26 październik 2020, 17:28:00

Aktualności:

Trwają zmiany na forum.

UWAGA: MOGĄ WYSTĘPOWAĆ PROBLEMY Z WYSYŁANIEM MAILI Z FORUM


Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.

Wiadomości - Juby

1
W Mrocznym zwycięstwie w pewnym momencie Selina opuszcza Gotham, a na ostatnie kilka rozdziałów wraca. Jak już będziesz czytał, na pewno zorientujesz się, w którym momencie wziąć się za Catwoman, a potem dokończysz Dark Victory. ;)
2
Widziałem wczoraj. Trochę połamałeś język przy nazwisku Norma. ;D Sam album ekstra, chciałbym coś takiego mieć.
3
Suicide Squad / Odp: The Suicide Squad
Dzisiaj o 14:55:45



Stylistycznie zapowiada się 100%-komiksowa beka. Czekam. :D
4
Nie napisałem, bo póki co powtórzyłem tylko pierwsze trzy. ;)

Przekleję swoje recenzje Legacy, które powtórzyłem w 2016 oraz Jasona Bourne'a po wyjściu z kina.

Cytat: JubyDziedzictwo powtórzone (po raz pierwszy od wyjścia z kina).

To nie jest zły film. To nieźle naśladujące styl Greengrassa, porządnie zrealizowane kino akcji z dobrą obsadą (Renner sympatyczny, Weisz śliczna, Norton i drugi plan okej). Ale ma też strasznie dużo problemów.

1. Historia nie jest zbyt ciekawa i słabo łączą się jej poszczególne wątki. Pierwsze 20 minut to przeplatające się sceny z nic nie mówiącym Rennerem i szychami z CIA, gdzie toczy się jakaś akcja. Później wątki głównego bohatera i lekarki granej przez Rachel Weisz, łączą się, ale już np. główny bohater i główny czarnych charakter spotykają się w filmie tylko raz I TO W RETROSPEKCJI! To nie jest ani ciekawe, ani dobrze napisane.
2. Nawet nie najlepiej napisaną historię dało się dobrze pokazać. Niestety, film kręcił nie reżyser, a scenarzysta. Tony Gilroy musiał myśleć, że wszystko co napisał jest dobre i musi umieścić to w swoim filmie. Błąd, bo ten jest o 15-20 minut za długi i sporo pomógłby mu bardziej dynamiczny montaż i wycięcie/ przycięcie kilku zbędnych scen.
3. MAŁO AKCJI. Bourne'y to głównie filmy akcji, a ten ma zaledwie 4 sekwencje, na które trzeba sporo czekać (dwie toczą się w ostatnich 30 minutach filmu), są mało dynamiczne, mało trzymają w napięciu i w ogóle nie czuć tej finezji w realizacji jaką miały poprzednie części. Nienajlepiej o nich świadczy też fakt, że podczas finałowego pościgu główny bohater zasypia! XD No cóż, tak to jest gdy przez cały film nie ma się żadnego wyzwania, nie staje się z nikim do walki 1-1.
4. Ceniłbym ten film o wiele bardziej gdyby nie wtryniał się w trylogię ze swoimi głupotami. Motyw z tabletkami jest idiotyczny, a postanowiono go podpiąć pod postać Bourne'a (ignoruję tę scenę). W finałowym montażu pokazują skutki finału Ultimatum, które skończyło się pozytywnie, zmieniając zwycięstwo Bourne'a i Landy w ich porażkę. Po co? No i nie ogarniam jak scenarzysta całej serii mógł walnąć taką gafę w datach? Krucjata toczyła się w styczniu 2004 roku, a Ultimatum w marcu 2004. Pierwsza połowa Dziedzictwa toczy się równo z finałem Ultimatum, ale z tekstów w filmie wynika, że jego akcja toczy się w 2007 (kiedy Ultimatum miało kinową premierę). Dafuq? :P

Jeśli nie brać tego za oficjalną kontynuację serii, jest to nieszkodliwy, trochę za długi i przez to nudnawy akcyjniak, z jedną bardzo dobrą sceną, szkodliwie ograniczoną przez PG-13 (egzekucja lekarzy w laboratorium). Meh, może kiedyś jeszcze do tego wrócę.

Cytat: JubyJason Bourne powrócił i niestety rozczarował. Nowy film Paula Greengrassa to drugi z rzędu dowód na to, że serię o Bournie trzeba było zostawić w spokoju po znakomitym Ultimatum.



Film ma dwa duże problemy. Pierwszym z nich jest wtórność. W swojej recenzji trylogii pisałem, że lubię poprzednie Bourne'y z Damonem za to, że choć pozornie są tak do siebie podobne, to jednak są też całkiem inne. Ten nie jest. I nie chodzi mi o powtarzające się lokacje (Berlin, Londyn), ten jest po prostu kopią Ultimatum, w którym Bourne starał się dociec prawdy o swojej rekrutacji w Treadstone, a szychy z CIA obserwowały go na ekranach za pomocą wszechobecnych kamer. I ta wtórność nie musiała być problemem, gdyby Jason Bourne powielał jej schematy dobrze. Ale tego nie robi. Tam gdzie Ultimatum wykorzystywało je błyskotliwie, tworząc cudowne sceny akcji, kontynuacja okropnie traci. Wcześniej, Jasona starano się dopaść wszechobecną inwigilacją kamer na mieście, za pomocą czego pokazywano jego niezwykłe umiejętności działania, dzięki którym potrafił czmychnąć (genialna scena na stacji Waterloo). Tutaj jest to podglądanie Bourne'a dla samego podglądania. Nie ma ono żadnego uzasadnienia i nie pełni żadnej roli, a sceny akcji na tym tracą. Weźmy na przykład pierwszy pościg po Atenach. To mogła być bardzo dobra sekwencja akcji, ale widz, zamiast jej oglądać, jest skazany na oglądanie jak inni ludzie ją oglądają na ekranach swoich monitorów i to w przerywnikach co jakieś 30 sekund. CIA ma teraz kamery wszędzie, w samochodach, w karabinach, w lunetach, i wszystko chcą oglądać. Wolałbym sam oglądać jak Bourne i Nicky uciekają przed zabójcami.

To nieudolne podrabianie schematów z Ultimatum wciąż mogło się udać, gdyby chociaż sceny w siedzibie CIA były interesujące, tak ja te w części drugiej i trzeciej. Ale nie są. Oglądamy w nich przysypiającego Tommy Lee Jonesa, który przyjął rolę chyba tylko po to by odłożyć kasę na swój kolejny film, Alicie Vikander, którą trudno kupić w roli jakiejś szychy CIA od hakerstwa, i która aspiruje na przyszłego dyrektora agencji, z jej młodziutką, 25-letnią twarzyczką, no i trzecioplanowego murzyna, którego imienia nawet nie pamiętam. Gdzie ich nudnym sceną do kipiących energią i chemią między bohaterami kłótni między Pam Landy, a Abottem w Krucjacie, czy na linii Landy-Vosen w Ultimatum?

Drugim dużym problemem jest to, że nowy Bourne po prostu nie jest ekscytujący! W Tożsamości nawet scena, w której główny bohater gadał przez telefon i dowiedział się, że niejaki John Michael Kane nie żyje, cholernie trzymała w napięciu. W Ultimatum nawet zwykła wizyta w kostnicy w celu odnalezienia wskazówek nagrana była jak scena akcji. Nowy Bourne przez większość seansu w ogóle mnie nie ekscytował, a nawet, zauważyłem że na początku sekwencji w Las Vegas, koleś rząd przede mną zaczął ziewać! Nie wiem czy to wina mniej wciągającej historii, która jest kopią poprzednika, przewidywalnych zwrotów akcji, czy może niezdecydowania w tym, o kim film ma opowiadać (tytułowy bohater wypowiadający tylko kilka kwestii jest tu dość zmarginalizowany na rzecz działań jego dawnych pracodawców i ich problemów z nowym facebookiem).

Jest jeszcze kilka rzeczy, które mnie rozczarowały. Przede wszystkim - powrót Bourne'a. Myślałem, że odnalezienie kogoś, kto zniknął na 12 lat i podejrzewano, że nie żyje, będzie większym wydarzeniem. Tutaj przestawiono je jakby CIA było już przyzwyczajone do ciągłych powrotów ich zagubionego zabójcy. Wyskoczyło nazwisko "Bourne"? Spoko, wyślijcie agenta do Aten. I tyle.

Zawodzą też sceny akcji. Pierwsza, jak już wspomniałem, była niezła, ale ciągną ją w dół te ciągłe powroty do patrzących na ekran Vikander i Lee Jonesa. Druga to słaba scena walki, w której jakiś leszcz chciał zdjąć Bourne'a swoim hantlem. LOL. Scena w Londynie próbuje trochę pokazać starego dobrego Bourne'a, który potrafi wszystkich wykiwać, ale wyszła jakoś letnio. Zdecydowanie najlepiej wypada finał w Las Vegas, podczas którego już nikt nie patrzy na monitory, mamy po prostu spektakularny pościg za wozem opancerzonym i starcie dwóch zabójców.

Ostatnią rzeczą, która trochę boli jest coś, co zaczęło mi przeszkadzać już w trzeciej części. Tożsamość i Krucjata były bardzo realistyczne i mało Hollywoodzkie. Kolejne filmy serii stawały się coraz bardziej "Holly", a ten jest tego doskonałym przykładem. Bourne bije się po spelunach, niczym Rambo w trzeciej części, powielając schematy gatunku, którego przecież sam kiedyś zrewolucjonizował! Agenci CIA za pomocą komputerów i telefonów potrafią robić praktycznie wszystko i wyśledzić każdego wszędzie, w bardzo krótkim czasie, nie ważne czy służy im do tego tylko rozmazane zdjęcie, które potrafią magicznie wyostrzyć. Jason mimo postrzału w bebechy potrafi się ścigać jak rajdowiec, a po wielkiej kraksie ma siłę się jeszcze bić, a retrospekcje i rozwiązania fabularne z jego przeszłości śmierdzą tanią operą mydlaną, czego wisienką na torcie jest
Spoiler
"Kocham cię" od ojca tuż przed śmiercią i znana mu twarz jego zabójcy.
[Zamknij]

Jason Bourne to niezły film akcji, z jedną bardzo dobrą sekwencją na końcu. Jest porządnie zrealizowany, ma dobrą muzykę i kilka fajnych scen. Ale dla mnie - fana trylogii z Damonem, która trzymała równy, bardzo wysoki poziom - jest to trochę jak policzek w twarz, bo już nie będę mógł mówić, że "wszystkie Bourne'y są świetne". Nowa część wygląda przy nich tak, jakby Paul Greengrass dostał dwie kulki, wpadł do wody i stracił pamięć. Potem obudził się, obejrzał swoje filmy i pamiętając swoje realizatorskie umiejętności, próbował je odtworzyć, robiąc kolejny wielki film. Ale ten wyszedł zaledwie "zjadliwy".

No cóż, trudno. Recenzje na poziomie Dziedzictwa i Spectre już mnie tak nie dziwią. Mam nadzieję, że w końcu dadzą Bourne'owi zasłużony spokój i mimo pozostawionej furtki, nie będą tego kontynuować.

Nie wiem czy powtarzać film z Rennerem, ale Dżejsonowi, którego dostałem na Blu-ray pod choinkę w 2016, dam na pewno, jeśli nie w tym tygodniu, to w kolejnym.
5
Niedawno naszło mnie na powtórkę najlepszej serii kina akcji ubiegłej dekady. :)



Pierwszy raz trafiłem na ten film w telewizji latem 2008 roku. Spodobał mi się na tyle, że posiłkując się internetem szybko nadrobiłem sequele (oba jednego wieczoru). Jeśli mnie pamięć nie myli, powtórzyłem trylogię w 2010, 2011, 2012 (przed premierą The Bourne Legacy), 2013 (pierwszy raz na Blu-ray) i 2016 roku (przed premierą Jasona Bourne'a). Wychodzi na to, że właśnie obejrzałem ją po raz siódmy!

Tożsamość Bourne'a weszła gładko, jak zawsze (może dlatego, że pamiętałem ją najmniej i nie widziałem najdłużej). To doskonały spy thriller, a także rewolucja gatunku kina akcji. Od lat 80-tych, kiedy filmowe strzelanki rozkręciły się na dobre, gatunek ten zmierzał w coraz bardziej przesadzone widowiska, a jego twarzą byli napakowani bohaterowie, o których umiejętnościach głównie słyszeliśmy od innych. Bourne był inny, przerwał post-Matrixową manię na slow-motion i kung fu. Pierwszy raz zaprezentowano qrewsko realistyczny film akcji, w którym nikt nie krzyczy na głos, jaki to Bourne jest zajebisty, on po prostu taki jest. Instynktownie nokautuje dwóch ochroniarzy w ambasadzie; automatycznie wie, że musi iść na górę budynku, jeśli główne wejście jest zablokowane; przejmuje krótkofalę od jednego z ochroniarzy, ściąga mapę budynku ze ściany - widać że facet miał to wpajane i teraz nawet nie wiedząc kim jest, działa jak maszyna. Do dziś wielu twórców próbowało powtórzyć to, co osiągnięto w pierwszym Bournie, ale niewielu się udało. Uwielbiam ten film, uwielbiam sceny akcji (nawet niesławną finałową konfrontację na klatce schodowej), świetną muzykę Johna Powella i niesamowitego Matta Damona w roli tytułowej. Wydawał się on nieoczywistym wyborem ze względu na swój wiek, ale nie wyobrażam sobie lepszego kandydata na współczesną wersję Bourne'a, a po tym co tutaj zagrał (ta bezradność i wściekłość na brak wiedzy, kim jest i czemu go to spotyka, a potem zupełna zmiana w maszynę do zabijania, kiedy wyczuwa zagrożenie) nie wyobrażam już sobie nikogo innego, kto mógłby zagrać tę rolę.



W 2004 roku Paul Greengrass wziął z Bourne'a to, co najlepsze i nie bał się pójść o krok dalej, tworząc doskonałą kontynuację. Jego dokumentalny styl (dużo hand-handheld camera, shaky cam, szybkie cięcia) pasuje do Bourne'a idealnie, a wizualnie Krucjata Bourne'a jest bardziej wyrazista i chyba najbardziej trzyma się obranej w poprzedniku realistycznej konwencji. Szanuję odważną decyzję odstrzelenia kobiety głównego bohatera (drugiej najważniejszej postaci poprzedniej części) w pierwszych 20-minutach filmu. Jason potrzebował mocnej motywacji, żeby wrócić do ścigania się z CIA i taką otrzymał. O ile lubię w Tożsamości to, jak Bourne walczy, ucieka, ściga się odkrywając swoje umiejętności, tak dopiero w Krucjacie pokazano w pełni ukształtowanego Bourne'a, który wie kim był, wie do czego jest zdolny i rusza na wojnę. Sceny takie, jak namierzenie Pam Landy w hotelu, wyciągnięcie Nicky na rozmowę, czy ucieczka przed berlińską policją sprawiają, że uśmiech nie schodził mi z twarzy. Jedyna uwaga, jaką mam to re-cast agenta Treadstone z Monachium, z którym Bourne walczy gazetą. To jednak jeden z tych problemów, kiedy po prostu żałuję, że Marton Csokas nie pojawił się już w poprzedniku.

Przy pierwszym i kilku kolejnych podejściach, to Krucjata podobała mi się najbardziej z filmów o Bournie. Jednak tym razem chyba oglądało mi się ją minimalnie słabiej od Tożsamości, a przynajmniej takie odnosiłem wrażenie przez pierwszych 80 minut. Wszystko zmienił finałowy pościg po Moskwie, który uważam za mistrzostwo świata. Ucieczka starą taksówką to prawdopdobnie pierwsze, co przychodzi mi na myśl, gdy ktoś pyta o mój ulubiony pościg filmowy!

O ile sequel jeszcze mocniej skręcił w kierunku szpiegowskiego thrillera, gdzie chyba występuje najwięcej scen śledzenia i typowo-bourne'owych podchodów, tak w Ultimatum Bourne'a Greengrass obrał kierunek "non-stop akcja". Film rusza z kopyta pomysłową sekwencją na stacji Waterloo, a potem łapie oddech tylko kilkukrotnie, nigdy więcej niż na 10 minut. Ciągle tylko adrenalina, napięcie, akcja... i to jaka!



Sekwencję w Tangerze uważam za perfekcyjną scenę akcji! To istne dzieło sztuki pod tym względem, nie sądzę aby cokolwiek ją przebiło (może być ew. równie dobre). Jest tutaj wszystko: śledzenie, skradanie, eksplozja, pościg motorowy, pościg pierwszy, wyścig z czasem, doskonały montaż, muzyka i udźwiękowienie, a wszystko to zakończone powyższym ujęciem i najlepszą sceną walki wręcz w całej serii. Nie ma tu praktycznie żadnych kwestii dialogowych, przez kilkanaście minut tylko czysta akcja.

Pod względem tempa i realizacji Ultimatum może być najlepszym filmem serii. Rozumiem więc Oscary, świetne recenzje i reputację "najlepszej części". Jednak mi kolejny raz wydawało się, że to właśnie najsłabsza odsłona trylogii. Czemu? Po pierwsze, przez większą "hollywoodzkość" produkcji. Jason wydaje się tu bardziej niezniszczalny niż wcześniej, sceny akcji są spektakularniejsze, ale przez to mniej realistyczne (podczas finałowego pościgu w żadnym aucie nie otwierają się poduszki powietrzne, aby nie przeszkadzały uczestnikom w dalszej gonitwie). Scena nadania imienia "Jason Bourne" wieje kliszą rodem z Gwiezdnych wojen (od tej pory będziesz nosił imię Darth... Bourne!), sporo tu uproszczeń scenariuszowych, aby przyspieszyć akcję (myślę że to niedobrze, gdy fabuła staje się mniej ważna od widowiska) i w ogóle finał to takie the-best-of Bourne'a, podczas gdy poprzednie części zawsze starały się pokazać coś nowego.

Wychodzi na to, że w zależności od nastroju zmieniam zdanie, którą część lubię najbardziej, a którą najmniej. Jaki z tego wniosek? Bourne to prawdopodobnie najrówniejsza trylogia filmowa jaką znam! Pierwsza odsłona jest najlepsza fabularnie, druga jest esencją Bourne'a, ma najlepszy finał i ostatnią scenę (pozostawia tym samym najlepsze wrażenie po seansie), a Ultimatum to realizacyjny majstersztyk i najlepsze kino akcji spośród całej trójki. Ocena? Od lat niezmiennie 9/10 dla wszystkich części, z tym że po tej powtórce Tożsamości byłbym w stanie dać nawet dychę, a przy Ultimatum pierwszy raz zacząłem się wahać, czy nie oceniam o punkt za wysoko. Cóż, słabszy odbiór mógł być spowodowany zmęczeniem, wszak obejrzałem trzy części dzień po dniu. Za kilka lat pewnie znowu do nich wrócę, tym razem w większych odstępach (może jeden Bourne na miesiąc) i przekonam się jakie wtedy będą wrażenia.

EDIT: Zmieniłem nazwę tematu (poprzednia była dziwna). :P

6
http://www.batcave.com.pl/2020/10/ekipa-the-batman-kreci-w-chicago-w-lokacjach-znanych-z-the-dark-knight/

Dziwna decyzja, żeby kręcić w lokacji znanej już z innego filmu o Batmanie. Mam nadzieję, że kamery mieli poustawiane tak, że w filmie nie będzie widać charakterystycznego z TDK budynku, ew. w ruch pójdzie CGI, zmieniające tło Chicago w Gotham.
7
Jeśli już proponujemy w jaki sposób zapoznawać się z komiksowym Batmanem nie tylko poprzez serię rozpoczętą Trybunałem Sów, to moim zdaniem najlepsza jest taka kolejność:
» » » » i

Rok Pierwszy Franka Millera z 1987 roku był nowym startem dla Batmana, kiedy DC Comics po ponad 50-latach publikacji robiło porządki ze swoim komiksowym światem. Następnie umieściłem wszystkie jego nieoficjalne kontynuacje i ich kontynuacje, w chyba najtrafniejszej kolejności. Tm-Semic nr 1/1995 z tego co mi wiadomo można zastąpić Człowiekiem, który się śmieje, ale jest on trudniej dostępny i sam go nie czytałem, więc trzymam się starszej wersji pierwszego spotkania Batmana z Jokerem. Mroczne zwycięstwo i Rzymskie wakacje toczą się w tym samym czasie i wzajemnie się uzupełniają, więc powinno się je czytać w pewnym momencie na zmianę. Dalej można już czytać na wiele sposobów, trudno o jeden właściwy.
8
Mi tam to zwisa (nie widziałem jeszcze trzeciej części), ale sytuacja robi się bardzo nieciekawa. Wygląda na to, że w tym roku - o ile nie dojdzie do kolejnych przesunięć - do kin wyjdzie tylko jeden interesujący mnie tytuł, na którego chciałbym się przejść (Śmierć na Nilu). :-[ Jeśli i on odpadnie, rok 2020 zakończę z 5 kinowymi seansami na koncie (to dla mnie najmniej od roku 2008, kiedy byłem w kinie 3 razy).
9
Uniwersum Batmana / Odp: Batman Black & White
24 październik 2020, 17:01:55
Wczoraj po południu w końcu udało mi się skończyć tom drugi, a dziś rano przysiadłem do obiecanej recenzji.

https://filmozercy.com/wpis/batman-noir-batman-black-and-white-recenzja-komiksow-wieczna-zaloba-i-nigdy-po-trupie

:)
10
Suicide Squad / Odp: The Suicide Squad
24 październik 2020, 08:34:23
Ekipa w komplecie na okładkach EMPIRE.


11
Tak, jak napisał Lelek, serial Gotham to luźna adatpacja komiksów z Batmanem, którą możesz oglądać bez ich znajomości w dowolnym momencie. Nie wiem tylko czy warto, bo serial kiepski.

Jeśli mowa o komiksach z The New52 (wydawanego u nas od 2013 roku), to kelen wrzucał na BatCave dokładny spis aż po DC Odrodzienie (PPM + pokaż obraz dla pełnej rozdzielczości).



Ani Detective Comics, ani Szpona z tej serii nie czytałem, więc się nie wypowiadam o jakości.
12
Wasza twórczość / Odp: Fan Art
23 październik 2020, 10:34:44
Wg mnie super praca. Może ten uśmiech nie pasuje do Batmana i sama postać wydaje się z tej perspektywy za niska (jakby miał 150 cm wzrostu), ale technicznie nie mam uwag.
13
Justice League / Odp: Zack Snyder's Justice League
22 październik 2020, 19:55:17
Leto to utalentowany aktor. Jego Joker był tragiczny w SS Ayera, ale myślę, że z lepiej napisaną rolą i innym reżyserem mógłby się zrehabilitować. Tylko nie wiem, czy on w tym projekcie w ogóle jest potrzebny? Ileż można wciskać Jokera do wszystkiego? Mam nadzieję, że jego powrót do DCEU oznaczałby całkowity brak Jokera kiedykolwiek w serii Matta Reevesa.
14
Ogólnie o Batmanie / Odp: Wasze bat-kolekcje
22 październik 2020, 14:29:56


Kurcze, teraz żałuję, że nie napisałem do MisterTadeo (z którym mam kontakt na innym forum) wcześniej. ;D Ale nic straconego, może kiedyś uda się jeszcze kupić.
15
Ogólnie o Batmanie / Odp: Wasze bat-kolekcje
22 październik 2020, 14:07:06
A to wszystko masz od MisterTadeo? Skąd te Movie Booki? Są gdzieś jeszcze dostępne (na allegro przez długi czas wisiał ten do B'89, ale nie brałem, bo okładka była w kiepskim stanie).