16 kwiecień 2021, 01:27:23

Aktualności:


Mogą występować problemy z wysyłaniem maili z forum!


SPOILERY - wrażenia po seansie The Dark Knight Rises

Zaczęty przez kelen, 26 lipiec 2012, 11:33:37

kelen

Witaj blueflower. Zapomniałem właśnie napisać o tym, dlaczego Batman "nagle" wygrał z Banem. To nie było nagle - my wiedzieliśmy, że jego słabym punktem była maska, Batman o tym nie wiedział i to go zgubiło, gdyby wiedział od początku to zapewne inaczej by się to skończyło. A w jamie dowiedział się o słabości swojego przeciwnika.

jakura

Z 2 strony podczas pierwszej walki Batman ostro la? Bane'a po pysku, a maski mu nie uszkodzi?:P Mo?e faktycznie celowa? nad ni?, ale zawsze by?a szansa. Ale poza tym to by? batman po o?miu latach przerwy:)
Powiedzieli mi, że nie da się tego zrobić. Odpowiedziałem maniakalnym śmiechem.

blueflower

bil w maske piesciami,w drugiej walce urwał czesc maski atakujac kolcami na przedramionach (swoja droga,jest na to jakas nazwa?:))

Woland

Do wszystkich, którzy albo będą albo już skaczą sobie do gardeł w związku z opiniami o TDKR i kłócą się o jakieś głupie szczegóły (tylko czekam aż na KMF zostanie opublikowanych 50 prawd objawionych przez TDKR).

Jesteście IDI***MI, DOROŚNIJCIE

Zmierzacie utartą drogą w kierunku fanatyzmu. Możecie wieszać na mnie psy, ale zaczyna to przypominać amerykańskie fora, gdzie kwitnie wojna maniaków komiksowych. Chyba niektórzy zapomnieli, że rozrywka ma  łączyć ludzi a nie ich dzielić.  W końcu Batmana stworzono dla ludzi, a nie ludzi dla Batmana. Pozdrawiam wszystkich fanów (nie fanatyków) Batmana.

You're in for a show tonight, son.

kelen

Notabene, zapomnia?em, ?e by?a plotka ?e Desmond Harrington mia? si? pojawi? (Quinn z Dextera). Znalaz?em go na drugim seansie - zagra? policjanta, który grozi? zastrzeleniem Blake'a je?li przejdzie przez most.

Hydro

27 lipiec 2012, 23:56:07 #65 Ostatnia edycja: 28 lipiec 2012, 00:49:45 by Hydro
Kiedy wróciłem dziś o 6 rano z warszawskiego kina IMAX, miałem taki mętlik w głowie, byłem tak zmiażdżony przez dzieło Nolana, że nie byłem w stanie nic napisać. Poniższy post powstawał praktycznie cały dzień, jeżeli licząc wszystkie wydarzenia które mnie od niego odciągały. Także, miłej lektury! ;)


W 2005 roku Nolan wyciągnął Batmana z otchłani, w jaką postać ta spadła w 1997 roku. Batman Begins to mroczna i dojrzała opowieść o Batmanie, ale też – czego zabrakło w poprzednich filmach z lat 1989 – 1997 – Waynie. Jego motywację do zakładania w nocy kostiumu nietoperza i wymierzania sprawiedliwości na własną rękę, wewnętrzne rozterki, dręczące go wspomnienia śmierci rodziców. Idealne wymierzenie czasu ekranowego i dla Bruce'a, i jego alter ego. Fabuła, aktorstwo, muzyka, scenografia (Narrows!) – wszystko to stoi na wysokim poziomie.

3 lata czekania  i Nolan swoim The Dark Knight uderzył w kina z siłą rażenia przypominającą uderzenie asteroidy. Perfekcyjny film. Tempo opowieści ani na chwilę nie spada, film co chwila zaskakuje niespodziewanymi zwrotami akcji. O mistrzowskiej roli Heatha Ledgera napisano już wszystko, ale nie zapominajmy o reszcie obsady, która zagrała najlepiej, jak potrafiła. Do tego IMO o wiele lepsza muzyka Hansa Zimmera i Jamesa Newtona Howarda, idealnie pasująca do filmu. TDK klimatem znacząca odbiega od BB, ale nie jest to żaden minus, wręcz przeciwnie. Do tej pory pamiętam wrażenie jakie wywołał we mnie ten film podczas premiery. Arcydzieło.

Po tym jak Nolan zapowiedział trzecią, ostatnią część, wybuchła fala spekulacji na temat tego, jaką opowieść tym razem  zaserwuje nam reżyser i ekipa. Oczekiwania były o g r o m n e. Chris Nolan swoją filmografią dowiódł, że jest geniuszem, dlatego każdy oczekiwał, cóż, genialnego filmu.

Czy The Dark Knight Rises spełnił moje oczekiwania? Spełnił. Zdecydowanie. Jednak czy przebił The Dark Knight, tak jak to zapowiadali twórcy? Nie. Prawie dorównał do jego poziomu.

Film zdecydowanie różni się od BB i TDK, mimo że nawiązuje do tego pierwszego. Nolan wprowadził sporo nowych (ciekawych!) wątków, które w filmie uzupełniają się nawzajem, tworząc z biegiem wydarzeń jedną całość. W porównaniu do poprzednich dwóch filmów, wszystko tu jest bardziej skomplikowane i rozbudowane. 

Klimat jest, jak już wcześniej wspomniano, bardzo – wręcz namacalnie – ciężki. Atmosfera bardzo ponura, niepokojąca, apokaliptyczna – takiego czegoś nie miał żaden inny film o Batmanie.

Co jest bardzo ważne – został tu odrzucony pewien schemat dosyć typowy dla kina z komiksowymi bohaterami, czyli: protagonista w pełni sił zwalcza zbrodnię, pojawia się Bad Guy, sieje on większy zamęt, uczestniczy w kilku dobrych scenach akcji, aż w końcu mamy supermegaepicki pojedynek, z którego nasz bohater wychodzi cało, Bad Guy ponosi sromotną klęskę, i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. No tutaj TDKR pokazuje środkowy palec i zaprasza nas do obejrzenia gorzkiego żywota Batmana.

TU ZACZYNAJĄ SIĘ SPOILERY

No więc. Po przeczytaniu, że akcja TDKR toczy się 8 lat po TDK, spodziewałem się, że Bane złamie Batmana w pierwszym akcie, a Bruce przez cały ten czas będzie przechodził długa rehabilitację. Tak się jednak nie stało, ale wizja podstarzałego, mizernego Wayne'a, z brodą i o lasce już od początku filmu chyba bardziej przypadła mi do gustu. Bruce Wayne, w BB i TDK milioner, playboy – w TDKR bankrut i dziwak. Fenomenalna gra aktorska Bale'a, który jest dla mnie najlepszym Brucem Waynem, jak i Batmanem. Całkowicie oddał się postaci, którą gra, i to widać na ekranie. Brawo!

Do miasta przybywa Bane – tworzy on armię w kanałach. Podziemna armia, złożona z wyrzutków, ludzi znajdujących się na najniższym szczeblu społecznych,  która szykuje się do ataku na wyższe sfery Gotham. Cholera, nie wiem dokładnie dlaczego, ale ten pomysł bardzo mi się spodobał.  Szczególnie, że początkowo film częstował nas wzmiankami o takiej ewentualności (np. wypływające zwłoki z kanałów, tajemnicze zaginięcia) żeby z grubej rury zaserwować zwrot akcji w postaci uprowadzonego tam Gordona. W tej scenie Bane był naprawdę zajebiście groźny, szczególnie kiedy mówił cichym, nasyconym chłodną furią głosem.

Tom Hardy był strzałem w dziesiątkę, jeżeli chodzi o obsadzenie go w roli Bane'a. Zagrał rewelacyjnie,  nawet kiedy jego mimika twarzy ograniczała się do oczu – wystarczyło jedno ujęcie na jego twarz, by zobaczyć w jakim jest nastroju. Aż ciśnie się na usta, że ,,oczy są oknami duszy". Widać że Hardy idealnie czuje się w roli, kradnie większość scen w których się pojawia,  swoją zamierzenie przesadzoną teatralnością bez problemu przyciąga uwagę widza.

W mieście pojawia się Catwoman – seksowna, cwana, inteligentna włamywaczka w kocim kostiumie. Jestem niesamowicie dumny z siebie, że nie dołączyłem się do fali hejtu kiedy ogłoszono, że zagra ją Anne Hathaway. Bo, szczerze mówiąc, do roli mi nie pasowała, ale – cały czas w nią wierzyłem i postanowiłem dać jej szansę. HA! Klękajcie hejterzy przed świetnie zagraną Seliną Kyle/Catwoman przez Anne. Te jej gesty ciała, mimika, zachowanie, błyskotliwe dialogi... ach. Wielkie uznanie również dla Nolana, że miał nosa co do Hathaway.

Joseph Gordon-Levitt jako John Blake. Jego postać od początku wydawała mi się ciekawa, i w miarę rozwoju fabuły jego postać ewoluowała w dobrym kierunku. Praktycznie w TDKR, nie licząc Batmana, to on odgrywał rolę bohatera. A zwrot akcji pod koniec filmu... no, no. Widać Nolan nie uważa już, że ,,Robin nadal leży w kołysce" ;)

Marion Cotillard – ach, piękna, utalentowana aktorka z Francji była jedną z ozdób filmu. Pomimo jej uroku, który wręcz emanował w każdej scenie, sprawia ona wrażenie silnej kobiety, która rzeczywiście jest w stanie zostać prezesem Wayne Enterprises. Słyszałem pogłoski, że może być ona Talią, ale po kilku scenach kompletnie tą myśl odrzuciłem, ba – zapomniałem o tej teorii w ogóle. Oczywiste jest, że szczęka mi opadła kiedy wbiła sztylet w bok Batmana i okazała się Talią. To się nazywa twist. Jak kubeł zimnej wody. Przez niecałe 3 godziny przez myśl mi nie przeszło że ona jest zdrajczynią. Dowodzi to talentowi Marion, w której nie było ani nuty fałszu, ani jeden moment nie kazał myśleć – Ej, to właśnie ona (dosłownie) wbije ci nóż w plecy, Baciu. Well done, Mrs. Cotillard. (http://www.filmweb.pl/news/Marion+Cotillard+zaprzecza%3A+Nie+gram+Talii+al+Ghul-85061 he he he :P)

Co do reszty obsady. Alfred – i tutaj Zaskoczenie. Z wielkiej litery. W BB i TDK pełnił głównie rolę pomocnika Wayne'a i jego ,,mędrca". Tu natomiast było go mało, ale miał dwie niesamowicie smutne, zapadające w pamięć sceny – dla tych bardzo wrażliwych widzów polecam zabrać chusteczki.

Najpierw: Poczciwy, zawsze wspierający Bruce'a Alfred, znający go od urodzenia... opuszcza go. No tego to się w ogóle nie spodziewałem. Nie wspominam już o ładunku emocjonalnym tej sceny, który na jednych działa, na drugi nie – na mnie podziałał bardzo, szczególnie w momencie wspomnienia listu Rachel.

Następnie scena przy grobach... to już przebiło wszystko, NAWET – do tej pory najsmutniejszą scenę w filmach o Batmanie – sekwencję śmierci Rachel i oszpecenia Denta. Szczególnie, że wtedy byłem przekonany o śmierci Batmana. Muzyka Zimmera dodatkowo pogłębiła uczucie przygnębienia. Respekt, panie Cane. Respekt.

Oczywiście nie ma się do czego przyczepić u Morgana Freemana, tu natomiast Lucius Fox ma większą rolę do odegrania.

Nie podobało mi się to, że większość filmu Gordon po prostu leżał w szpitalu (w sumie Gary Oldman grał świetnie niezależnie czy leżał w szpitalnym łóżku, czy działał w terenie), ale dalej się rozkręcił i wszystko było ok. Widać wyraźnie, że jest już podstarzałym, zmęczonym życiem policjantem, którego na dodatek opuściła żona z dziećmi.

Scen akcji nie ma tu tak wiele, jak sugerują zwiastuny, ale jak już jakaś jest, to porządna. Na szczególną uwagę zasługują oczywiście prolog, atak na budynek giełdy + następujący po tym pościg, akcja podczas meczu (rewelacyjna sekwencja, zaczynająca się spokojnym hymnem USA, a kończąca wiadomo jak) czy niesamowita bitwa o Gotham – WOW.

Na osobną wzmiankę zasługuje TA scena. Jedna z najlepszych w filmie. Jedna z najlepszych we wszystkich filmach nie tylko o komiksowych bohaterach, ale też filmach w ogóle. Pojedynek Batmana z Banem. Bez muzyki. Bez żadnej zbędnej, skomplikowanej choreografii, żadnego 'tańczenia'. Po prostu wymiana twardych ciosów, przeplatana krótkimi dialogami. Nie wiem jak wy, ale ja siedziałem wtedy jak na szpilkach z walącym sercem. Szczególnie, kiedy doszło do najbardziej oczekiwanego momentu – złamania Batmana. Nie wierzyłem, że kiedykolwiek zobaczę to na wielkim ekranie, ale jednak. Coś niesamowitego. Bez żadnego zwolnionego tempa czy przedłużania... Bane po niesamowitej kwestii (Ah! I was wondering what would break first: your spirit, or your body!) po prostu go podniósł... i złamał. Batman opadł jak szmaciana lalka. Nie wspominając o ujęciach na ludzi przypatrujących się tej walce, czyli na Catwoman i zbirów Bane'a. Co najdziwniejsze, ci drudzy nie krzyczeli z radości, nic, po prostu cały czas obserwowali tą scenę ze spuszczonymi głowami i – może mi się tylko wydawało – poczuciem winy na twarzach? Wręcz nie mogę się doczekać żeby ponownie obejrzeć tą scenę na kolejnym seansie, która jest arcydziełem. 

Mocną stroną TDKR są dialogi, czasem naprawdę genialne, oraz pojedyncze kwestie, które na długo zapadają w pamięć. Oraz naprawdę spora dawka humoru (scena u lekarza, My wife?, scena z Foxem, no i perełka, czyli So this is what that feels like. :D

Pod względem technicznym absolutnie nie ma nic do zarzucenia. Sceny kręcone kamerami IMAX wyglądają cudnie, ale tak jak w TDK widać było potrzebę nakręcenia danej sekwencji imaxem, tak tutaj część z nich była robiona trochę na siłę. Co nie zmniejsza wrażenia, jakie wywołują na widzu.


Wypisałem wiele plusów, niestety pora na minusy, które The Dark Knight Rises niestety ma. Przejdę do najważniejszych.

1)   Trochę zbyt szybka regeneracja Wayne'a.  Złamany kręgosłup, a niedługo już pompki i wspinanie się po ścianach?

2)   Powrót Wayne'a, tzn. po 2 miesiącach (bomba nastawiona była na 55 dni, o ile dobrze pamiętam) wydostał się on z więzienia Bane'a, był na drugim końcu świata, a tu ciach! – i już staje przed Seliną, rześki i ogolony. Jak dostał się do Gotham tak szybko – i jak w ogóle dostał się do Gotham, skoro było ono odcięte od reszty świata? No to mi spokoju nie daje.  Wiem, niby każdy może sobie dopowiedzieć, jak wrócił, ale ten argument do mnie nie przemawia.

3)   Śmierć Bane'a. Damn, za szybko! Bach! wbija Catwoman, Bum! Bane ginie. Nie wiem, czy lepiej by było, gdyby zabił go Batman (złamałby swoją zasadę), ale jak na taką powstać – to była słaba śmierć.

4)   Film trochę się dłużył. Część wątków można było trochę skrócić. Szczerze mówiąc do tej pory się dziwię, że TDKR jest tylko kilkanaście minut dłuższe od TDKR.

Plusem/minusem jest tu muzyka Hansa Zimmera. Brak Jamesa Newtona Howarda jest odczuwalny, bo nie uświadczymy wiele 'chwytających za serce' nowych utworów. Czasem też muzyka nie pasowała mi do danej sceny. Jednak znajdziemy kilka perełek, jak np. temat muzyczny Catwoman czy utwór 'Gotham's Reckoning'. Tak jak OST TDK baaardzo bazował na utworach z BB, tak tu mamy .więcej świeżych brzmień (również z wykorzystaniem motywu Bane'a z chórem). OST The Dark Knight Rises to jednak nadal solidna muzyka, dobrze spisująca się w filmie, jak i na płycie, ale o cięższym klimacie od swoich dwóch poprzedników. 

A głos Bane'a? W trailerach, jak i prologu, który był wyświetlany przed M:I 4, jego głos był po prostu lepszy. Nie wiem, co stało się z nim w filmie – nie brzmiał on źle, ale wcześniej brzmiał lepiej.

ALE

Fabuła filmu jest niesamowita. Zupełnie inna od każdego filmowego Batmana (i nie tylko). Niesamowicie inteligentny i silny przeciwnik od razu bierze sprawy w swoje ręce, bez zbędnych formalności. Wydaje się, że tylko Batman może mu przeszkodzić, a tu – Batman zostaje p o k o n a n y. Po raz pierwszy od pojawienia się postaci Batmana, nigdy nie został dosłownie pokonany czy to na małym, czy wielkim ekranie. Co więcej. Przeciwnik przejmuje kontrolę nad miastem – nie nad jakimś budynkiem, czy tłumem zbirów, ale nad całym miastem, i odcina je od świata zewnętrznego. Wprowadza swoje zasady. W Gotham szaleje panika, chaos. Opór jest bezlitośnie tłumiony. Prawdziwy terror na mieście liczącym 12 milionów mieszkańców.

Wspaniałe zakończenie trylogii. Od razu po seansie miałem trochę mieszane uczucia, lecz teraz, kiedy przemyślałem to wszystko na spokojnie, większość moich zastrzeżeń się ulotniło. To, co Nolan & Ekipa rozpoczęli w 2005 roku, w 2012 miało mistrzowskie zwieńczenie. Bądźmy szczerzy, jako fani Batmana powinniśmy być im naprawdę wdzięczni za wskrzeszenie Batmana w postaci niesamowitych trzech filmów. :)

A więc:

B A T M A N   B E G I N S  -  9/10

T H E   D A R K   K N I G H T 10/10

T H E   D A R K   K N I G H T   R I S E S  –  10/10


Well done. Well done.


It's a funny world we live in.

Patryk02099x

Trochę przejrzałem ten temat, choć ze względu na porę niektóre wypowiedzi przeczytałem tylko pobieżnie... Co mogę dodać od siebie? W sumie już nic, bo wszystko zostało powiedziane- film jest bardzo bardzo dobry i po części dzięki temu, że ma inny klimat, ciężko go porównywać tak bezpośrednio do TDK i za to olbrzymi plus dla Nolana. BB i TDK różniły się od siebie, a TDKR to takie 2 w 1 plus trochę nowego, co daje genialny koktajl. :) Muszę sobie teraz dać kilka dni przerwy i jak będzie okazja to iść jeszcze raz. Teraz już pewnie do zwykłego kina, ale IMAX na jeden raz starczy- wrażenia z seansu tam są niesamowite, byłem już na ostatnich dwóch Potterach, ale dopiero TDKR pokazał moc tego kina- szczególnie dźwięk, tzn. obraz świetny, ale dźwięk miażdży i tyle.
A no i symbolika- TDKR jest nią nafaszerowany, ale bardzo mi się to podobało. Dobra, trzeba iść spać, żeby rano wstać(choć właściwie to nie muszę).

Q

Cytat: Hydro w 27 lipiec  2012, 23:56:07
1)   Troch? zbyt szybka regeneracja Wayne'a.  Z?amany kr?gos?up, a nied?ugo ju? pompki i wspinanie si? po ?cianach?

2)   Powrót Wayne'a, tzn. po 2 miesi?cach (bomba nastawiona by?a na 55 dni, o ile dobrze pami?tam) wydosta? si? on z wi?zienia Bane'a, by? na drugim ko?cu ?wiata, a tu ciach! – i ju? staje przed Selin?, rze?ki i ogolony. Jak dosta? si? do Gotham tak szybko – i jak w ogóle dosta? si? do Gotham, skoro by?o ono odci?te od reszty ?wiata? No to mi spokoju nie daje.  Wiem, niby ka?dy mo?e sobie dopowiedzie?, jak wróci?, ale ten argument do mnie nie przemawia.

1. Z tego co pami?tam to Bane w filmie nie z?ama? Bruce'owi kr?gos?upa, tylko wybi? mu jeden z kr?gów, nie dosz?o do z?amania rdzenia i Bruce nie by? sparali?owany.
2. Do Gotham dosta?y si? oddzia?y specjalne policji, to i jeden cz?owiek nie mia?by wi?kszych problemów. Poza tym gwardii narodowej bardziej zale?a?o na pilnowaniu by nikt nie wydosta? si? z Gotham, tak wi?c czy kto? powstrzymywa? by szale?ca pragn?cego dosta? si? do miasta skazanego na zag?ad??

W przypadku ksi??kowej adaptacji "TDK" kilka takich elementów fabu?y zosta?o gruntowniej wyja?nionych nich w filmie, tak wi?c by mo?e i w przypadku adaptacji "TDKR" pewne kwestie mog? zosta? szczegó?owiej opisane.

Je?li za? chodzi o powód dla, którego Batman przygotowa? wielki p?on?cy symbol, to przecie? gdyby nie tak znak dla mieszka?ców Gotham City, Foley nie ubra? by si? w galowy mundur i nie poprowadzi? by policjantów do walki przeciwko ludziom Bane'a.
What was the point of all those push-ups if you can't even lift a bloody log?

Si vis pacem, para bellum (If you want peace, prepare for war)

LelekPL

Wróciłem do domu wczoraj o 3 w nocy, duże emocje, plus zmęczenie jazdą, spowodowały, że poszedłem spać od razu. Teraz nie mam za dużo czasu, więc swoja recenzję wrzucę później. Na razie napiszę tylko: O mój boże, jak można było tak spieprzyć trylogię!? Przecież sam Schumacher zrobił by nawet lepszy i w ogóle...

Rarian

CytujO mój boże, jak można było tak spieprzyć trylogię!? Przecież sam Schumacher zrobił by nawet lepszy i w ogóle...
Irony detector activated :D.
TDKR najlepszą częścią trylogii jest. Moim zdaniem :).

rocklee

TDKR:
epicka bitwa, sceny... brak.
twardy batman... brak.
bane brutal... tylko do 80% filmu.
klimat... brak.
dramat... brak, bo brak ludzi, brak ?ez, brak po prostu klimatu, niby bomba atomowa, a brak jakiegokolwiek wra?enia.


Best batman of nolan? Batman Begins: ?wietny batman, strój, genialny klimat, mroczny, arkham xD  no i epickie sceny jak przylot do rass'a pod koniec filmu i walka z lig? cieni...

Tdkr, to kalka tdk, tylko s?absza, nolan nie chcia? ryzykowa? stylem i ko?cówka to ta sama muzyka, styl, schemat.

lady_ozzy

Film nawet mi si? podoba?... ale jak to si? mówi 'szcz?ka nie opad?a'...
Mimo wszystko czego? w nim brakowa?o i odczuwam pewien niedosyt
<br /><br />[glow=red,2,300]Dom to organizm... żywiący się szaleństwem...<br />To labirynt, który śni...<br /><br />...a ja się zgubiłam...[/glow]

Leon Kennedy

Rocklee z twoich wypowiedzi wynika, że TDKR to jeden wielki wrak znaczy brak... Szczerze przyznam, że z twojej strony spodziewałem się właśnie tego co czytam, ale cóż masz do tego święte prawo. Dziś seans, emocje rosną w zastraszającym tempie :)

CytujPrzecież sam Schumacher zrobił by nawet lepszy i w ogóle...

To tak jakbyś przytaknął, że BF i BiR są lepsze :P

CytujMimo wszystko czegoś w nim brakowało i odczuwam pewien niedosyt

Miałem tak po pierwszym seansie BB, następne seanse to zniwelowały ;)

Rarian

Rockee - no k?óci? si? ju? du?ej nie b?d?, bo opinia to opinia, ale brak epickiej bitwy? Seriously? Brak twardego Batmana? A jak lezie w sam ?rodek setki policjantów? Jak ripostuje Bane'a po 'powrocie' przekr?caj?c jego tekst z "permission to die" po czym pokazuje co znaczy prawdziwy Mroczny Rycerz. Brak klimatu? A ilo?? nawi?za? do komiksów, klimat totalnej wojny, klimat wszechobecnego strachu? Brak dramatu? A Alfred? A '?mier?' Batmana? Najbardziej dramatyczna ze wszystkich cz??ci, w ?adnej poprzedniej nie by?o tak emocjonalnie na?adowanych momentów. Rachel i Denta mia?em gdzie?, za to relacja Bruce'a i Alfreda w tej cz??ci, scena na grobie Waynów i wiele, wiele innych; przecie? one by?y bardzo poruszaj?ce.

Patryk02099x

rocklee, Ty chyba sam ze sobą się kłócisz pisząc tak źle o TDKR, więc może napisz co naprawdę myślisz? Twoje wypowiedzi są po prostu mało przekonywujące i pisane jakby na siłę, bo gdyby Ci się film na prawdę nie podobał to byś napisał recenzję a nie co drugi post jaki to zawiedziony nie jesteś.

Scena gdy Batman mówi: "permission to die" to takie ciarki, że aż myślałem, że mi gorączka skoczyła w ciągu kilku sekund. Scena gdy Alfred przeprasza Thomasa była genialna i aż mnie w środku coś zabolało, zresztą tak samo przy tekście: "Goodbye, Alfred". Jeśli twoim zdaniem nie było również epickiej bitwy to chyba oglądaliśmy inne filmy- sama walka Batmana z Banem(ta druga) były mega- pierwszy raz Batman tak się darł w czasie walki i biła z niego taka wściekłość, nie wspomnę o tym jak wrzeszczał: "Where is it?".