07 grudzień 2021, 22:34:30

Aktualności:


Mogą występować problemy z wysyłaniem maili z forum!


Bondy

Zaczęty przez Q, 21 styczeń 2008, 14:44:53

Q

"Casino Royale" z 1967 aż takim hitem nie było $12 mln budżetu (pierwotnie zakładano $6 mln) i $41,7 mln z box office. Dla porównania "You Only Live Twice" z tego samego roku $111,6 mln z box office przy budżecie w wysokości $9,5 mln.

Wyszła parodia Bonda pełna gwiazd i w stylu lat 60-tych, z większą ilość wad niż zalet, ale przy zaangażowaniu tylu reżyserów i innych zakulisowych problemach niczego innego nie można się było spodziewać. Na uwagę zasługuje udział Dvida Nivena, którego Fleming osobiście widział jako idealnego Bonda, kiedy ekranizowano "Dr No".

Co do "Quantum of Solace", to film jako sam w sobie jest taki sobie, ale kiedy ogląda się go tuż po "Casino Royale" (2006), to prezentuje się lepiej.
What was the point of all those push-ups if you can't even lift a bloody log?

Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

Juby

Cytat: Q w 21 wrzesień  2021, 15:58:08"Casino Royale" z 1967 aż takim hitem nie było $12 mln budżetu (pierwotnie zakładano $6 mln) i $41,7 mln z box office. Dla porównania "You Only Live Twice" z tego samego roku $111,6 mln z box office przy budżecie w wysokości $9,5 mln.
Tak czy inaczej, ponad $40 milionów przychodów z kin w latach 60-tych musiało robić niemałe wrażenie.

Cytat: Q w 21 wrzesień  2021, 15:58:08Na uwagę zasługuje udział Dvida Nivena, którego Fleming osobiście widział jako idealnego Bonda, kiedy ekranizowano "Dr No".
Czytałem o tym. Ciekawe jakby wypadł, bo już 5 lat później wydawał mi się zdecydowanie za stary do tej roli.

Tymczasem dałem drugą szansę Spectre i... nie było warto. :P



Podobało mi się:
- pre-title sequence w Meksyku
- bardzo ładne zdjęcia (choć psute brzydkimi filtrami i przygaszoną kolorystyką)
- muzyka Thomasa Newmana
- kilka żartów
- i znakomita bójka w pociągu, do której jeszcze jakoś się to ogląda.
Bezpośrednio po niej, kiedy mimo zdewastowania całego przedziału, Bond i Madeleine Swann (między którymi w ogóle nie było uczucia) idą się pukać w rytm piosenki Sama Smitha, uderzam w czoło tak mocno, że chyba tylko dzięki temu nie zasypiam na końcówce. Bond-cheater, który jest nieśmiertelny, wszystkich trafia, a sam z każdej sytuacji wychodzi bez zadrapania, to nie mój Bond. A ktoś, kto wpadł na to, aby finałem w wysokobudżetowym filmie akcji było 5 minut biegania po pustym budynku, a potem 2 minuty strzelania z pistoletu do helikoptera, zdecydowanie nie powinien wykonywać tego zawodu. Okropny Christoph Waltz, okropny scenariusz, w którym jeden wątek zahacza o operę mydlaną, a spięcie poprzednich części w całość starano się uzyskać przy pomocy cienkiej taśmy klejącej. Nie wyszło. No i najważniejsze - film jest zdecydowanie za długi, dłuży się niemiłosiernie. Bez chwili zastanowienia jest to dla mnie najgorszy Bond z Craigiem i jeden z najgorszych w ogóle (musiałbym kilka powtórzyć, aby napisać to ostatecznie).

Tymczasem wczoraj odbyła się światowa premiera No Time to Die i film zbiera bardzo dobre recenzje. Trzymam kciuki, żeby i mi się spodobał. :)


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Q

Cytat: Juby w 29 wrzesień  2021, 09:43:26Tak czy inaczej, ponad $40 milionów przychodów z kin w latach 60-tych musiało robić niemałe wrażenie.

Ale oczekiwania musiały być większe.

"Spectre" ma wiele problemów. Na siłę połączyli wcześniejszych złoczyńców i dodali pana Hinxa, który miał być niczym klasyczni pomocnicy ale to nie zadziałało. Obsadzenie Andrewa Scotta z "Sherlocka" sprawia zaś, że jeden z twistów jest przewidywalny od pierwszych chwil, a głównego zagrożenia w ogóle nie czuć. To nie plan zniszczenia świata, czy jakiegoś rejonu, ani osobista vendetta, które bardziej angażowały i były namacalne.

Ale po kilku latach przerwy tak źle się nie ogląda i rola Waltza mi nie przeszkadza, ale widać jak na przestrzeni filmów zmieniły się tortury od prostych rozwiązań, lina i krzesło bez siedziska po bardziej wymyślą maszynę.
What was the point of all those push-ups if you can't even lift a bloody log?

Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

Juby

Nie tylko tortury się zmieniły. W Skyfall Q mówi do Bonda, że nie bawią się już w wybuchające długopisy. Film później Bond dostaje zegarek-bombę. ::) Sam Mendes nie trzymał się konwencji, którą obrał film wcześniej.

O tym, jak bardzo zmieniła się konwencja względem Casino Royale i Quantum of Solace to już w ogóle można by pracę magisterską napisać. Chyba nawet kiedyś Martin Campbell, w okolicach premiery CR, wypowiedział się o odświeżonym Bondzie, że minęły już czasy zebrań ludzi w garniturach z czarnym charakterem skrytym w cieniu i że nową organizacją, dla której pracuje Mr. White nie powinno być Widmo. Quantum dobrze to kontynuowało ze świetnie przemyślanym spotkaniem złowrogiej organizacji w operze. Spectre cofnęło Bonda o 50 lat.

Na koniec czymś się pochwalę - w kapitalnej promocji kupiłem pierwsze trzy Bondy z Danielem Craigiem na UHD. Szkoda, że przyszły dopiero w piątek, już po tym jak zdążyłem je powtórzyć na Blu-ray, ale i tak mega się cieszę. Jeśli nowa odsłona mi się spodoba, prędzej czy później dołączy do nich na mojej półce.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Q

W dokumencie "Być Jamesem Bondem", zwrócono uwagę kwestię związaną ze "Spectre". Podczas kręcenia Craig doznał poważnej kontuzji nogi. Mogli przerwać zdjęcia na 9 miesięcy, albo kręcić dalej, kręcili dalej. Dlatego m.in. w scenie otwierającej Bond bardziej się skrada a nie biega.

Co zaś do gadżetów, to też we wcześniejszych filmach zmieniała się konwencja komiczny "Moonraker" a później przyziemny "Tylko dla twoich oczu". A złowrogie spotkanie Spectre przewodzi na myśl scenerie tworzone przez Kena Adama, a takiego rozmachu brakowało.
What was the point of all those push-ups if you can't even lift a bloody log?

Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

Juby

Cytat: Q w 30 wrzesień  2021, 00:07:39W dokumencie "Być Jamesem Bondem", zwrócono uwagę kwestię związaną ze "Spectre". Podczas kręcenia Craig doznał poważnej kontuzji nogi. Mogli przerwać zdjęcia na 9 miesięcy, albo kręcić dalej, kręcili dalej. Dlatego m.in. w scenie otwierającej Bond bardziej się skrada a nie biega.

Jasna cholera, dopiero teraz przeczytałem info, że ten dokument, na którego czekam od blisko trzech tygodni, był wyemitowany wczoraj w polskiej telewizji. I oczywiście nie ma powtórki. :P


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Q

Od 1 października będzie na HBO Go.
What was the point of all those push-ups if you can't even lift a bloody log?

Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

Juby

Wiem, ale dostęp do HBO GO będę miał najwcześniej 9 października, a liczyłem że uda mi się to obejrzeć przed ostatnim Bondem z Craigiem. Niestety, nawet w sieci nie można tego znaleźć. :-\


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Q

Masz kilka opcji.
1. Oglądać nowego Bonda po 9 października  ;D
2. Liczyć, że jak dokument trafi do streamingu to i wycieknie.
3. Szukać dalej pod pełnym tytułem "Being James Bond: The Daniel Craig Story", w UK i USA  premiera była 7 września, więc może znajdziesz.
What was the point of all those push-ups if you can't even lift a bloody log?

Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

Q

Po raz pierwszy twórcy filmów o Bondzie wiedzieli, że żegnają się z odtwórcą roli 007. Craig dostaje więc emocjonalne pożegnanie. Od samego początku filmy z jego udziałem były bardziej połączone, czasami na siłę, ale towarzyszyła temu podróż Jamesowi, a nie tylko kolejne misje, i tak samo jest w najnowszej odsłonie. Nie brak też aluzji do wcześniejszych Bondów, widokowych lokalizacji, czy scen akcji, ale te w tym długim filmie (163 minuty) nie przetłaczają.

Widać, że po wątkach "Spectre" twórcy musieli trzymać się tego co już wcześniej wymyślili, przez co momentami są zbytnie uproszczanie, czy też skróty mające tłumaczyć wprowadzenie pewnych fabularnych rozwiązań.

"Nie czas umierać" będzie dzielił widzów, ale na koniec jedno i tak jest pewne, że James Bond powróci.
What was the point of all those push-ups if you can't even lift a bloody log?

Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

Juby

Cytat: Q w 30 wrzesień  2021, 12:41:11Masz kilka opcji.
Dzięki, opcja nr 3 się sprawdziła. ;) Bardzo fajna pogadanka, której mógłbym słuchać choćby i drugie tyle. Pożegnanie Daniela z rolą bardzo wzruszające, a pewne fakty z czasów kręcenia jego filmów pozwoliły mi trochę bardziej zrozumieć i wybaczyć niektóre grzechy nawet tym słabszym odsłonom jego serii.

Widzę, że ty już po seansie (tym o godz. 0:07? ;)). Jeśli miałbyś uszeregować Bondy z Craigiem od ulubionego, do najmniej lubionego, jak wyglądałaby taka lista? Moją recenzję napiszę jutro po śniadanku.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Q

Zawsze po takich wypowiedzi twórców, czy w wywiadach czy dokumentach odsłaniających kulisy potrafią zmienić postrzeganie pewnych scen, albo docenić ich pracę, czy pomysły.

Co do rankingu to byłby taki:

1. Casino Royale
*2. Skyfall
*3. Spectre
4. Quantum of Solace
5. Spectre

* w zależności od nastroju, albo po powtórce "Nie czas umierać" (która nastąpi w najbliższym czasie) mogą być ex aequo na miejsca 2-3. "Skyfall" ma u mnie więcej małych plusików, ale po kilku powtórkach siła finału słabnie, "Nie czas umierać" ma inne plusy, ale też kilka rzeczy, która zaliczam na minus.
What was the point of all those push-ups if you can't even lift a bloody log?

Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

Juby

Ja uszeregowałbym serię Craiga w ten sposób: Casino Royale > Skyfall > Quantum of Solace > No Time to Die > Spectre



No Time to Die to najbardziej bondowy film z Danielem Craigiem w roli OO7. Zawiera nie tylko kilka bezpośrednich odniesień do starszych filmów, ale też kilka bardzo subtelnych, a niektóre postacie i lokacje starają się wrócić do stylistyki z Doktora No i W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości (czasami nawet soundtrack do nich nawiązuje). W przeciwieństwie do Spectre, Nie czas umierać wraca do bondowości świadomie i po całości - nie staje w rozkroku między klasyką, a byciem ponurym akcyjniakiem, tylko wchodzi z buta w przegiętą intrygę i globalne zagrożenie, niosąc przy tym sporo humoru i ironii. Sprawdza się też, a nawet przede wszystkim, jako thriller. Sceny, które mają trzymać w napięciu, lub przestraszyć widza, działają jak należy i jest ich więcej niż w przeciętnym bonderze. Poza tym, już w tzw. pre-title sequence przebija Spectre pod każdym względem, poprawiając wiele najcięższych grzechów nielubianego przeze mnie poprzednika: świetna sekwencja akcji, w której Bond jest człowiekiem(!), a nie postacią z gry komputerowej po wpisaniu kodów - krwawi, jest ranny, ogłuszony, boi się o swoje życie i życie kobiety, z którą je dzieli - bardzo mocna kolorystyka i dużo adrenaliny + Craig, który znowu daje z siebie wszystko. Już po 20 minutach wiedziałem, że tym razem nie będę wychodził z kina rozczarowany...

A jednak, późniejsze wybory twórców sprawiły, że mam mieszane odczucia. Niektóre bardzo odważne decyzje jeszcze przetwarzam i przetwarzać będę długo. Są tu jednak elementy, które od razu budziły moje wątpliwości, jak: scenariusz, który w wielu miejscach kuleje; zdjęcia zdecydowanie ustępujące tym z Casino Royale, Skyfall i Spectre; muzyka Hansa Zimmera, czasami pozytywnie zaskakuje parafrazowaniem oryginalnych motywów Johna Barry'ego oraz nutami z piosenki Billie Eilish, by w innej scenie być wtórną powtórką muzyki z Batmanów Nolana. Cienko wypadają też sekwencje akcji, które w głównej mierze są standardowo nakręconymi scenami strzelanin, lub pościgów, a poza otwarciem we Włoszech i dosłownie jednym przebłyskiem z finału (nakręconym w jednym ujęciu), nie ma tu nic, choćby wyczynu kaskaderskiego, godnego zapamiętania.

Niemniej, to bardzo emocjonalne, godne pożegnanie Craiga z jego erą Bonda, domykające story-arc głównego bohatera. Mimo długiego czasu trwania (rekord serii pobity o 15 minut) zleciał mi o wiele szybciej od Spectre i ładnie pozamykał większość wątków serii. Werdykt: jeśli będzie fajna promocja, wydanie płytowe stanie na mojej półce.


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman

Funky

Koniec ery Craiga i nie ukrywam że cieszę się że w końcu jest to koniec. Daniel Craig byłby świetnym agentem 007 gdyby producenci i scenarzyści mieli inny pomysł na Bonda (postać) i filmy (fabuła). Rozumiem że chciano pokazać bardziej poważnego faceta który czuję i cierpi ale zamiast tego widzę gbura bez charyzmy który w Skyfall jest alkoholikiem. Bond to nie tylko ból ale i obyty facet z klasą który ma to coś i niestety Daniel był tylko zwykłym facetem w smokingu który jest praktycznie taki sam od 2006 roku. Fabularnie są to bardzo bezpieczne, politycznie poprawne i nijakie historie i o ile Casino Royale jest tajemnicze to kontynuacje z Quantum i Spectre to bardzo bezpieczna bańka i zero oryginalności. Po weekendzie idę na NTTD i mam nadzieję że w ostatnim filmie Daniel Craig będzie szczęśliwszym i milszym człowiekiem niż w dotychczasowych filmach. Co dalej z serią? chciałbym aby James Bond przeniósł się w czasie do lat 50 i walczył z Sowieckim GRU, KGB etc i osadzenie tej postaci w historii byłoby czymś znacznie ciekawszym niż silenie się na reaktywację politycznie poprawnego Widma. Innym rozwiązaniem byłoby podjęcie tematu terroryzmu (ISIS), wojny w Syrii etc ale to dość śliskie i kontrowersyjne tematy które mogą być problematyczne dla producentów. Liczę na nowe otwarcie które da nam to co najlepsze z tej serii z oryginalną i dobrą historią szpiegowską.

Juby

Eh, Funky, Funky. 13 lat i nadal ta sama śpiewka. ::) Chcesz klasycznego Bonda - szpiega-dżentelmena z klasą? To masz z nim 20 filmów. Z Craigiem wybrano aktora o innej urodzie (niższy, bardziej wysportowany, jasny blondyn o niebieskich oczach), więc i całkiem inną postać mu napisano, bardziej współczesną, ludzką, mroczniejszą. Tak, jak Batmana interpretują na milion różnych sposobów, od komedii (west) poprzez gotyckie fantasy, w którym zabijał przestępców (Keaton), aż po quasi-realistycznego (Bale), tak i z Bondem spróbowali zupełnie nowej interpretacji. Nie kupujesz jej - okej, to nie oglądaj i wracaj tylko do starszych filmów. To będzie o wiele przyjemniejsze od tracenia czasu na narzekanie na Craiga, który wbrew temu co piszesz charyzmy ma od groma (inaczej nie odniósłby takiego sukcesu z tą serią i nie zrobiłby kariery w rolach pierwszoplanowych poza nią), a jego postać scenariuszowo i aktorsko w Casino Royale przebija absolutnie wszystkich poprzedników (których też uwielbiam).


"Did you see BATMAN BEGINS? I don't think you can beat that."
- Morgan Freeman