19 Styczeń 2020, 17:32:07

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.

Wiadomości - Night_Wing

1
"Wiedźmin" od Netflixa na razie odłożony. Za beletrystykę Sapkowskiego, w której główną rolę odgrywa Geralt z Rivii, co podejrzewam, w ogóle się nie zabiorę. Tego podgatunku fantastyk w literaturze nie spełnia moich wymagań, dla tej prawdziwej ,,fantastyki" z mojego punktu widzenia, którą czytam bardzo rzadko, ale jednak to robię(dla każdego i tak będzie to odmienny wybór). Trylogia "Władca Pierścieni" i "Hobbit", "Narrenturm" Sapkowskiego oraz "Ja, Inkwizytor" Jacka Piekary, to będące symbolem fantastyki, z mitycznymi, baśniowymi krainami itp., stanowiące jej kanon tytuły. Przynajmniej dla mnie, a może wielu innych osób też... Kto wie.

A wracając do netflixowskiego "Wiedźmina", czy jest logicznym, aby w ogóle oglądać serial, gdy nie ma się ochoty czytać "Wiedźmina", ani w niego grać, a ma się za sobą doświadczenie z literaturą, którą wyżej wymieniłem? Jak myślicie?
2
Posłużę się powyższą listą zestawienia oczekiwanych kinowych produkcji na 2020 rok, od użytkownika "LelekPL", jako źródło wielu przykładów; filmy z listy forumowicza kojarzę dość dobrze, jednak nie chce mi się szukać pozycji po zakamarkach ,,internetów". Oto i lista najistotniejszych dla mnie, najbardziej wyczekiwanych i zaspokajających moje popkulturowe zapotrzebowania kinowych obrazów na 2020 rok; od najbardziej do najmniej wyczekiwanych w top 20:

1) Venom 2 (o ile będzie to październik 2020; o filmie informacji większych brak)
2) Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)
3) Tenet
4) Ciche miejsce 2
5) Eternals
6) Godzilla vs Kong
7) The New Mutants
8 ) Free Guy
9) Wonder Woman 1984
10) Black Widow
11) The Conjuring: The Devil Made Me Do It
12) 1917 (polska premiera obrazu 24 stycznia 2020 roku)
13) James Bond 007. No time To Die
14) Naprzód
15) Głębia strachu
16) Doktor Dolittle
17) Ghostbusters: Afterlife
18) SpongeBob Film: Na ratunek
19) Fast & Furious 9
20) Scooby-Doo!

3
Inne filmy i seriale / Odp: MOJE ULUBIONE FILMY
04 Styczeń 2020, 11:39:07
"Vanishing Point", to film, którego fanom kina pościgowego, z elementami dramatu tzw. kina drogi, szczególnie polecać nie trzeba. Produkcja swą premierę miała w 1971 roku, jednak to jak ją zrealizowano, sprawia, że wciąż jest ona aktualna. Głównym bohaterem dramatu jest Kowalski - i nie jest to Polak, lecz ktoś z takim nazwiskiem... ot tak - fabuła filmu tego nie wyjaśniała. Mężczyzna musi przewieźć podrasowane sportowe, pięknie wyprofilowane auto przez kilka Stanów w USA, aż do Kalifornii. Nie wiadomo dlaczego tak się spieszy z tą swoją robotą, gdyż z samej historii filmu dowiadujemy się, że ma on sporo czasu w zapasie, aby dostarczyć sprzęt na miejsce. Kowalski to człowiek buntu. Nic nie robi sobie z łamania zasad społecznych i w ogóle prawa drogowego; robi tego na tyle dużo, że ,,normalny człowiek" postawiony w jego sytuacji, nie mający nic światu do udowodnienia, tak by nie postępował. Mało tego, skoro trzeba dostarczyć wóz do Kalifornii, Kowalski powinien zrobić to starannie, dbając o stan białego Dodge'a Challengera 440 R/T. Bardzo specyficzny jest koniec filmu, sam nie wiem czy adekwatny do tego typu dramatycznego, refleksyjnego gatunku ,,kina drogi", które to dopiero poznaję. Bohater, renegat własnego losu, społeczny wykolejeniec
Spoiler: ShowHide
 w ostatniej krótkiej scenie filmu popełnia samobójstwo
. Trzeba przyznać, że szeroko ekranowe ujęcia, w których pędzący w białym wozie Kowalski jest ledwo widoczny na tle rozległego spłaszczonego krajobrazu, wyglądają niesamowicie. Obiektyw szerokokątny zrobił tu niemożebną, elegancką robotę! Jego efekt kontrastuje z ujęciami z bliska - z różnymi planami zdjęciowymi i ułożeniami kamery w pojeździe, lub gdzieś na nim.



Pierwszy raz widzę tak specyficzny film jak "Vanishing Point". To obraz z 1971 roku. Niedługo filmowi stuknie 50 lat, a temat i sposób jego realizacji w każdym aspekcie wciąż jest aktualny! Film oceniam na: 7/10
4
Jak to mój dobry znajomy, ze specyficznym rysem cynizmu i nihilizmu w swym humorze, podkreślił ostatnio jakże dosadnie ostatnio na Facebooku, odnośnie najnowszej produkcji Netflixa, "Wiedźmin", z nutą odpowiednio dostosowanego żartu, pisząc: ,,Jest Wiedźmin, to i jest Paździo-Wiedźmin"; podkreśla to niżej zamieszczone zdjęcie, które skopiowałem z jego posta.



Nadejdzie i taki czas, że i ja zabiorę się za netflixowskiego "Wiedźmina". Póki co Uniwersum tego, w którym obraca się Wiedźmin kompletnie nie znam - ani w grach, ani w książkach (grało się sporadycznie na PC w "Wiedźmina 2" i "Wiedźmina 3: Dziki Gon" u kumpla, ale to ,,tyle w temacie").
5
Inne filmy i seriale / Odp: Ostatnio ogladalem...
27 Grudzień 2019, 22:14:08
"Toy Story 4", piękny, ale i hiperrealny, szczegółowy z mistrzowskim oddaniem drobiazgów tworzących rzeczywistość, film animowany od Pixar Animation Studios i Disneya. Oglądany w jakości Blu-Ray, na płycie w tym formacie zapisu, którą kupiłem w MediaMarkt. Seans z "Toy Story 4", to przygoda, która połyka nostalgię, wywołując ciepło na serduchu fana, znającego pierwszą część serii animacji z ery VHS i małych wypukłych telewizorów a. k. a. kineskopiaków, aż miło. Dodajmy do tego niezapomniany baśniowy morał, i te postacie: Chudy, Buzz, Rex i inni, a czar przeżyć nawiedzi nas w niesamowity, ba,najmniej spodziewany, sposób. Jak dla mnie oceniam "Toy Story 4" na: 9/10
6
Cytat: szymqw2 w 21 Grudzień  2019, 13:49:28Moim zdanie nie jest tak zbudowany. Osobiście czytałem sagę, opowiadania, sezon burz, grałem w gry i pierwsze dwa odcinki jeśli chodzi o adaptacje opowiadań to straszna masakra. Widać inspiracje Grą o Tron gdyż narracja jest prowadzona wielowątkowo i na różnych płaszczyznach czasowych jednak sprowadza to Wiedźmina do bycia postacią drugoplanową we własnym serialu bo trzeba zrobić miejsce na wyjaśnianie masy rzeczy które nie koniecznie wydają się potrzebne. Starczy powiedzieć że opowiadanie Kraniec Świata trwa 4 sceny czyli może jakieś 10 min i to cały czas pokazywania nam Geralta z Rivi głównego bohatera. Plus jeśli się nie czytało tych opowiadań to nic nie jest prowadzone i wątki z opowiadań wydają się wplecione na siłę bo z jednej strony mamy ważne polityczne wydarzenie a z drugiej jakiś siwy dziad leje jakiś ludzi którzy nie mają znaczenia dla większej sprawy. Bo okazuje się że poważna polityczna intryga nie zgrywa się dobrze z przygodami łowcy potworów który nie chce mieć z polityką do czynienia.

Miło na fanowsko-geekowskim serduchu odczuć jest, że ktoś w taki sposób wyraża swoje opinie i obiekcje odnośnie "Wiedźmina" od Netflixa. W serialu urzeka mnie jego mroczno-baśniowa, z pierwiastkiem grozy, strona narracji obrazem (efekty specjalne w tym scenografia, CGI i inne, oraz kostiumy) i grą aktorów (odpowiednia do tematyki Uniwersum kreacja postaci); sugeruję się tym, poprzez zapowiedzi do produkcji, które widziałem. Prawdopodobnie zdecyduje się na obejrzenie serialu, na tyle, że kiedyś za ,,hen, hen daleko czas" przeczytam dwie pierwsze powieści ze świata Wiedźmina, a może, kto wie, ich cały zbiór. Jednak prędzej kupiłbym grę video: "Wiedźmin 3: Dziki Gon" na Nintendo Switch, dopiero później zająłbym się książkową stroną Sagi.
7
Dla nigdy nieczytającego, a zatem nieznającego Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego, mało tego, dla nie grającego w żadne wiedźminowskie gry video, osobnika, opłaca się (choć to dziwne pytanie) w jakimkolwiek stopniu zacząć oglądać "The Witcher" od Netflixa? Baśniowo-mroczny, mistyczny, mocno enigmatyczny, z charakterystyczną głęboką mitologią trailer produkcji przyciąga moje gusta, i to mocno, mimo braku oparcia wiedzą z Uniwersum Wiedźmina. Czy serial jest tak skonstruowany, że dla niezorientowanego w tym konkretnym świecie popkulturowego geeka, będzie można go śmiało doświadczyć, bo przedstawi on Wiedźmina, jego Uniwersum, i wszystkie najważniejsze elementy, mogące zachęcić w przyszłości do sięgnięcia po wiedźminowskie powieści i gry video?
8
Osobiście bardzo cenię sobie "Justice League", i nawet nie wiem do końca dlaczego; Joss Whedon zepsuł ten film na tyle, że paradoksalnie zrobił go na pompatyczne, wylewające z siebie masę energii dzieło, której towarzyszy niepoukładana fabuła i te dziwnie posklecane wątki, a mimo wszystko widowisko to i tak zrobiło na mnie solidne wrażenie. "MCU" w realiach wielko-ekranowych oferuje zupełnie co innego niż macierz kina "DC". Różnice są aż nazbyt widoczne, jeśli porównać np. "Justice League" i "Avengers". "Justice League" było czymś absolutnie nowym, dziwnie odmiennym, prawie że genialnie odmiennym w stosunku do obrazów kina "MCU", stąd w jakimś stopniu wpływ tego zjawiska na odbiór i ocenę filmu "Justice League". Z drugiej strony, według mnie, Whedon ani trochę nie powinien maczać swych tłustych paluchów w dzieło Snydera; na "Ligę Sprawiedliwości" Zacka poszedłbym do kina nawet kilka razy, gdyby wyemitowano w najbliższej przyszłości "Justice League: The Snyder Cut". Proste... Tymczasem poluję na zniżki cen dla "Justice League" w zapisie Blu-Ray 4k. 65 calowy OLED "LG E8", stosowny odtwarzacz 4k od "SONY" - do oglądania tej wersji niezrozumianego przez fanów klasyku nowego kina DC mam odpowiednie warunki. I tak, możecie uznać to za jakąś dewiację, jestem w stanie zapłacić za dysk Blu-Ray 4k "Justice League" około 100-130zł.

W sobotę pierwszy raz obejrzę na dysku Blu-Ray, "Wonder Woman" z 2017 roku. Nareszcie. :D
9
Joker / Odp: Joker (Todd Phillips)
21 Listopad 2019, 18:38:32
Oglądając "Jokera" od Todda Phillipsa, poczułem się jakby - choć to zupełnie inna kategoria gatunkowa filmu - wszystkie obrazy kinowe adaptujące w mniejszy bądź większy sposób komiksowe Uniwersa, czy to Marvela, DC i inne, które do tej pory widziałem, przetarto starą, zużytą ścierą i papierem ściernym potem na dokładkę. "Joker", to obraz absolutny, odrębny. A to, czy świat gotowy jest na sequel tej produkcji, to konfliktowa i trudna kwestia i zagwozdka zarazem. Najistotniejsze jest to, kto spośród klasycznych postaci komiksowego Uniwersum DC w sequelu by się pojawił, i jak przedstawiono by ją lub je w stylu i konwencji gatunku, które widzieliśmy w "Jokerze". Nie zapomnijmy o samym ,,żartownisiu" Arthurze Flecku a.k.a. Joker, którego idea w filmie rozgrzała całe Gotham. Miłośnicy komiksowych światów zapewne chcieliby ujrzeć klasyczną już konfrontację ,,klauna wśród zbrodniarzy" z Mrocznym Rycerzem Gotham City; ale, jak to przedstawić przy zachowaniu tonu opowiadania historii filmu, podobnego do "Jokera" Phillipsa?
10
Opowiadanie historii w mocnym, niepowtarzalnym, nieprzesadzonym, nieprzerysowanym stylu. Taki zdaje się być - a osądzimy to jak film obejrzymy - główny atut gangsterskiego obrazu Martina Scorsese pt. "Irlandczyk",debiutującego 22 listopada na platformie Netflixa. Nie chcę wychodzić zbyt w przód z zapewnieniami i opiniami wobec tej produkcji, ale czy według Was będzie to dzieło godne oskarowych klasyków tego gatunku?

Finalny trailer "Irlandczyka" w youtubeowskim odnośniku:

11
Inne filmy i seriale / Odp: Terminator
10 Listopad 2019, 21:48:18
"Terminator: Dark Fate" jest filmem, który da się lubić, lecz nie do przesady. Po obejrzeniu produkcji w wysoce imersyjnym formacie "IMAX", gdzie wszystko czego się doświadcza - nawet masa głupich reklam emitowanych przed głównym widowiskiem - wydaje się być na tyle niesamowite, że wręcz wylewa się z ekranu, jestem zdania, że strona graficzno-wizualizacyjna filmu zagrała jak należy. Można przyjąć założenie - choć pewnie wiedzą to tylko twórcy - że "Dark Fate" został stworzony, aby obejrzeć go w technologii IMAX, głównie ze względu na fakt, że panoramiczny szerokoekranowy obraz z niebotyczną ilością szczegółów i tą zaawansowaną rozdzielczością, gdzie wszystko, co widzimy na IMAXowym ekranie wygląda w zupełnie innej, nieosiągalnej dla innych formatów skali: światło, cień, ruch, efekt montażu itp. Wizualizacje skomplikowanej przemiany fizycznej Terminatora Rev-9, ze swojej fluidowej, płynnej formy do ,,proto-ludzkiej" i na odwrót, oraz inne związane z tym procesy (pięknie uwydatniona nanotechnologia, materia programowalna); skakanie cyberzabójcy, jak zwykle z przyszłości, po ścianach; genialnie zrealizowana, dynamiczna, pięknie zmontowana iście ,,cameronowska", jednak powtarzalna ze względu na podobny do "Terminator: Dzień Sądu (1991)" motyw, sekwencja pościgowa z ciężarówką z dużym spychaczem zamontowanym na przodzie pojazdu, za którym siedział Rev-9, i która to goniła ekipę Grace - to tylko kilka przykładów, które potwierdzają, jak płynnie zadziałała mnogość efektów CGI dostosowanych do rozdzielczości taśmy IMAX dla "Terminator: Dark Fate". Jeśli czegoś nie zauważyłem, bo oglądając ów obraz, momentami nie dało się skupić uwagi na wszystkim, a niekiedy znowu film się bardzo wydłużał, co jest jego wadą - ach ta zmienność tempa - to mogło być tak, że sam format IMAX potrafił te niedoskonałości zamarkować.

Aberracji tudzież minusów w fabule filmu było całe multum. Wymienię tylko najważniejsze:


- Która wersja T-800 zabiła Johna Connora w początkowych momentach filmu; rozchodzi się o retrospekcję starszej wersji Sarah? Nie sądzę do końca by było to T-800 a.k.a. Carl

- Śmierć Rev-9 w filmie została katastrofalnie, jak dla mnie, rozpisana, bo tego inteligentnego cyberzabójcy nie dało się w żaden konwencjonalny sposób zniszczyć. Tylko skrajne zmienne: temperatura lub ciśnienie mogłyby zdestabilizować tworzące go inteligentne nanity, wykonane z metalu mimetycznego w wersji 2.0 lub czegoś, czego nauka roku 2020 nie zna. Gdyby zabójcę Rev-9, będącego w całej swej okazałości, wraz z najmniejszą molekułą spójnie w tym samym czasie, potraktować np. bardzo niską temperaturą w okolicy zera absolutnego, zablokowano by wtedy reakcje zachodzące w fizycznej formie tego cyberzabójcy. Materia programowalna zostałaby zniszczona, wraz z teoretycznym centrum Sztucznej Inteligencji. Pole elektromagnetyczne, jak było w filmie, które wydzielał reaktor torowy Rev-7 (Grace), nie powinno zniszczyć głównego antagonisty produkcji, a czy tak się stało naprawdę. Pytania się mnożą, oj mnożą. "Dark Fate" miał potencjał dla Uniwersum na jeszcze kilka filmów z cyklu, bo przynajmniej ten aspekt - śmierć Rev-9 - powinno się kiedyś wyjaśnić. Z drugiej strony, chyba nikt nie uratowałby tej gmatwaniny powstałej po szóstym z cyklu "Terminatorze"; gmatwaniny osi fabuły dużo gorszej, niż po "Terminator: Genisys".

- Kobiety jako bohaterki zagrały ciekawie, ,,z jajem"; Mackenzie Davis powinna zostać wykorzystana dużo wcześniej w Terminatorze - jej wzrok, aparycja, upór, który emanuje z całego jej jestestwa, z niemożliwą siłą, przyciąga wzrok i działa pobudzająco, tak, że chce się aktorkę tę, w filmach akcji, oglądać i oglądać. Bohaterki takiej jak Dani Ramos nie powinno w ogóle w "Dark Fate" być - aktorka, która się w nią wcielała, nie spełniała oczekiwań. Przezierała przez nią jakaś dziwna przeciętność. To co pokazała jako Dani, nie przekonuje widza do tego stopnia, aby ktoś taki mógłby być liderem ,,ludzkości" przeciwko ,,Legionowi" a nie ,,Skynetowi" w fabule osi czasu Uniwersum Terminatora. Tak to jest z budowaniem fabuły z zawiłościami czasowo-przestrzennym w tle. Naważyli sobie tego bigosu, oj naważyli... 


Podsumowując, dla "Terminator: Dark Fate" należna jest ocena: 7/10, lecz nie więcej. Minusy, lecz tylko niektóre, które o tym zdecydowały, wypunktowano wyżej. Film do obejrzenia tylko w formacie "IMAX".
12
Inne filmy i seriale / Odp: Ostatnio ogladalem...
05 Listopad 2019, 18:40:46
"Hulu" nie psuje mrocznej, wręcz niezgłębionej, tajemniczej atmosfery serialowej serii "Castle Rock", którą stacja od dwóch lat produkuje. Tak właśnie było w pierwszym sezonie - a było nastrojowo, niepokojąco enigmatycznie. Świat małego ekranu w 2018 roku przyjął do siebie Castle Rock, małe prowincjonalne stephenkingowskie Miasteczko, w którym nic nie dzieje się bez przyczyny, gdzie negatywne, mroczne, ślepe siły, powodują, że nie nadaje się ono do życia dla ludzi, którzy chcą cieszyć się szczęśliwą, stateczną i spokojną egzystencją. Tak samo jak w pierwszym sezonie produkcji, w drugiej jej serii miasteczko ukazuje to przysłowiowe ,,swoje oblicze", gdy powraca po czasie (pierwszy sezon) lub zjawia się w nim rzekomo przypadkowo niby zwykła osoba. Aktualna seria odcinkowa "Castle Rock" opowiada o Annie Wilkes, skrywającej pod w miarę spokojną, stonowaną aparycją oraz pod fasadą bycia troskliwą matką cały wór mrocznych tajemnic, z których nic nie może wydostać się na ,,powierzchnię". Annie ląduje w stephenkingowskim mieście z czystej konieczności. Rozbija auto w wypadku, zresztą nawet z pierwszych minut nowej serii serialu wynika, że nigdy nie miała ona - i nie ma obecnie - stałego miejsca zamieszkania: razem z córką przemierza całe Stany Zjednoczone samochodem, używając fałszywych tablic rejestracyjnych. Annie, pracując dorywczo, jako pielęgniarka czy opiekun medyczny zmusza się do odwiedzania różnych miejscowości, przy czym pracuje pod fałszywymi nazwiskami, o czym jej córka nie ma pojęcia, aż do czasu.

Po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków aktualnej serii "Castle Rock", tak jak pisałem na początku mej wypowiedzi, podtrzymuję zdanie, że ten sezon ani nie powiela schematu i nic nie kopiuje w stosunku do pierwszej serii, lecz kontynuuje z odpowiednim napięciem i kreacją atmosfery ton i przesłanie poprzedniego sezonu. Castle Rock nosi w sobie tyle zła, że obarczanie winą Annie za to, co jej działania, zachowanie, wpasowanie się w rytm miejscowości, zainicjowały i poruszyły coś, co powinno być wciąż głęboko ukryte, nie ma sensu. Serialowa Annie Wilkes, niestety (albo i stety), nie jest tą samą, co w powieści i filmie o tym samym co pierwowzór książkowy tytule Stephena Kinga, "Misery". W "Castle Rock" Annie odsłania powoli naturę swego wewnętrznego Ja; ciężko stwierdzić, czy cierpi ona na stany psychotyczne, urojenia, schizofrenię i inne choroby psychiczne - opowiadają się za tym: stos lekarstw, które przyjmuje, gdy przeważnie je kradnie korzystając z faktu bycia pielęgniarką, i po części jej zachowanie plus mowa ciała. A może jest ona na tyle przeciętna, że ta ,,przeciętność", to tylko celowo stworzona tożsamość dla jej niestabilne ,,psychopatycznego Ja", dla którego nawet jej własna córka jest zakładniczką lub tylko towarzyszką.  Ciekawy w drugim sezonie jest również wątek Somalijczyków - rodzeństwa wychowywanego w białej rodzinie, oraz Somalijczyków, jako mniejszości, która po konfliktach w swoim kraju osiedliła się w Castle Rock, by zacząć nowe życie i marzyć o lepszej przyszłości dla własnych rodzin.


Po dwóch początkowych epizodach, drugi sezon "Castle Rock" oceniam na 8,5/10

Trailer do drugiego sezonu serialu poniżej:

13
Inne filmy i seriale / Odp: Terminator
21 Październik 2019, 17:53:55
Wszystko na to wskazuje, że "Terminator: Dark Fate" naprawdę wyśmienicie otworzy ostatnie 2 miesiące kinowego anno domini 2019. Nowy materiał do filmu - nowe sceny, dające w rezultacie wydłużony trailer w kategorii wiekowej + 18, zresztą dla tej grupy wiekowej film będzie przeznaczony - tylko potwierdza pozytywne fluktuacje, które najnowszy Terminator przyniesie. Jeszcze kilka miesięcy temu byłem z natury sceptycznie nastawiony do obrazu Tima Millera. Zdjęcia z planu, aktorzy, nowe postacie itp. Gdy obejrzałem wszystkie zapowiedzi do "Dark Fate", i to kilkukrotnie, potrafiłem zmienić nastawienie do dzieła, jak i do całej ,,kultury terminatorowej". To idzie wielkimi krokami, film wywrze pozytywne wrażenie na ogółu widzów. Nie wiem jednak, jak przyjmą obraz zaciekli miłośnicy Terminatora. "Dark Fate" zapewne nie zarobi wielkich pieniędzy, nie podbije okołomiliardowych pozycji w globalnym Box Office. To będzie bardzo dynamiczne, szybkie widowisko, bez zbędnej dramy i melodramatycznego pitu-pitu. I tego oczekuję od Tima Millera i Jamesa Camerona.

Zapewne trailer + 18 do "Dark Fate" widzieliście forumowicze? Jak nie to wrzucam poniżej.

14
Joker / Odp: Joker (Todd Phillips)
14 Październik 2019, 18:16:21
Seans "Jokera" nie należał do najłatwiejszych emocjonalnie. Główny bohater, którego uwydatniły na przestrzeni całego filmu piękne zbliżenia kamery z obiektywem szerokokątnym, krwawił tylko dla siebie, chciał być inny, chciał czuć smutek, żal, zgorszenie w swoim własnym psychicznym zaciszu. Bo to właśnie ta interpretacja Uniwersum DC Comics od Todda Philipsa emocjonalnie zwycięża pod każdym względem. Sęk w tym, że po obejrzeniu "Jokera" - a nie było to zwykłe oglądnięcie, tylko uczuciowo-egzystencjalne wyobcowanie, pewna odrębność, wręcz katharsis - poczułem się nie tyle co przytłoczony, ale w sposób niezrozumiały dla mnie, szczęśliwy. Nie wiem, jak definiować normalność, bo sam Arthur Fleck - nasz ,,żartowniś" - podkreślał jej znaczenie w oparciu o subiektywizm, dlatego nie mogę ustatkować pewnej decyzji, czy normalnym jest bycie zadowolonym do stopnia wynaturzonego szczęścia wpisanego na twarzy, po obejrzeniu "Jokera"? Czy jest to satysfakcja spowodowana świadomością, którą wbił mi do głowy Arthur Fleck, że w dzisiejszym rozpędzonym, zdeprawowanym świecie, w którym jesteśmy dla innych niezauważalni, szaleństwo jest na równi w cenie co normalność? Tajemnicą tego filmu jest podłoże osobowościowe Flecka - to, co sprawiło, że, jak to się mówi, ,,jest jaki jest". Czy jest on psychopatą, z głęboko zakorzenioną, pielęgnowaną od dzieciństwa zmianą patologiczną, czy jednak powinno przypiąć mu się łatkę chorego psychicznie człowieka, schizofrenika, na co wskazywałoby
Spoiler: ShowHide
 wyobrażenie sobie ułożonego przez Adama życia z sąsiadką z bloku, w którym mieszkał?



Nota dla "Jokera" jest niewystarczająca, aby określić fenomenalną podróż zbłądzonego psychicznie, udręczonego przez los - choć natura Arthura nadal jest skryta pod warstwą enigmy - człowieka, którą uraczył nas Todd Philips. Skala ocen od 1 do 10 jest tu niewystarczająca; skoro skala to skala, wystawię "Jokerowi" ocenę: 10/10.
15
"Przedziwna Planeta Ziemia" od National Geographic Channel, to 10-odcinkowy serial dokumentalny, tak barwny, impresyjny, tak ukazujący w niezaprzeczalnie widowiskowy sposób piękno życia na Ziemi, że nie da się nie polecić tej produkcji każdemu widzowi uwielbiającemu materiały dokumentalne, głównie omawiające zjawiska przyrodnicze zachodzące na trzeciej od Słońca, położonej w strefie przyjaznej życiu, planecie. Serial zrealizowano w oparciu o zastosowanie drobiazgowo dokładnych technik pracy kamery, manipulacji obiektywem, przysłonami, i to czasami w zjawiskowym tempie - w szczególności ujęć w mikroskali, gdzie wchodzimy w ten świat, zanurzamy się w niego, jakbyśmy byli jego składową, oraz makroskali, łączącymi się płynnie z wizualizacjami graficznymi, które ukazują procesy fizyczne i biochemiczne w zupełnie innym świetle. Serial omawia najważniejsze aspekty życia na Ziemi, z perspektywy istoty ludzkiej, obywatela planety, który powinien docenić piękno błękitnego ciała niebieskiego, na którym egzystuje. Każdy z 10 epizodów produkcji zatytułowany jest nazwą określonego zjawiska / aspektu charakterystycznego dla Ziemi, wiążącego z nią egzystencję człowieka. Ważny jest tu punkt widzenia astronautów, którzy są stałym wątkiem każdego odcinka. Omawiają oni - pod względem emocjonalnym, uczuciowym, intymnie metafizycznym, ograniczając naukowo-techniczne zjawiska - z ich położenia, jako specjaliści, którzy zawieszeni 400 km nad kulistą wypukłością Ziemi spędzili w przestrzeni kosmicznej na MSK setki dni, każde z takowych zjawisk. Bo patrząc się w dół, na olbrzymią, będącą teatrem życia, naszą cudowną planetę, opiekunkę i nasz dom, astronauci ci widzą rzeczywistość w zupełnie innej skali, traktując wtedy samo życie i różne jego aspekty z wyjątkową rezerwą, respektem, a Ziemię, jako coś o innej kategorii egzystencji. Warto dodać, że gospodarzem serialu jest Will Smith, który stanowi jedną z linii narracji. Wprowadza oglądających w temat i stanowi coś na miarę pomostu łączącego historie przedstawiane przez astronautów z omawianym ziemskim zjawiskiem itp. Tworzy się z tego charakterystyczna emocjonalna esencja, którą ,,doprawia" przedstawienie sylwetek astronautów - obywateli kosmosu, od klatki piersiowej w górę, na czarnym tle, w szarych zciszonych, nostalgicznych barwach. To najpiękniejszy serial dokumentalny jakiego doświadczyłem w życiu, ze względu na montaż, wybór pleneru do zdjęć, same zdjęcia i praca kamery: efekty kadrowania, ujęcia - kontrast mikro i makroskali, oraz ze względu na niesamowite piękno opowiadania zamierzeń każdego z odcinków samym tylko obrazem... Nieprawdopodobne, brawurowe! Jednak minusem, ale dość nikłym "Przedziwnej Planety Ziemi" jest opieranie jednej ścieżki narracji serialu na postaci hollywoodzkiej gwiazdy, Willa Smitha. Wiedza nie była tutaj atutem, nie wypływały stąd niewiadomo jak zatrważające i szokujące informacje czy kłębowisko danych. Produkcji wystawiam więc ocenę: 9/10

Polecam serial każdemu. Czyste emocjonalne piękno. Spieszmy się szanować Ziemię!