15 Grudzień 2019, 03:24:44

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.

Wiadomości - Night_Wing

1
Osobiście bardzo cenię sobie "Justice League", i nawet nie wiem do końca dlaczego; Joss Whedon zepsuł ten film na tyle, że paradoksalnie zrobił go na pompatyczne, wylewające z siebie masę energii dzieło, której towarzyszy niepoukładana fabuła i te dziwnie posklecane wątki, a mimo wszystko widowisko to i tak zrobiło na mnie solidne wrażenie. "MCU" w realiach wielko-ekranowych oferuje zupełnie co innego niż macierz kina "DC". Różnice są aż nazbyt widoczne, jeśli porównać np. "Justice League" i "Avengers". "Justice League" było czymś absolutnie nowym, dziwnie odmiennym, prawie że genialnie odmiennym w stosunku do obrazów kina "MCU", stąd w jakimś stopniu wpływ tego zjawiska na odbiór i ocenę filmu "Justice League". Z drugiej strony, według mnie, Whedon ani trochę nie powinien maczać swych tłustych paluchów w dzieło Snydera; na "Ligę Sprawiedliwości" Zacka poszedłbym do kina nawet kilka razy, gdyby wyemitowano w najbliższej przyszłości "Justice League: The Snyder Cut". Proste... Tymczasem poluję na zniżki cen dla "Justice League" w zapisie Blu-Ray 4k. 65 calowy OLED "LG E8", stosowny odtwarzacz 4k od "SONY" - do oglądania tej wersji niezrozumianego przez fanów klasyku nowego kina DC mam odpowiednie warunki. I tak, możecie uznać to za jakąś dewiację, jestem w stanie zapłacić za dysk Blu-Ray 4k "Justice League" około 100-130zł.

W sobotę pierwszy raz obejrzę na dysku Blu-Ray, "Wonder Woman" z 2017 roku. Nareszcie. :D
2
Joker / Odp: Joker (Todd Phillips)
21 Listopad 2019, 18:38:32
Oglądając "Jokera" od Todda Phillipsa, poczułem się jakby - choć to zupełnie inna kategoria gatunkowa filmu - wszystkie obrazy kinowe adaptujące w mniejszy bądź większy sposób komiksowe Uniwersa, czy to Marvela, DC i inne, które do tej pory widziałem, przetarto starą, zużytą ścierą i papierem ściernym potem na dokładkę. "Joker", to obraz absolutny, odrębny. A to, czy świat gotowy jest na sequel tej produkcji, to konfliktowa i trudna kwestia i zagwozdka zarazem. Najistotniejsze jest to, kto spośród klasycznych postaci komiksowego Uniwersum DC w sequelu by się pojawił, i jak przedstawiono by ją lub je w stylu i konwencji gatunku, które widzieliśmy w "Jokerze". Nie zapomnijmy o samym ,,żartownisiu" Arthurze Flecku a.k.a. Joker, którego idea w filmie rozgrzała całe Gotham. Miłośnicy komiksowych światów zapewne chcieliby ujrzeć klasyczną już konfrontację ,,klauna wśród zbrodniarzy" z Mrocznym Rycerzem Gotham City; ale, jak to przedstawić przy zachowaniu tonu opowiadania historii filmu, podobnego do "Jokera" Phillipsa?
3
Opowiadanie historii w mocnym, niepowtarzalnym, nieprzesadzonym, nieprzerysowanym stylu. Taki zdaje się być - a osądzimy to jak film obejrzymy - główny atut gangsterskiego obrazu Martina Scorsese pt. "Irlandczyk",debiutującego 22 listopada na platformie Netflixa. Nie chcę wychodzić zbyt w przód z zapewnieniami i opiniami wobec tej produkcji, ale czy według Was będzie to dzieło godne oskarowych klasyków tego gatunku?

Finalny trailer "Irlandczyka" w youtubeowskim odnośniku:

4
Inne filmy i seriale / Odp: Terminator
10 Listopad 2019, 21:48:18
"Terminator: Dark Fate" jest filmem, który da się lubić, lecz nie do przesady. Po obejrzeniu produkcji w wysoce imersyjnym formacie "IMAX", gdzie wszystko czego się doświadcza - nawet masa głupich reklam emitowanych przed głównym widowiskiem - wydaje się być na tyle niesamowite, że wręcz wylewa się z ekranu, jestem zdania, że strona graficzno-wizualizacyjna filmu zagrała jak należy. Można przyjąć założenie - choć pewnie wiedzą to tylko twórcy - że "Dark Fate" został stworzony, aby obejrzeć go w technologii IMAX, głównie ze względu na fakt, że panoramiczny szerokoekranowy obraz z niebotyczną ilością szczegółów i tą zaawansowaną rozdzielczością, gdzie wszystko, co widzimy na IMAXowym ekranie wygląda w zupełnie innej, nieosiągalnej dla innych formatów skali: światło, cień, ruch, efekt montażu itp. Wizualizacje skomplikowanej przemiany fizycznej Terminatora Rev-9, ze swojej fluidowej, płynnej formy do ,,proto-ludzkiej" i na odwrót, oraz inne związane z tym procesy (pięknie uwydatniona nanotechnologia, materia programowalna); skakanie cyberzabójcy, jak zwykle z przyszłości, po ścianach; genialnie zrealizowana, dynamiczna, pięknie zmontowana iście ,,cameronowska", jednak powtarzalna ze względu na podobny do "Terminator: Dzień Sądu (1991)" motyw, sekwencja pościgowa z ciężarówką z dużym spychaczem zamontowanym na przodzie pojazdu, za którym siedział Rev-9, i która to goniła ekipę Grace - to tylko kilka przykładów, które potwierdzają, jak płynnie zadziałała mnogość efektów CGI dostosowanych do rozdzielczości taśmy IMAX dla "Terminator: Dark Fate". Jeśli czegoś nie zauważyłem, bo oglądając ów obraz, momentami nie dało się skupić uwagi na wszystkim, a niekiedy znowu film się bardzo wydłużał, co jest jego wadą - ach ta zmienność tempa - to mogło być tak, że sam format IMAX potrafił te niedoskonałości zamarkować.

Aberracji tudzież minusów w fabule filmu było całe multum. Wymienię tylko najważniejsze:


- Która wersja T-800 zabiła Johna Connora w początkowych momentach filmu; rozchodzi się o retrospekcję starszej wersji Sarah? Nie sądzę do końca by było to T-800 a.k.a. Carl

- Śmierć Rev-9 w filmie została katastrofalnie, jak dla mnie, rozpisana, bo tego inteligentnego cyberzabójcy nie dało się w żaden konwencjonalny sposób zniszczyć. Tylko skrajne zmienne: temperatura lub ciśnienie mogłyby zdestabilizować tworzące go inteligentne nanity, wykonane z metalu mimetycznego w wersji 2.0 lub czegoś, czego nauka roku 2020 nie zna. Gdyby zabójcę Rev-9, będącego w całej swej okazałości, wraz z najmniejszą molekułą spójnie w tym samym czasie, potraktować np. bardzo niską temperaturą w okolicy zera absolutnego, zablokowano by wtedy reakcje zachodzące w fizycznej formie tego cyberzabójcy. Materia programowalna zostałaby zniszczona, wraz z teoretycznym centrum Sztucznej Inteligencji. Pole elektromagnetyczne, jak było w filmie, które wydzielał reaktor torowy Rev-7 (Grace), nie powinno zniszczyć głównego antagonisty produkcji, a czy tak się stało naprawdę. Pytania się mnożą, oj mnożą. "Dark Fate" miał potencjał dla Uniwersum na jeszcze kilka filmów z cyklu, bo przynajmniej ten aspekt - śmierć Rev-9 - powinno się kiedyś wyjaśnić. Z drugiej strony, chyba nikt nie uratowałby tej gmatwaniny powstałej po szóstym z cyklu "Terminatorze"; gmatwaniny osi fabuły dużo gorszej, niż po "Terminator: Genisys".

- Kobiety jako bohaterki zagrały ciekawie, ,,z jajem"; Mackenzie Davis powinna zostać wykorzystana dużo wcześniej w Terminatorze - jej wzrok, aparycja, upór, który emanuje z całego jej jestestwa, z niemożliwą siłą, przyciąga wzrok i działa pobudzająco, tak, że chce się aktorkę tę, w filmach akcji, oglądać i oglądać. Bohaterki takiej jak Dani Ramos nie powinno w ogóle w "Dark Fate" być - aktorka, która się w nią wcielała, nie spełniała oczekiwań. Przezierała przez nią jakaś dziwna przeciętność. To co pokazała jako Dani, nie przekonuje widza do tego stopnia, aby ktoś taki mógłby być liderem ,,ludzkości" przeciwko ,,Legionowi" a nie ,,Skynetowi" w fabule osi czasu Uniwersum Terminatora. Tak to jest z budowaniem fabuły z zawiłościami czasowo-przestrzennym w tle. Naważyli sobie tego bigosu, oj naważyli... 


Podsumowując, dla "Terminator: Dark Fate" należna jest ocena: 7/10, lecz nie więcej. Minusy, lecz tylko niektóre, które o tym zdecydowały, wypunktowano wyżej. Film do obejrzenia tylko w formacie "IMAX".
5
Inne filmy i seriale / Odp: Ostatnio ogladalem...
05 Listopad 2019, 18:40:46
"Hulu" nie psuje mrocznej, wręcz niezgłębionej, tajemniczej atmosfery serialowej serii "Castle Rock", którą stacja od dwóch lat produkuje. Tak właśnie było w pierwszym sezonie - a było nastrojowo, niepokojąco enigmatycznie. Świat małego ekranu w 2018 roku przyjął do siebie Castle Rock, małe prowincjonalne stephenkingowskie Miasteczko, w którym nic nie dzieje się bez przyczyny, gdzie negatywne, mroczne, ślepe siły, powodują, że nie nadaje się ono do życia dla ludzi, którzy chcą cieszyć się szczęśliwą, stateczną i spokojną egzystencją. Tak samo jak w pierwszym sezonie produkcji, w drugiej jej serii miasteczko ukazuje to przysłowiowe ,,swoje oblicze", gdy powraca po czasie (pierwszy sezon) lub zjawia się w nim rzekomo przypadkowo niby zwykła osoba. Aktualna seria odcinkowa "Castle Rock" opowiada o Annie Wilkes, skrywającej pod w miarę spokojną, stonowaną aparycją oraz pod fasadą bycia troskliwą matką cały wór mrocznych tajemnic, z których nic nie może wydostać się na ,,powierzchnię". Annie ląduje w stephenkingowskim mieście z czystej konieczności. Rozbija auto w wypadku, zresztą nawet z pierwszych minut nowej serii serialu wynika, że nigdy nie miała ona - i nie ma obecnie - stałego miejsca zamieszkania: razem z córką przemierza całe Stany Zjednoczone samochodem, używając fałszywych tablic rejestracyjnych. Annie, pracując dorywczo, jako pielęgniarka czy opiekun medyczny zmusza się do odwiedzania różnych miejscowości, przy czym pracuje pod fałszywymi nazwiskami, o czym jej córka nie ma pojęcia, aż do czasu.

Po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków aktualnej serii "Castle Rock", tak jak pisałem na początku mej wypowiedzi, podtrzymuję zdanie, że ten sezon ani nie powiela schematu i nic nie kopiuje w stosunku do pierwszej serii, lecz kontynuuje z odpowiednim napięciem i kreacją atmosfery ton i przesłanie poprzedniego sezonu. Castle Rock nosi w sobie tyle zła, że obarczanie winą Annie za to, co jej działania, zachowanie, wpasowanie się w rytm miejscowości, zainicjowały i poruszyły coś, co powinno być wciąż głęboko ukryte, nie ma sensu. Serialowa Annie Wilkes, niestety (albo i stety), nie jest tą samą, co w powieści i filmie o tym samym co pierwowzór książkowy tytule Stephena Kinga, "Misery". W "Castle Rock" Annie odsłania powoli naturę swego wewnętrznego Ja; ciężko stwierdzić, czy cierpi ona na stany psychotyczne, urojenia, schizofrenię i inne choroby psychiczne - opowiadają się za tym: stos lekarstw, które przyjmuje, gdy przeważnie je kradnie korzystając z faktu bycia pielęgniarką, i po części jej zachowanie plus mowa ciała. A może jest ona na tyle przeciętna, że ta ,,przeciętność", to tylko celowo stworzona tożsamość dla jej niestabilne ,,psychopatycznego Ja", dla którego nawet jej własna córka jest zakładniczką lub tylko towarzyszką.  Ciekawy w drugim sezonie jest również wątek Somalijczyków - rodzeństwa wychowywanego w białej rodzinie, oraz Somalijczyków, jako mniejszości, która po konfliktach w swoim kraju osiedliła się w Castle Rock, by zacząć nowe życie i marzyć o lepszej przyszłości dla własnych rodzin.


Po dwóch początkowych epizodach, drugi sezon "Castle Rock" oceniam na 8,5/10

Trailer do drugiego sezonu serialu poniżej:

6
Inne filmy i seriale / Odp: Terminator
21 Październik 2019, 17:53:55
Wszystko na to wskazuje, że "Terminator: Dark Fate" naprawdę wyśmienicie otworzy ostatnie 2 miesiące kinowego anno domini 2019. Nowy materiał do filmu - nowe sceny, dające w rezultacie wydłużony trailer w kategorii wiekowej + 18, zresztą dla tej grupy wiekowej film będzie przeznaczony - tylko potwierdza pozytywne fluktuacje, które najnowszy Terminator przyniesie. Jeszcze kilka miesięcy temu byłem z natury sceptycznie nastawiony do obrazu Tima Millera. Zdjęcia z planu, aktorzy, nowe postacie itp. Gdy obejrzałem wszystkie zapowiedzi do "Dark Fate", i to kilkukrotnie, potrafiłem zmienić nastawienie do dzieła, jak i do całej ,,kultury terminatorowej". To idzie wielkimi krokami, film wywrze pozytywne wrażenie na ogółu widzów. Nie wiem jednak, jak przyjmą obraz zaciekli miłośnicy Terminatora. "Dark Fate" zapewne nie zarobi wielkich pieniędzy, nie podbije okołomiliardowych pozycji w globalnym Box Office. To będzie bardzo dynamiczne, szybkie widowisko, bez zbędnej dramy i melodramatycznego pitu-pitu. I tego oczekuję od Tima Millera i Jamesa Camerona.

Zapewne trailer + 18 do "Dark Fate" widzieliście forumowicze? Jak nie to wrzucam poniżej.

7
Joker / Odp: Joker (Todd Phillips)
14 Październik 2019, 18:16:21
Seans "Jokera" nie należał do najłatwiejszych emocjonalnie. Główny bohater, którego uwydatniły na przestrzeni całego filmu piękne zbliżenia kamery z obiektywem szerokokątnym, krwawił tylko dla siebie, chciał być inny, chciał czuć smutek, żal, zgorszenie w swoim własnym psychicznym zaciszu. Bo to właśnie ta interpretacja Uniwersum DC Comics od Todda Philipsa emocjonalnie zwycięża pod każdym względem. Sęk w tym, że po obejrzeniu "Jokera" - a nie było to zwykłe oglądnięcie, tylko uczuciowo-egzystencjalne wyobcowanie, pewna odrębność, wręcz katharsis - poczułem się nie tyle co przytłoczony, ale w sposób niezrozumiały dla mnie, szczęśliwy. Nie wiem, jak definiować normalność, bo sam Arthur Fleck - nasz ,,żartowniś" - podkreślał jej znaczenie w oparciu o subiektywizm, dlatego nie mogę ustatkować pewnej decyzji, czy normalnym jest bycie zadowolonym do stopnia wynaturzonego szczęścia wpisanego na twarzy, po obejrzeniu "Jokera"? Czy jest to satysfakcja spowodowana świadomością, którą wbił mi do głowy Arthur Fleck, że w dzisiejszym rozpędzonym, zdeprawowanym świecie, w którym jesteśmy dla innych niezauważalni, szaleństwo jest na równi w cenie co normalność? Tajemnicą tego filmu jest podłoże osobowościowe Flecka - to, co sprawiło, że, jak to się mówi, ,,jest jaki jest". Czy jest on psychopatą, z głęboko zakorzenioną, pielęgnowaną od dzieciństwa zmianą patologiczną, czy jednak powinno przypiąć mu się łatkę chorego psychicznie człowieka, schizofrenika, na co wskazywałoby
Spoiler: ShowHide
 wyobrażenie sobie ułożonego przez Adama życia z sąsiadką z bloku, w którym mieszkał?



Nota dla "Jokera" jest niewystarczająca, aby określić fenomenalną podróż zbłądzonego psychicznie, udręczonego przez los - choć natura Arthura nadal jest skryta pod warstwą enigmy - człowieka, którą uraczył nas Todd Philips. Skala ocen od 1 do 10 jest tu niewystarczająca; skoro skala to skala, wystawię "Jokerowi" ocenę: 10/10.
8
"Przedziwna Planeta Ziemia" od National Geographic Channel, to 10-odcinkowy serial dokumentalny, tak barwny, impresyjny, tak ukazujący w niezaprzeczalnie widowiskowy sposób piękno życia na Ziemi, że nie da się nie polecić tej produkcji każdemu widzowi uwielbiającemu materiały dokumentalne, głównie omawiające zjawiska przyrodnicze zachodzące na trzeciej od Słońca, położonej w strefie przyjaznej życiu, planecie. Serial zrealizowano w oparciu o zastosowanie drobiazgowo dokładnych technik pracy kamery, manipulacji obiektywem, przysłonami, i to czasami w zjawiskowym tempie - w szczególności ujęć w mikroskali, gdzie wchodzimy w ten świat, zanurzamy się w niego, jakbyśmy byli jego składową, oraz makroskali, łączącymi się płynnie z wizualizacjami graficznymi, które ukazują procesy fizyczne i biochemiczne w zupełnie innym świetle. Serial omawia najważniejsze aspekty życia na Ziemi, z perspektywy istoty ludzkiej, obywatela planety, który powinien docenić piękno błękitnego ciała niebieskiego, na którym egzystuje. Każdy z 10 epizodów produkcji zatytułowany jest nazwą określonego zjawiska / aspektu charakterystycznego dla Ziemi, wiążącego z nią egzystencję człowieka. Ważny jest tu punkt widzenia astronautów, którzy są stałym wątkiem każdego odcinka. Omawiają oni - pod względem emocjonalnym, uczuciowym, intymnie metafizycznym, ograniczając naukowo-techniczne zjawiska - z ich położenia, jako specjaliści, którzy zawieszeni 400 km nad kulistą wypukłością Ziemi spędzili w przestrzeni kosmicznej na MSK setki dni, każde z takowych zjawisk. Bo patrząc się w dół, na olbrzymią, będącą teatrem życia, naszą cudowną planetę, opiekunkę i nasz dom, astronauci ci widzą rzeczywistość w zupełnie innej skali, traktując wtedy samo życie i różne jego aspekty z wyjątkową rezerwą, respektem, a Ziemię, jako coś o innej kategorii egzystencji. Warto dodać, że gospodarzem serialu jest Will Smith, który stanowi jedną z linii narracji. Wprowadza oglądających w temat i stanowi coś na miarę pomostu łączącego historie przedstawiane przez astronautów z omawianym ziemskim zjawiskiem itp. Tworzy się z tego charakterystyczna emocjonalna esencja, którą ,,doprawia" przedstawienie sylwetek astronautów - obywateli kosmosu, od klatki piersiowej w górę, na czarnym tle, w szarych zciszonych, nostalgicznych barwach. To najpiękniejszy serial dokumentalny jakiego doświadczyłem w życiu, ze względu na montaż, wybór pleneru do zdjęć, same zdjęcia i praca kamery: efekty kadrowania, ujęcia - kontrast mikro i makroskali, oraz ze względu na niesamowite piękno opowiadania zamierzeń każdego z odcinków samym tylko obrazem... Nieprawdopodobne, brawurowe! Jednak minusem, ale dość nikłym "Przedziwnej Planety Ziemi" jest opieranie jednej ścieżki narracji serialu na postaci hollywoodzkiej gwiazdy, Willa Smitha. Wiedza nie była tutaj atutem, nie wypływały stąd niewiadomo jak zatrważające i szokujące informacje czy kłębowisko danych. Produkcji wystawiam więc ocenę: 9/10

Polecam serial każdemu. Czyste emocjonalne piękno. Spieszmy się szanować Ziemię!

9
Ogólnie o Batmanie / Odp: Wasze bat-kolekcje
09 Październik 2019, 22:33:29
Batman uwydatniony z prawej strony łączonej grafiki komiksowej wygląda nietypowo "Juby", tzn. dumnie, majestatycznie, z bezwzględnością wypisaną na nieco pyzatej twarzy. Bezwzględnością skierowaną do społecznego szlamu, który Mroczny Rycerz stara się zwalczać. A sam komiks ze zdjęcia, to czysta klasyka! Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko pozazdrościć.

Absolut klasyki z wydawnictwa "DC Comics", z lat 90-tych, stanowi u mnie tylko kilka zeszytów z Supermanem. Za to "Batmana" niedługo będę oglądał w wydaniach Blu-Ray, jak wyżej zaprezentowane, te twoje "Juby", np. któryś film z kwadrologii (1989-97) - prawdopodobnie będzie to "Batman & Robin". Film oglądnę na nowym sprzęcie: TV OLED LG 65 E8; płytę odpalę na odtwarzaczu Blu-Ray 4K, który raczej kupię, a jak nie, odtworzę go na Ps4.

10
Inne filmy i seriale / Odp: Terminator
02 Październik 2019, 19:42:57
Staram się ,,nie wychodzić z siebie", jakby kocioł fanowskich uczuć miał we mnie lada moment eksplodować, gdy tak patrzę się i patrzę na skrajnie sceptyczne, ortodoksyjne, przewidywane oceny fanów i licznych geeków, dla mającego premierę w listopadzie tego roku filmu "Terminator: Dark Fate". Nowy zwiastun - a tak naprawdę jego lekka modernizacja - do kolejnej odsłony cyklu filmowego "Terminatora" wypada dla niej bardzo korzystnie. Historia niby-przeciętnej jednostki, która ma własne życie i kochającą rodzinę, w której to życiu nic nie wskazowałoby na to, że mogłoby dojść do tragicznego wręcz punktu zwrotnego, nagle, staje oko w oko z problemem, który nie tylko może zniszczyć jej życie, ale i zniszczyć cały świat, jest dla filmu dobrą podstawą fabularną. Wtłacza się w ten sposób do produkcji specyficzny dramatyzm, a to, bez względu na ostateczny wydźwięk takiej historii na tle całości, musi się w tego typu obrazie kinowym, co "Terminator: Dark Fate" po prostu znaleźć. I tak naprawdę, nie analizując aspektów technologicznych wykorzystywanych przy realizacji "Dark Fate", wynikających z nowego spotu do tegoż to filmu, które ewentualnie w samym filmie zawieść mogą fanów zbyt dużą dokładnością, np. całe spektrum zastosowanego CGI, nowa odsłona "Terminatora", z perspektywy niedawno wyemitowanych dodatkowych ładnie zmontowanych w trailer scen, zapowiada się bardzo dobrze. Można odnieść wrażenie, że film ten wprowadzi sporo zmian w Uniwersum Terminatora, oczyszczając go z dotychczasowej gmatwaniny, z której tak samo, jak Skynet odnosi zwycięstwo wynika, że Ruch Oporu zawsze zwycięży. Będzie dobrze.
11
Bat-Filmy / Odp: Batman Forever
27 Wrzesień 2019, 12:48:14
Adaptacja powieściowa "Batman: Na Zawsze", którą obecnie pochłaniam, którą to zażarcie, w ilości większej połowy zdołałem przeczytać, jasne, może i nie jest tym samym co filmowy pierwowzór , ale za to stanowi o wiele rozleglejsze źródło informacji, w sposób o wiele intensywniejszy - w wyrażeniu akcji i emocjonalności - opowiadający te same treści, co przelewa na ekran film. Nowelizacja wprowadza coś na miarę prologu - przytoczenia wybranych dramatycznych wydarzeń z młodych lat Bruce'a Wayne'a (Zawirowania emocjonalne, rozdarcie wewnętrzne, szukanie swej tożsamości i celu w życiu po śmierci rodziców) i Edwarda Nygmy (Skrywanie geniuszu pod warstwą skromności i uległości ,,silniejszym społecznie jednostkom", do czego można dodać początek fascynacji Bruce'em Wayne'em, który jako dziecko stracił w brutalny sposób swoich rodziców, a mimo to z perspektywy Nygmy nie poddał się żalowi i przytłoczeniu, lecz skierował się ku samozwańczej sprawiedliwości i pragnieniu zemsty za śmierć rodziców). Książkowa adaptacja klasyku kinowego "Batman Forever" nie jest w cale taka zła, jak jej oceny na wielu serwisach internetowych: fanowskich, czy jakichś czytelniczych, na to wskazują.
12
Cytat: Leon Kennedy w 25 Wrzesień  2019, 12:48:59Koniec końców i tak umiera  ;) A na takowe zakończenie nie mieliśmy żadnych szans.

Rzecz jasna mam świadomość jakimi prawami rządzi się gra w potężnym hollywoodzkim biznesie, rozgrywanym pośród blichtru, przepychu, wyższych sfer i uroku osobistego. MCU powstało nie tylko z myślą o stworzeniu dla komiksowych geeków i entuzjastów popkultury wspaniałego świata Uniwersum Marvela w materii kinowej, bazującego na potędze możliwości ,,Domu Pomysłów", ale i z myślą o czysto-ekonomicznym wzbogaceniu się tych, którzy za to wszystko płacą, odpowiadają, u czego steru stoją. Z inną wersją zakończenia "Avengers: Endgame", które widzieliśmy wiązałoby się następujące ryzyko: gdy film nie spodobałby się szerszej publiczności, na pewno nie zarobiłby tyle, ile faktycznie zarobił. Nikt nie chciałby oglądać dziwnego finiszu filmu, z którego wynikałoby np., że Kinowe Uniwersum Marvela nagle się... kończy bądź Thanos wygrywa i zmienia nie tylko Wszechświat, ale i całe Multiversum (o ile pozwoliłby mu na to One-Above-All bądź Beyonder, czy inne abstrakcyjne byty strzegące porządku w Multiversum). Widz nie poszedłby drugi, następnie trzeci, czwarty itd. raz na seans "Avengers: Endgame". Plotka o fatalnym zakończeniu produkcji poszłaby w eter. Świat byłby zawiedziony. Zamiast 2,7 miliarda dolarów z kawałkiem, mielibyśmy miliard lub może mniej w zakończeniu zestawienia światowego Box Office dla "Avengers: Endgame"... Kto wie, kto wie. To tylko ,,takie tam teorie".

A wracając do przyszłości działalności MCU, chciałbym, aby Franklin Richards i David Haller zostali włączeni do V albo VI Fazy filmowej MCU; po prostu z tak wyróżniających się pod względem mocy mutantów bezwzględnie trzeba skorzystać. Już widzę, jak Franklin i Legion ukazują się w scenie po napisach filmu "Fantastyczna Czwórka"; jak któryś z nich mierzy się z jakimś niesamowicie mocarnym przeciwnikiem. Zresztą w "Infinity Saga" od MCU mieliśmy aż trzy pstryknięcia Rękawicą Nieskończoności. Zakrawa więc na cud ostateczne odgadnięcie, jak takowe akty uwolnienia potężnej formy energii wpłyną na całe Multiversum. Gdzie tam dopiero kombinowanie, jak w tym wszystkim w MCU odnaleźć ,,miejsce" dla Franklina Richardsa.
13
"What if?...", czyli kolejna z możliwości zakończenia wielkiego zwieńczenia 11-letniego cyklu działalności MCU, "Avengers: Endgame".

Tym razem, o dziwo, doczekaliśmy się drugiej interpretacji mrocznego końca w "Avengers: Endgame". W pierwszym z fanowskich filmików pokazujących takowe zakończenie filmu, widać jak Kinowe Uniwersum Marvela w bardzo krótki i brutalny sposób po prostu... się kończy: Thanos pstryka palcami Rękawicy Nieskończoności majestatycznie ulokowanej na jego prawej dłoni i przedramieniu i zaraz po tym dostajemy napisy końcowe. Teraz, w kolejnej, bardziej apokaliptycznej odsłonie finalnych scen "Avengers: Endgame" - ukazaniu końca walecznych Mścicieli, i wyłanianiu się początku panowania mocarnego Thanosa zarazem, mamy równie okrutną, jednakże o wiele bardziej logiczną, rozdzierającą fanowskie serducho wizję zakończenia "Avengers: Endgame" i całego 11-letniego cyklu działalności MCU... Mroczna niesamowitość!



I jak forumowicze; co wy na to?
14
Seriale animowane i TV / Odp: Young Justice
22 Wrzesień 2019, 22:02:05
"Liga Młodych: Outsiders"; pierwsze dwa odcinki sezonu za mną. Zaskoczenie? Tak, jestem zaskoczony, i to pozytywnie. Mógłbym rzec, jestem nawet lekko wstrząśnięty. Dla serialu daję kciuka w górę. Między końcem sezonu drugiego "Ligii Młodych", a cyklem "Outsiders" produkcji twórcy mieli sporo czasu, który wykorzystali, by znacznie poprawić technikę animacji. Najbardziej rzucają się w oczy: wyostrzenie konturów postaci, które trzymają proporcje i ogólny dokładny zarys formy, nawet, gdy zmienia się perspektywa, kadr, a ,,kamera animacji" przeskakuje z makro do mikroskali; większa ilość cienia, solidniejsze spektrum barw wypełniających bohaterów, jak i całą rzeczywistość. Najważniejsze jednak w tworzeniu animowanych sekwencji jest piekielnie dobra robota w kreacji płynnych, szybko montowanych scen walk, w których pojedynkujący się i to co przemieszcza się w kadrze, nie traci ostrości i konturu; po dwóch epizodach "Outsiders", w tym względzie, czuję się jakbym obejrzał 42 min pełnometrażowej animacji od "WB/DC", tworzonej w charakterystycznym stylu, przez ostatnie kilka lat.

W odniesieniu do fabuły otwierających serię "Outsiders" odcinków, dodam tylko, że
Spoiler: ShowHide
 duża oś fabularna, która będzie skupiać cały sezon produkcji, a która to polega na próbie powstrzymania przez herosów procederu produkcji metaludzi i handlu nimi na skalę galaktyczną przez złowrogie organizacje - o ile w trakcie sezonu nie wyjdzie spod tego głębszy kontekst, bo w końcu Apokolips Darkseida pojawia się w intro graficzno-muzycznym do trzeciego sezonu "Ligii Młodych" - prezentuje się dużo lepiej niż solidnie. Nie dość że jest niezwykle dynamicznie, to na dodatek widać, że twórcy jeszcze bardziej niż w poprzednich sezonach animacji postawili na dialog społeczny i polityczne intrygi z siatką powiązań w tle, gdzie ,,za tym wszystkim" stoi ktoś niezwykle potężny.
Pierwsze dwa odcinki 3 serii "Ligii Młodych" oceniam więc na: 8,5/10.
15
Joker / Odp: Joker (Todd Phillips)
19 Wrzesień 2019, 18:11:59
Znaczące i miłe na serduchu stają się słowa recenzenta - albo tego kto przytaczał te słowa od innego publicysty, i pisał artykuł na serwisie "naekranie.pl", który ukazał się dość dawno - mówiącego o "Jokerze" Phillipsa i samym angażu Phoenixa w taki oto sposób: ,,Jest zupełnie innym Jokerem niż Heath Ledger, ale zarazem jest tak wyjątkowy, że nikt już nie będzie chciał zobaczyć nowej interpretacji tej postaci. Jest to kreacja kompletna. Phoenix nie gra, on staje się Jokerem w popisie aktorstwa metodycznego wprowadzonym na niespotykaną skalę. Jego ciągła nieprzewidywalność w szaleństwie sprawia, że ogląda się go z wręcz hipnotycznym zaangażowaniem". Ta szczera i wzniosła wypowiedź napawa mnie optymizmem przed obejrzeniem "Jokera", lecz na ten moment umiarkowanym optymizmem - bo liczy się osobisty, nie z perspektywy tłumu odbiór filmu. O tej już ogłoszonej prawie że oskarową klasyką, produkcji, na podstawie recenzji i opinii o filmie w sieci powiedziałbym nawet, że z pierwotnej zupy niespójności dramatu i szaleństwa osobowości Arthura Flecka narodzi się Joker, ale inny niż dotychczas. Narodzi się jako kwiat o niewypowiedzianym pięknie. To będzie jeden z najważniejszych filmów tego roku. Krew, dramat, psychiczna walka. "Avengers: Endgame", mimo że nie powinno porównywać się go z Jokerem, bo jest to całkowicie inny, odrębnie kategoryzowany film, może dostać ostro po mordzie... Film tkwi w idei, a nie pieniądzach. "Joker" będzie przełomem w kreacji adaptacji Uniwersów komiksowych. Widać to nawet po zapowiedziach do jego ,,filmowej treści". Nie wierzyłem, że będę świadkiem tak specyficznej epoki i przełomów w historii kina. Z jednej strony niebotycznie zrealizowany "Avengers: Endgame" z drugiej strony jednak dramatyczny i wstrząsający "Joker".

Czekam na "Jokera", oj czekam! Płonę, jak Arthur Fleck na plakacie promującym film w technologii "IMAX"!