25 październik 2021, 07:09:59

Aktualności:


Mogą występować problemy z wysyłaniem maili z forum!


Wasze ulubione/oglądane seriale.

Zaczęty przez Silent Dark, 24 lipiec 2008, 14:45:13

Rado

Z HBO ostatnio ogarnąłem "Outsidera" z Mendelsohnem i Batemanem i bardzo mi się podobało. Adaptacja książki Kinga. Śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa dzieciaka. Moim zdaniem wciągająca rzecz.

Z Netflixa skończyłem niedawno pierwszy sezon "Ozark", gdzie również gra Jason Bateman. Na pewno będę oglądał dalej. Fajne motywy. Momentami kojarzy mi się to z "Breaking Bad" chociaż też nie do końca.

Z listy, którą utworzyłeś oglądałem też kilka rzeczy i np. "Czarne Lustro" uważam za jeden z moich ulubionych seriali w ogóle.

Niedawno też przerobiłem "OA" z Netflixa i byłem tym oczarowany, szczególnie drugim sezonem. Ciężko napisać o czym jest ten serial, ale dla mnie to taki nieoszlifowany diament i do tego mocno niedoceniony.

LelekPL

Dzięki za polecenia. Myślałem nad Ozarkiem i chyba rzeczywiście po niego sięgnę. Dużo osób go chwali. Zresztą podobnie jak Narcos, ale akurat kartele mnie mało interesują.

O Outsiderze słyszałem mieszane opinie, ale lubię tą tematykę, więc może też dam mu szanse.

Z tych rzadziej oglądanych naprawdę chcę Wam polecić Wielkie kłamstewka, Ostatni taniec i American Vandal. Dramat, dokument i komedia. Wszystkie naprawdę mega wciągające.

Funky



@Lelek Polecam ci serial I Am the Night, świetny kryminał w klimacie neo-noir inspirowany prawdziwymi wydarzeniami,  Dr George Hodel był lekarzem gwiazd w Hollywood w latach 40 (oraz artystą o ogromnym IQ) którego syn (emerytowany detektyw LAPD) po latach oskarży o najsłynniejsze morderstwo w mieście Aniołów. Co prawda sam serial nie dotyczy tego wydarzenia a bardziej poszukiwaniem własnego "ja" głównej bohaterki i jej relacji z Hodelem (naprawdę nigdy się nie spotkali w życiu) ale przytłacza klimatem i psychopatią Doktora. Jak lubisz nierozwiązane zagadki kryminalne to polecam ten film https://www.youtube.com/watch?v=Nkw2f-71oL8  (fragment o Hodelu od 18:48).

LelekPL

No proszę, może zerknę sobie. Dzisiaj dwa kolejne odcinki Ostatniego tańca, więc mam już plan na wieczór, ale w najbliższym czasie postaram się zobaczyć chociaż jeden odcinek.

Funky

15 maj 2020, 00:17:36 #259 Ostatnia edycja: 15 maj 2020, 00:25:36 by Funky


Jestem po pierwszym odcinku serialu dokumentalnego Los Angeles - Miasto Demonów którego gospodarzem jest słynny pisarz "hardboiled" James Ellroy. Ogląda się to wyśmienicie, Ellroy który sam w sobie jest oryginalny i ekscentryczny opowiada o największych skandlach, morderstwach (zamordowano mu matkę w wieku 10 lat) i seryjnych mordercach. Dla fana kryminałów, a w szczególności fana kina noir, literatury hardboiled jest to pozycja obowiązkowa. Czyli coś dla mnie :P

10/10

LelekPL


Funky

6 Hot Spot Homicide (2011)
5 The Dark Side of Hollywood (2011)
4 Dames and Delinquents (2011)
3 L.A. Serial Killers (2011)
2 The Scandal Rags (2011)
1 Dead Women Own Me (2011)

https://www.youtube.com/watch?v=7D-oqQHJcs0 "Kult martwych kobiet" Wszystkie odcinki są na YouTube

Night_Wing [usunięty]

Jak to się mówi, nie ma to tamto, wrzucam mały update seriali, które w specyficznej rodzajowości animacji superbohaterskiej obecnie oglądam. Na pierwszy ogień idzie wyborne "Green Lantern: The Animated Series (2012 - 13)"; ów obraz uważam za jedno z najważniejszych dla postaci Hala Jordana dzieł mało czy wielkoekranowych - dzieł jego losy, z Uniwersum DC, adaptujących. Mimo iż nie do wszystkich przemawia wysmakowana, lekko eksperymentalna grafika wektorowa, w tym przypadku generowana komputerowo, warto podkreślić, że taki ,,trójwymiar" właśnie, w animacji najlepiej uwydatnia cechy dynamiki pojedynków Zielonych Latarni z Czerwonymi Latarniami czy innymi zagrożeniami, lub wzmacnia ogólną fizyczność postaci, ich aktywność w różnych dziedzinach życia etc. Tego rodzaju techniki ,,rysowania rzeczywistości" przydatne są przy dynamicznych ujęciach, nic wiecej - statyczne, martwe tło, nawet emocjonalność czy mimika twarzy wypisane w ruchach sylwetek ludzkich czy innych kreacji, niestety, przy systemie grafiki komputerowej, cóż, po prostu się nie sprawdza. Fabularnie, w "Green Lantern: The Animated Series", rzecz ma się nieco lepiej niż aspekt wizualny. To już zupełnie inny biegun, inna bajka; zacząłem tzw. Akt drugi serialu, czyli odcinki od 14 - 26: zmagania bohaterów z mega-złolem, Anty-monitorem; Hal Jordan dołącza do ekipy "Korpusu Zielonych Latarni" strzegących przed złem całego Wszechświata, a sektor 2814 zostawia... Guy Gurdnerowi etc. Po 14 obejrzanych odcinkach, animacji stawiam ocenę: 8/10.

"Spider-Man: The Animated Series (1994-98)", ponadczasowa klasyka wśród kreskówki superbohaterskiej. Dzieło kanoniczne, wchodzące w skład Panteonu animacji adaptujących rzeczywistość komiksowych Uniwersów. Za kilka dni, ponownie, któryś raz w dziejach mojego fanowskiego żywota, od pierwszego do ostatniego odcinka, zacznę z mocą zaangażowania oglądać słynne przygody animowanego Spidey'a sprzed 25 lat. O tak! Z mojej perspektywy, wartość oceny dla tej animacji, co by nie było, co by się zdarzyło zawsze będzie taka sama, bezcenna, nieokreślona. 10/10 w nocie dla kreskówki będzie symboliczne, bo pisać abstrakcyjnie dużych liczb przed 10 w tym zapisie się nie opłaca.

Zostańmy przy płaszczyźnie superbohaterskiej opowiadania historii w fabule, wątkach, postaciach, i nieważne czy filmach, serialach aktorskich, kreskówkach etc. Liczy się ów motyw i kontekst multum tworów audiowizualnych, których w tej specyfice ostatnimi czasy jest całe mnóstwo. Dlatego zatrzymam się przy małoekranowym produkcie od stacji "CW", która kiedyś, jak było dobrze i cudownie, czyli ,,dawno, dawno temu w Galaktyce", gdy istniał tylko "The Flash" i "Arrow", zapowiadała się na coś mocno rewolucyjnego w tym względzie - coś, co wprowadzi nam jakość superbohaterskości, wprost z wielkiego ekranu na świat seriali. Tak było... do czasu, rzecz jasna. Obecnie, wiele, wiele sezonów, i wiele seriali później, sytuacja wygląda zgoła inaczej: krutaczne pokiełbaszenie i jeden kiblownik do potęgi entej. Tak prezentuje się całe sławetne landrynkowe "CW". Z mojego punktu widzenia broni się jedynie "The Flash", który 19-tym odcinkiem 6-ego sezonu wyemitowanym około tydzień temu z kawałkiem, zakończył swój tegoroczny bieg, oraz "DC's Legends of Tomorrow", o którym chciałbym co nieco wspomnieć, i który w najbliższej przyszłości wyrasta na faworyta wśród produkcji od "CW". Z tym tytułem akurat jestem od lat (całe "Arrowverse" z wyjątkiem "Arrow", na którym stanąłem przy 14 odcinku pierwszego sezonu - i pamiętam to do dziś - oglądam bardzo uważnie, od początku), jednak sezon 5-ty, który również będzie miał się ku końcowi, bo został finałowy 14-ty odcinek, którego emisja odbędzie się jutro, to sezon diabelnie wywrotowy, bardzo, ale to bardzo tulący w sobie tą buntowniczość, anarchii, którą prezentuje. Pomysły na fabułę, rozpisanie roli postaci - tu nie ma bohatera, który centralizowałby oś wydarzeń, w tym przypadku 5-ego sezonu, wokół siebie. Gary, Ava, Mick Rory, Sara Lance, czy parający się w sprawach okultystycznych John Constantine - każdy z nich na przestrzeni 14 odcinków (epizod nr 00 był pierwszym prawdziwym odcinkiem 5-ego sezonu "Legend" - taka w związku z Crossoverem Arrowverse obowiązuje, teoretycznie, numeracja) ma równoważne w stosunku do czasu ekranowego i zaangażowania swojej postaci znaczenie. Finał 5-ego sezonu przed nami. W tym cyklu odcinków było wszystko. Bez względu na finał serii "DC's Legends of Tomorrow", za te 15 ostatnich odcinków postawię serialowi ocenę: 8,5/10. I oby przyszły rok dał jeszcze bardziej odjechany sezon!

A teraz, cóż, coś z materii seriali opartych na faktach, nie tylko z gatunku horroru, thrillera etc., ale przede wszystkim z gatunku fantastyki naukowej, gdzie istotniejszy jest pierwiastek naukowy sprawnie łączący się z atmosferą, klimatem śledztwa, motywami szpiegowskimi. "Project Blue Book", było minęło, i szkoda, bo właśnie ów małoekranowy twór niedawno zakończył swój serialowy bieg. Mówiąc ,,zakończył" mam na myśli finał drugiego sezonu serialu, który niedawno miał miejsce na polskim oddziale kanału "History Channel / History Channel 2". Całość 10 odcinków drugiej serii również i ja obejrzałem. To były o jakieś 30 % lepsze epizody niż w przypadku pierwszej serii: o wiele bardziej dynamiczne w opowiadaniu wydarzeń samą narracją, umiejętnością tworzenia wątków UFO i innych nadnaturalnych zjawisk opartych o prawdziwe, niewyjaśnione przypadki wszystkiego tego, co mogłoby się kryć za pojęciem UFO, USO etc., co badał Josef Allen Hynek w latach 50-tych poprzez prowadzenie rządowego projektu: Błękitna Księga. Co ciekawe, drugi sezon serialu zakończył się zjawiskowo dobrym cliffhangerem. Z mojej perspektywy ocena całości dwóch sezonów "Project Blue Book" wygląda następująco: 9/10.

LelekPL

Wyszły trzy pierwsze odcinki drugiego sezonu The Boys. Ktoś już oglądał pierwszy sezon? Jak dla mnie najlepszy serial superbohaterski jaki mieliśmy. Chociaż nie będę ukrywał,. przez większość nie potrafiłem przebrnąć - Daredevila widziałem tylko drugi sezon. Gotham i Punishera tylko połowę pierwszego. A z serialami takimi jak Umbrella Academy, Flash, Arrow czy Legion widziałem jeden albo dwa odcinki. Jedyne, które obejrzałem w całości lub w całości do tej pory to Smallville, Watchmen i właśnie The Boys.

Zabawny, pokręcony i tematyczny. Świetnie potrafią dodać trochę wymiarowości nawet nikczemnym superbohaterom, a i nasi bohaterscy The Boys też nie są tacy bohaterscy. Ale serial i tak należy głównie do Homelandera. Aktor, który go gra jest świetny i przerażający jednocześnie. Bardzo dobra rola, ale też świetnie zagrana.

Poza tym ostatnio oglądałem jeszcze... i mogę polecić: Upload, Space Force i The Twilight Zone. Pierwsze dwa to seriale twórcy The Office, ale dla tych, którzy spodziewają się tego samego nie będzie to udany czas. Są mniej komediowe i bardziej nastawione na dłuższą narracje fabularną niż odcinkowe przygody. Jednak nadal można się dobrze ubawić (scena z kosmiczną małpą i psem jest bezcenna w Space Force), ale też przeżyć wraz z bohaterami emocjonalne wzloty i upadki w ciekawym środowisku - pierwszy w cyfrowej przyszłości znanej z odcinka serialu Black Mirror, San Junipero, a drugi w wydawałoby się absurdalnej sekcji służby wojskowej. Twilight Zone to natomiast kontynuacja kultowego serialu, który trzyma w większości poziom. W większości bo jak w każdej antologii trafiają się lepsze i gorsze odcinki, ale te złe nie są nigdy słabe, a dla tych dobrych warto oglądać.

Night_Wing [usunięty]

Seriale, serialami a gusta gustami. Każdy z nas coś tam w TV czy na streamingu zawsze ogląda - czy to dla pasji, czy dla załatania dziur w swym ,,czasie wolnym po pracy". Warto zwrócić uwagę na segment seriali, jakim są produkcje anime. Dlatego też poniżej co nieco napiszę o "Attack on Titan", flagowemu współczesnemu przedstawicielowi japońskiej animacji.

Sezon trzeci "Attack on Titan" wyziera tak silną specyfiką w całej swej okazałości, że oglądającemu to anime ,,zakręconemu pozytywnie maniakowi i szajbusowi" przychodzi stwierdzić jedno: jest to serial zrealizowany w konwencji japońskiej animacji, który został intuicyjnie pomyślany i zaprojektowany dość ambitnie w perspektywie tego, co dał nam on do tej pory, i co ma on, nie patrząc się na mangę, jeszcze do zaproponowania.

Po dość długiej przerwie, około 2 lat, od obejrzenia ostatniego epizodu serii drugiej, fanowsko nazwanych przeze mnie ,,Tytanków", zasiadłem do watchingu serii trzeciej z pewną dozą zachowanej ostrożności. Obawiałem się, że, tak jak szły słuchy o zabarwianej intrygą polityczną, jakimiś wątkami społecznymi w warstwie fabularnej sezonu trzeciego ,,Tytanków", tak i sprawdzą się one, gdy zacznę oglądać tę serię, okazało się, że nie było wcale tak źle. Wręcz przeciwnie, bo anime to w starcie sezonu trzeciego, w pierwszych swych odcinkach okazało się niemożliwie wręcz zabarwione potężną i dynamiczną akcją, machinacjami sięgającymi szczytów władzy w tym świecie, odkrywaniem tajemnic powiązań pomiędzy poszczególnymi postaciami i, co najważniejsze, fabularnie zaowocowało pojawieniem się, nazwijmy to, w tym świecie ,,grupy do zadań specjalnych, a'la Gwardia Przyboczna Króla", z łotrzykiem, lekkoduchem i zawadiaką na czele, Kennym, którego dostaliśmy na początku sezonu ,,nagle, intensywnie i agresywnie"; to, co jemu i jego oddziałowi się potem przytrafiło, cóż, nie należało do najlżejszych ,,do przełknięcia" dla fana wiadomości.

Warto przy omawianiu trzeciego sezonu "Attack on Titan" (cz. 1 i 2; 12 i 10 odcinków) zwrócić uwagę na aspekty wizualne serii. Linia graficzna, tak charakterystyczna jako technika wizualizacji na pograniczu animacji trójwymiarowej - okazała się w odcinkach nr 1 i 2 sezonu trzeciego "Attack on Titan", niesamowita - i tak się ma do końca - w użyciu kreślenia porążającej szczegółowości skali dynamiki scen akcji (walki, ataki z zaskoczenia, np. oddziału Kenny'ego), gdy z jednego ujęcia przechodziliśmy szybko w drugie etc. To wszystko w swej szacie graficznej prezentowało się w trzecim sezonie ,,Tytanków" piekielnie dokładnie i, co najważniejsze, z zachowaniem kreacji ostrości przedmiotów, czy zjawisk przy szybkich bardzo dynamicznych przejściach ujęć.

Nie mam na co narzekać, tak bardzo poprawiono tu animację w stosunku do serii pierwszej i drugiej produkcji, że normalnie ,,cud, miód, malina"! Jedno nie daje mi jednak spokoju:
-
Spoiler
dlaczego ludzie-Tytani, jak Reiner, Bertholdt, chcą walczyć z mieszkańcami Murów, ścisnąć ich daleko poza ,,ścianą Marii"? W czym rzecz, co kilka tak silnych postaci tego typu ma do udowodnienia? Przede mną jeszcze kilka odcinków trzeciego sezonu, więc, kto wie ile odpowiedzi wśród tajemnic tego Unwiersum dostaniemy, a ile wciąż będzie się skrywało pod płaszczykiem niewiedzy... Kto wie?!
[Zamknij]

Night_Wing [usunięty]

Sezon 6b sagi małoekranowej "Vikings", to część odcinkowa dla tego serialu niezwykła - jedna z najlepszych dla tej produkcji serii epizodów od lat. Do oceniania ostatnich 10 odcinków wyjątkowego dzieła Michaela Hirsta, którego, cóż by tu dużo mówić, nie da się nie docenić, nie lubić i nie szanować, nie podchodzę jakoś sceptycznie, będąc ograniczonym stosunkowo do wąskiego zakresu jego oceny: że role są tu powtarzalne a historia się dłuży; że gra się tylko i wyłącznie na nostalgii historycznej: adaptacji danej części dziejów Europy w historii świata do formy serialu aktorskiego, w którym sam serial ,,wygrywa" aspektem historycznym widocznym najbardziej w wiernie oddającej te realia i ducha epoki: scenografii i kostiumach. Jest w tym prawda, ale częściowa. Sezon 6b "Wikingów", o czym pisałem wyżej, poprawił się w stosunku do sezonu 5-ego i 6a. Owszem, nie dostajemy tu aktorstwa na wysokim, czy w miarę wysokim poziomie, nawet nie mi czy wam przychodzi to oceniać - krytycy i mistrzowie sztuki filmowej mogą się na ten temat w miarę dokładnie ,,obiektywnie" wypowiedzieć, nikt inny do obiektywnej krytyki aktorów tej części serialu się bardziej nie zbliży. W końcu po coś są profesjonaliści w tej branży.

A co do samych aktorów, którzy wczuwają się w swe role w partii 6b produkcji "Vikings" (np.Danila Kozlovsky jako Książę Oleg, Oran Glynn O'Donovan jako Książę Igor, czy główny najważniejszy gracz ostatnich 10 odcinków: Ivar, w którego wciela się Alex Høgh Andersen), wykonują to w sposób bardziej intuicyjny niż wcześniej, bezpośredni - wydaje się iż z większą ilością mowy niewerbalnej, jakby wykańczali oni i przedłużali sceny przez odpowiedni ,,body language", co genialnie uwydatnia praca kamery.

I nie oszukujmy się, skoro dzielni serialowi "Wikingowie" kończą swój bieg, nie powinniśmy być zaskoczeni, że spora część wątków postaci zaczętych sezon wcześniej bądź w obecnym cyklu odcinkowym, czy sylwetek, których los przez cały serial był mocno przeciągany: albo jeśli się zakończy, to stanie się to w sposób kontrowersyjny i niejednoznaczny, albo cóż... nie zakończy się wcale, pozostawiając w serduchu fana pewien niedosyt: ,,ale, co będzie dalej skoro...". Po obejrzeniu 5 epizodów "Vikings 6b", ocenię część drugiego półfinału serialu następująco: 7,5/10... Aby pozostawić sobie swego rodzaju niedosyt przed pozostałą piątką epizodów.

Bo, pomijając
Spoiler
metafizyczne religijne objawienie Olega z odcinka 15-ego sezonu nr 6, a może było to jego delirium - delirium szaleńca, który przy końcu swej drogi w życiu doczesnym, doznał ostatniego mistycznego katharsis, nie ukrywam, że to, co było kulminacją jego ,,przemiany" wstrząsnęło mną zupełnie; czuję się przytoczony emocjonalnie i ,,fabularnie" - tzn.: za tym aktem kryją się dziury fabularne, przy których wygląda on nieco dziwnie:


[Zamknij]

LelekPL

Ja zacząłem dwa nowe seriale: WandaVision i After Life.

Jeśli chodzi o pierwszy to pewnie nie jestem jedynym na forum, który ogląda. Jak dla mnie im dalej w las tym lepiej. Podobały mi się pierwsze dwa odcinki ze względów technicznych i jak bardzo poświęciły się formule sitcomu. Ale przez niewielką ilość momentów w stylu "Strefy Mroku" wydawały się prowadzące do nikąd. Dopiero jak pokazano nam to co jest poza Westview, serial nabrał tempa (choć brakowało mi już czerni i bieli klasycznych sitcomów i klimatu z Pleasantville). Mimo wszystko teraz jestem już wciągnięty i nie mogę się doczekać kolejnych odcinków.

After Life to natomiast dobry komedio-dramat od Ricky'go Gervaisa. Jeśli podobało Wam się The Office lub Extras to i After Life powinno się spodobać. Tym razem jest nieco mroczniej, bo chodzi o żałobę po śmierci żony - jest rak, jest ojciec z Alzhaimerem, są myśli samobójcze... jednak humoru nadal nie brakuje i za to cenię sobie ten serial. Trochę mnie zirytowało to, że szuka się bohaterowi nowej partnerki, tak jakby to był jedyny sposób na pogodzenie się z utratą osoby, którą się kocha i nie można sobie poradzić samemu z pamięcią o niej. Trochę to... filmowe i proste. Ale poza tym w sumie warto obejrzeć.

Leon Kennedy

Nigdy nie byłem wielkim fanem sitcomów, brak kolorów nie uważam za nic ciekawego, a pierwsze dwa epizody Vandy i Visiona wręcz przewijałem. Na szczęście bodajże od 4 odcinka całość rusza z kopyta, zaczyna intrygować, mamy również świetny występ pewnej postaci w 5 lub 6 odcinku. Więc z odcinka na odcinek jest co raz lepiej, ale początek to dla mnie była katorga.

LelekPL

WandaVision za mną. Jak na ich pierwszy serial było bardzo dobrze i niezwykle kreatywnie i odważnie. Świetny koncept, wykonany poprawnie i wciągająco. Ilość fanowskich teorii po każdym odcinku trochę przesadzona, a trochę Marvel sam sobie był winny (evan Peters) i finał nie zachwycił tak jak teorie... a szkoda, bo był naprawdę dobrym zwieńczeniem drogi, która przeszła Wanda w tym serialu. Historia była o żałobie, a nie o Multiversach i o tym też był finał. Pojedynek dwóch Visions bardzo dobry, ELizabeth Olsen i Katherine Hahn jako boahterki sitcomu były idealne i postacie, które mnie najmniej interesowały w MCU tutaj mnie po prostu wciągnęły. Aha, i agenci też byli świetni.

Jedyną niepotrzebną postacią i wątkiem była Monica Rambeau. Jej "origin" był tu kompletnie niepotrzebny i totalnie wrzucony na siłę. Nie zainteresowała mnie ta postać niestety, ale reszta serialu na plus. Po prostu czarujący i fajnie spędzony czas. Ocena: 7/10

Dzisiaj natomiast widziałem premierowy odcinek Falcon i Winter Soldier i był... ok. Jak widzieliśmy WInter Soldiera w scenie retrospekcji aż sobie pomyślałem, że właśnie TAKI powinien być ten serial! To co dostaliśmy jest poprawne, ale na razie nie zachwyca. Naprawdę dobrym aspektem jest komentarz polityczny oraz opisanie sytuacji politycznej w MCU, która musi być CHOLERNIE skomplikowana po tym co zrobił Thanos i jak wszystkich przywrócono. Mam nadzieję, że będą więcej uchylali tej części historii, bo wątki akcji, choć BARDZO dobrze zrobione, to po prostu mnie nie interesują, gdyż... te postacie mnie specjalnie nie interesują. Bucky jest lepszy jako Winter Soldier, a Falcon... jeszcz mnie nie przekonał. Siebie też nie póki co i w sumie mam nadzieję na ten wątek, że mnie przekona do Sama i oboje w niego uwierzymy wraz z trwaniem serialu.

Mr.G

WandaVision bardzo podobał mi się na początku, później już tylko podobał. Póki bawili się sitcomami, póki widz miał jedynie domysły, zabawa była świetnia, ale gdzieś w połowie, a może i wcześniej, na raz odkryto wszystkie karty no i był już typowy Marvel, tyle że w formie serialu. Nadal oglądało się dobrze, ale już bez zachwytu. Na duży plus tytułowa para z ich świetną grą i chemią, na duży minus postać Agathy Harkness, która jak większość marvelowskich villianów, nie porwała. Choć wścibską sąsiadką była rewelacyjną!

A na dniach pochłonąłem pewną polską produkcję. Rojst. Odkąd do tego właśnie serialu Monika Brodka zrobiła rewelacyjny cover utworu Trojanowskiej, gdzieś tam byłem zainteresowany seansem, ale długo się zabieram za kolejne seriale, a do polskich to tym bardziej jeszcze nie mam zaufania. Pewnie błędnie i pewnie dużo już dobrych, polskich kryminałów, ale jak wspomniałem, mało oglądam, to i nie jestem na bieżąco.
No ale Rojst rewelacyjny. Jak dla mnie taki polski Detektyw - mamy sobie małe miasteczko, brutalną zbrodnię, brudny i trudny świat prostytucji, polityki, układów, nieszczęśliwych nastoletnich miłości, a wszystko to zaczyna się i kończy w pewnym lesie, który sam w sobie jest tu bohaterem i tak jak każdy z nich, ma swoją historię. Przez opowieść prowadzi nas jednak nie para gliniarzy, ale reporterów - Andrzej Seweryn to starszy, zgorzkniały, wypalony i próbujący wyrwać się z kraju, a Dawid Ogrodnik młody, ambitny, próbujący za wszelką cenę dojść prawdy, lecz nie znający jeszcze życia na tyle, by wiedzieć kiedy odpuścić. No i oczywiście akcja dzieje się w latach 80-tych i jak dla mnie jest to chyba najlepiej pokazany PRL - nie tylko rewelacyjnie dobrana muzyka i wierne, ponure scenografie, ale też teksty, zachowania i mentalność bohaterów mocno podkreślają, że to dawny, zupełnie inny świat.
Wyjadaczy kryminałów pewnie nie usatysfakcjonuje sam scenariusz, który ostatecznie może i nie daje nam mocno odkrywczej historii, ale za to pokazanej w bardzo klimatyczny i poruszający sposób.
No i jeszcze na zachętę udział Piotra Fronczewskiego - może i nie za duży, ale zawsze miło tego Pana zarówno ujrzeć, jak i usłyszeć oraz bardziej znacząca niż się spodziewałem rola Marka Dyjaka, jednego z bardziej lubianych przeze mnie polskich bardów.