Film bez choćby grama wyobraźni (nawet rozwiązanie na unicestwienie złego Terminatora okazało się być gorszą kopią Buntu Maszyn - czyli prawdziwego Terminatora 3!), atrakcyjnej strony wizualnej, elementów rozrywkowych, czegokolwiek o czym mógłbym wypowiedzieć się pozytywnie. To fatalnie napisany, wleczący się film o niczym, po którym nie wiem czy miałbym się cieszyć, smucić, czy czekać na więcej. Tim Miller udowodnił, że choćby nie wiem jak niezamierzoną parodią Terminatora był Terminator Genisys, mogło być jeszcze gorzej. I jest. Dobra robota, Tim.

Mocno naciągane 2/10 za Arnolda i kilka nut z soundtracku Brada Fidela do T2... Czyli ze względu na mój sentyment, bo tak naprawdę, powinno być 1/10.
5
The Dark Knight / Odp: Wrazenia po filmie
Ostatnia wiadomość przez LelekPL - 07 Listopad 2019, 08:15:46

Druga część serii o symbolice w trylogii Christophera Nolana. Tym razem na tapecie - Mroczny rycerz.
6
Offtopic / Odp: Konwenty Komiksowe i inne...
Ostatnia wiadomość przez LelekPL - 07 Listopad 2019, 07:31:35
Udało mi się wrzucić fotki z Łodzi na instagrama.


https://www.instagram.com/p/B4iHJ66FHCV/
i opis tego co tam znajdziecie:
CytujGarść fotek z "pięknego" miasta Łodzi 😜 Świetna wystawa "Świt bohaterów" lub Batmanowa jak kto woli z legitnymi gadżetami i kostiumami z filmów o @Batman (bo reszta bohaterów jest nieistotna 😜 ) kolejno na zdjęciach:
🦇 1. Pomnik z filmu #thedarkknightrises
🦇 2. Ja i cierpliwie znosząca moje tego typu debilizmy, najpiękniejsza żona @sztp_ 💕w drodze na wystawę
🦇 3. Najlepszy kostium najlepszego Batmana #ChristianBale 💯
🦇 4. #Batpod który miał swój debiut w #thedarkknight i na którym jeździła @annehathaway
🦇 5. #Photobomb z @madness_monica i kostiumem z #BatmanBegins
🦇 6. Szwagier @jerseychef05 , oryginalny kostium @michaelkeatondouglas 👏 i moja lipka 😘 robiące zdjęcie w odbiciu
🦇 7. Najlepszy #Bane od @tomhardy i jego wersja mini me czyli ja 😂
🦇 8. Najzabawniejszy przeciwnik Batmana - #MrFreeze w wersji @schwarzenegger "Let's kick some ICE" 🤣
🦇 9. #Joker taki jak w filmie z 1989 grany przez #JackNicholson
🦇 10. No i maska, którą nosił kultowy już #HeathLedger #whysoserious 🃏

Jest jeszcze dostępne instastory z pytaniami dla chętnych ;) https://www.instagram.com/stories/highlights/18112622752019119/
7
The Batman / Odp: Kto w obsadzie "The Batma...
Ostatnia wiadomość przez Leon Kennedy - 06 Listopad 2019, 10:06:14
Dla mnie ewentualny wybór Serkisa na Alfreda jest zaskakujący, ale i dość ciekawy. Farrella za to zawsze miło zobaczyć.
8
The Batman / Odp: Kto w obsadzie "The Batma...
Ostatnia wiadomość przez LelekPL - 06 Listopad 2019, 09:04:03
Andy Serkis i Colin Farrell w rozmowach o dołączeniu do obsady Batmana. Nie są to zaskakujące wybory bo obaj aktorzy mają dobrą relację ze studiem Warner Brothers. Zdecydowanie bardziej cieszy mnie dodanie Serkisa do obsady. Spodziewałem się, że Reeves da mu jakąś rolę, ale nie myślałem nigdy, że będzie to Alfred... a przecież to dość oczywisty wybór i wydaje się bardzo dobry. Colin Farrell to dobry aktor i może być ciekawym wyborem na Pingwina, takim bardziej realistycznym niż De Vito czy Meredith, aczkolwiek mam obawę, że wyjdzie z tego po prostu zwykły brytyjski gangster z filmu Guya Ritchiego.
9
Inne filmy i seriale / Odp: Ostatnio ogladalem...
Ostatnia wiadomość przez Night_Wing - 05 Listopad 2019, 18:40:46
"Hulu" nie psuje mrocznej, wręcz niezgłębionej, tajemniczej atmosfery serialowej serii "Castle Rock", którą stacja od dwóch lat produkuje. Tak właśnie było w pierwszym sezonie - a było nastrojowo, niepokojąco enigmatycznie. Świat małego ekranu w 2018 roku przyjął do siebie Castle Rock, małe prowincjonalne stephenkingowskie Miasteczko, w którym nic nie dzieje się bez przyczyny, gdzie negatywne, mroczne, ślepe siły, powodują, że nie nadaje się ono do życia dla ludzi, którzy chcą cieszyć się szczęśliwą, stateczną i spokojną egzystencją. Tak samo jak w pierwszym sezonie produkcji, w drugiej jej serii miasteczko ukazuje to przysłowiowe ,,swoje oblicze", gdy powraca po czasie (pierwszy sezon) lub zjawia się w nim rzekomo przypadkowo niby zwykła osoba. Aktualna seria odcinkowa "Castle Rock" opowiada o Annie Wilkes, skrywającej pod w miarę spokojną, stonowaną aparycją oraz pod fasadą bycia troskliwą matką cały wór mrocznych tajemnic, z których nic nie może wydostać się na ,,powierzchnię". Annie ląduje w stephenkingowskim mieście z czystej konieczności. Rozbija auto w wypadku, zresztą nawet z pierwszych minut nowej serii serialu wynika, że nigdy nie miała ona - i nie ma obecnie - stałego miejsca zamieszkania: razem z córką przemierza całe Stany Zjednoczone samochodem, używając fałszywych tablic rejestracyjnych. Annie, pracując dorywczo, jako pielęgniarka czy opiekun medyczny zmusza się do odwiedzania różnych miejscowości, przy czym pracuje pod fałszywymi nazwiskami, o czym jej córka nie ma pojęcia, aż do czasu.

Po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków aktualnej serii "Castle Rock", tak jak pisałem na początku mej wypowiedzi, podtrzymuję zdanie, że ten sezon ani nie powiela schematu i nic nie kopiuje w stosunku do pierwszej serii, lecz kontynuuje z odpowiednim napięciem i kreacją atmosfery ton i przesłanie poprzedniego sezonu. Castle Rock nosi w sobie tyle zła, że obarczanie winą Annie za to, co jej działania, zachowanie, wpasowanie się w rytm miejscowości, zainicjowały i poruszyły coś, co powinno być wciąż głęboko ukryte, nie ma sensu. Serialowa Annie Wilkes, niestety (albo i stety), nie jest tą samą, co w powieści i filmie o tym samym co pierwowzór książkowy tytule Stephena Kinga, "Misery". W "Castle Rock" Annie odsłania powoli naturę swego wewnętrznego Ja; ciężko stwierdzić, czy cierpi ona na stany psychotyczne, urojenia, schizofrenię i inne choroby psychiczne - opowiadają się za tym: stos lekarstw, które przyjmuje, gdy przeważnie je kradnie korzystając z faktu bycia pielęgniarką, i po części jej zachowanie plus mowa ciała. A może jest ona na tyle przeciętna, że ta ,,przeciętność", to tylko celowo stworzona tożsamość dla jej niestabilne ,,psychopatycznego Ja", dla którego nawet jej własna córka jest zakładniczką lub tylko towarzyszką.  Ciekawy w drugim sezonie jest również wątek Somalijczyków - rodzeństwa wychowywanego w białej rodzinie, oraz Somalijczyków, jako mniejszości, która po konfliktach w swoim kraju osiedliła się w Castle Rock, by zacząć nowe życie i marzyć o lepszej przyszłości dla własnych rodzin.


Po dwóch początkowych epizodach, drugi sezon "Castle Rock" oceniam na 8,5/10

Trailer do drugiego sezonu serialu poniżej:

10
Joker / Odp: Joker (Todd Phillips)
Ostatnia wiadomość przez Leon Kennedy - 04 Listopad 2019, 19:59:07
Powiedział, nie powiedział, a miliard będzie!!! Niezła jazda 😋
Strony1 2 3 ... 10